rageman.pl
Muzyka

Angels & Airwaves – Love

Angels_&_Airwaves_-_Love_coverrok wydania: 2010

wydawca: DIY

album do pobrania stąd

 

jak juz kiedys wspominalem, niespecjalnie przepadam za tzw kalifornijskim punkiem. co jest o tyle dziwne, ze przeciez ja sam taki wesoly, kalifornijski chlopak hehe. nawet nie chodzi o negatywna otoczke, ze zdrada idealow, profanacja czy cus. ale jakos ciezko mi znalezc w tym gatunku plyte ktora by mnie chocby mocniej poruszyla. single jakos przejda, ale tez za zaden z numerow offspringa, green day’a czy nofx zycia bym nie oddal. dlatego podchodzilem do projektu Angels & Airwaves (zwany takze skrotowo AVA) z rezerwa. nawet jesli pamietalem, ze muzyka, jaka pod tym szyldem wydaje Tom DeLonge, diametralnie rozni sie od tego co nagrywal z Blink 182. pozytywne rozczarowanie zaliczylem.

oczywiscie nie jakies przepotezne. i nie wiem na ile ta mila niespodzianka wynika z samej jakosci trzeciej plyty AVA, a na ile z faktu, ze mi zwyczajnie brakowalo takiej banalnie bezposredniej muzyki po tych wszystkich jazzowych eskapadach. nawet nie chodzi o obecnosc gitar, ze mi rockowania brakowalo (no, moze troszeczke). bardziej o klimat, emocje jakie potrafi wywolac Muzyka. fajnie jest znow posluchac dzwiekow, ktore nie wymagaja wyginania zwojow mozgowych. dzwiekow, ktore celuja nawet nie tyle w serce, co w jego odpowiednie departamenty odpowiedzialne za sentymenty, tesknoty moze nawet. i chyba wlasnie Klimat tej plyty jest jej najciekawszym aspektem. Klimat, ktory wbrew szufladkom do ktorych pakowana jest AVA nie jest tak depresyjna/rozpaczliwa jak np u My Chemical Romance czy 30 Seconds To Mars. innymi slowy – wiele wspolnego ze wspolczesnie pojmowanym emo to nie ma. acz na pewno mlodziez spod znaku kredki do oczu, grzywek i zyletek muzyka AVA nie pogardzi.

jeszcza dalej do sceny emo DeLonge’owi, jesli chodzi o same dzwieki ktore tu z kompanami (m.in. bylym basista 30 seconds to mars, coby bylo ciekawiej) zarejestrowal. kompozycje trwajace od 4 do 6 minut (choc gwoli scislosci – czesto na te dlugosc sklada sie miniaturka muzyczna wienczaca utwor lub poprzedzajaca nastepny w kolejnosci), majace wybitnie luzny stosunek do kwestii zwrotek i refrenow. gestu tu od kosmicznych dzwiekow i zdelayowanej, „atmosferycznej” gitary, przez co porownania do U2, Pink Floyd i The Cure, choc sprawiaja wrazenie marketingowego bajdurzenia nie majacych pojecia o muzyce PR-owcow wytworni (inna mozliwosc, bioraca pod uwage forme wydania plyty – DeLonge zna 3 zespoly na krzyz. albo uwaza, ze jego fani znaja tylko 3 zespoly na krzyz, a wlasciwie 4, wliczajac AVA), maja niby jakies tam uzasadnienie. a zeby nie byc gorszym w namecheckingu, a jednoczesnie by nie wyjsc na hheretyka, to powiem tak: sa momenty (vide „Clever Love”), gdzie slychac, ze panom delonge i spolce nieobcy jest rowniez radiohead przelomu wiekow. moze byloby tym fragmentom jeszcze blizej anglikom, gdyby nie wokal delonge’a. przyznam, ze tak jak w blinku czasem potrafil nawet irytowac, tak tutaj, poprzez swoja wybitnie poppunkowa artykulacje i barwe tworzy z wczesniej oopisywanym klimatem mieszanine intrygujaca. cos a’la „Boys Of Summer” Dona Henley’a. tyle ze bardziej nawiedzony (wstarczy rzut okiem na teksty i artworki AVA by byc pewnym, ze gdyby DeLonge urodzil sie w PL, niechybnie wszedlby w szeregi sekty Niebo). no i zdecydowanie mniej przebojowy. az trudno sie dziwic , ze wytwornia wypiela sie na zespol. choc z drugiej strony moze i dobrze – nie ma tu jakiegos ewidentnego przeboju ktory by dyskontowal reszte materialu, a chybionych utworow tez tu brak.

ciekawa sprawa z tym zespolem i tym, co dalej sie z nim wydarzy. moze sobie gadac delonge ze reaktywacja Blink 182 w niczym nie przeszkadza funkcjonowaniu AVA, ale… nawet nie chodzi o moja antypatie do zespolu od „All The Small Things”. niemniej mysle tak sobie, ze B182 juz swoj czas mial i wbijanie sie w przykrotkie spodenki w wieku 34 lat ma cos nawet z patologii. a tymczasem w swiecie muzyki AVA naprawde moze sie cos jeszcze ciekawego wydarzyc. nawet jesli mialoby to dopiero za pare lat. swietlnych.

 

najlepszy moment: HALLUCINATIONS

ocena: 7/10

Leave a Reply