rageman.pl
Muzyka

How To Destroy Angels – How To Destroy Angels

HTDA_singlerok wydania: 2010

wydawca: The Null Corporation

album do pobrania stąd

 

wczoraj dzieki dzwiekom z plyty „Love” wzlatywalismy hen wysoko, az do rejonow dostepnych tylko aniolom. dzis dowiemy sie, jak tych aniolow unicestwiac.

a tak powazniej rzecz ujmujac: jak juz kiedys pisalem (chocby przy okazji „Antichrist Superstar” M. Mansona), nie naleze do fanow Trenta Reznora, nie uwazam go za muzycznego krola Midasa. pomimo sceptycznego stosunku do jego songwritingu (z paroma szlachetnymi wyjatkami), w dziedzinie produkcji uwazam go za geniusza totalnego, quincy jonesa muzyki alternatywnej. dlatego tez z checia obczaje kazdy projekt w ktorym macza on palce i niekoniecznie wydany pod szyldem Nine Inch Nails.

tak tez mi wpadla w rece EPka How To Destroy Angels. projektu dosc mocno mlodego, bo pierwsze pogloski o nim zaczely sie pojawiac dopiero w tym roku, a sama EPka – jedyna pozycja w dyskografii zespolu – zostala wydana miesiac temu. w internetowym labelu Null Corporation, jak wszytsko zreszta, do czego przyklada reke Reznor od czasu rozstania z Universalem.

no wlasnie, zespolu. chyba najbardziej intrygujacym okolomuzycznym aspektem tego wydawnictwa jest to, ze poza Reznorem swoje solidne trzy grosze dorzucila tu partnerka zyciowa tworcy „Downward Spiral”, niejaka Mariqueen (skladu dopelnia Atticus Ross, czesty wspolpracownik Trenta, a takze m.in. Korna).

niestety nie wiem czy dziewczyna zarazila sie czyms od Reznora, czy nie chciala sie zanadto wychylac ponad poziom narzucony przez meza, ale EPka ta cierpi dokladnie na te same dolegliwosci co plyty NIN. czyli generalnie – kunszt brzmienia niekoniecznie idzie w parze z rownie wybornym piosenkopisarstwem. a moze nawet i jest gorzej. bo raz – mimo wszystko takie plyty jak „Downward Spiral” czy „Fragile” byly na swoj sposob przelomowe, juz maja swoje miejsce w historii muzyki i to niekoniecznie z komercyjnych wzgledow. na EPce HTDA nie ma nic, czego bysmy wczesniej u Reznora nie slyszeli. dwa – nawet jesli plyty NIN sluza generalnie jako podklad pod chlastanie sie, to da sie je okreslic mianem eklektycznych. mozna na nich natrafic zarowno na wyciszony „Hurt” czy „La Mer”, jak i na wsciekle „Starfuckers” badz „March Of The Pigs”. „HTDA” to tymczasem dosc jednostajny klimat, ktoremu najblizej do – skoro powolujemy sie na tracki NIN – „Into The Void”. wprawdzie to tylko 6 utworow i na pelnowymiarowej plycie (bo taka jest zapowiadana) bedzie roznorodniej, no ale na razie mowimy o tym co dotychczas z tego obozu otrzymalismy. trzy – niewiele tez wnosi do tej roznorodnosci sam wokal pani Reznorowej. spiewac dziewczyna potrafi, ale… no trudno sie oprzec wrazeniu, ze gdyby nie udane wejscie w spolke muzyczno-zyciowa z Trentem R., to bysmy o tej pani ani nigdy nie uslyszeli, ani nie pisali. a wezmy jeszcze pod uwage fakt, ze na pewno tak uzdolniony chlopak jak Reznor moglby zdzialac w stiudiu cuda z jej wokalem. wiecie, po uslyszeniu plyt Paris Hilton czy Traci Lords tez okazalo sie, ze te panie potrafia spiewac…

no i czwarta, najwazniejsza wada (choc zasygnalizowana juz przez te wymienione w poprzednim akapicie) – te piosenki sa srednie. sporym problemem plyt Nine Inch Nails bylo to, ze obok numerow genialnych znajdowalismy tracki esensjonalnie nijakie. a ze Reznor lubi uderzac w ilosc, to koniec koncow ow chwile wybitne niemal zanikaly w tych muzycznych roztworach. w tym kontekscie EPki stanowia dla niektorych kapel najlepsze rozwiazanie, to one dopiero nieraz potwierdzaja bossostwo wykonawcy muzycznego. sam NIN cos o tym wie – przeciez czesto sam „Broken” bywa wliczany w poczet wybitnych plyt tego najslynniejszego Reznorowego projektu. tymczasem na „HTDA” swoja szanse wykorzystuje dopiero pod koniec, w „A Drowning”. tak jakosciowo rozniacym sie od reszty materialu, ze az rodzi sie podejrzenie, czy to nie odrzut np sprzed 15 lat. piekny, typowo NINowy numer, wbrew temu co najpisalem wczesniej takze pieknie zaspiewany.

mimo wszystko – warto posluchac. nawet jesli EPka ta raczej potwierdza niz zaprzecza faktom, iz  – parafrazujac Mirka Trzeciaka – Reznor to juz artysta raczej wypalony…

 

najlepszy moment: A DROWNING

ocena: 6,5/10

Leave a Reply