Afro Kolektyw – Płyta Pilśniowa
wydawca: T1-teraz
swieto niepodleglosci zobowiazuje. czas znow na dobra, bo polska muzyke. hiphop.
a wlasciwie jego okolice. zywy sklad, mocno funkujacy feeling i rap-nawijacz (a w przypadku debiutu, o ktorym dzis mowimy, to dwoch nawijaczy). czyli teoretycznie – pelen wypas.
a czy tez praktycznie – tu juz zdania sa podzielone. jakby powiedzial to Afrojax, serce i dusza Afro Kolektywu – od poczatku maja w chuj przejebane. pomimo wydania plyty w stricte hiphopowym labelu Arka Delisia, scena hiphopowa na dzien dobry ich wyklnela (o czym mozna sie dowiedziec m.in. z cytatu z forum netowego, umieszczonego w ksiazeczce). potem, na wysokosci drugiej plyty „Czarno widze” pojawil sie mega hajp wytworzony przez pewien Bardzo Opiniotworczy Portal prowadzony i kierowany do Indie Melomanow. temat podlapaly terytoria podlegle pokroju Trojki, niezal-festiwali, periodykow typu Pulp. a ze krag ten ma tyle samo zwolennikow co radykalnych przeciwnikow, zespoly przezen promowane automatycznie staja sie obiektem krytyki. przewaznie nawet jeslli krytykujacy zapoznal sie z trzema utworami na krzyz tychze kapel.
mimo wszystko bilans zyskow i strat spowodowany ow hype’m wypada korzystnie. a trzeba tez wziac pod uwage fakt, ze Afro Kolektyw musiale na uwage alt wlodarzy poczekac te dwie plyty. w przeciwienstwie do takich Much, na ktorych oczy wszystkich byly skierowane niemal od „dnia zero”. a chyba kazdy sie zgodzi, ze kolejnosc „wpierw plyta, potem halas wokol niej” jest najzdrowsza sytuacja. ba, „Plyte pilsniowa” powinno sie wrecz oceniac w oderwaniu od terminu „hype”. no chyba ze za takowy uznamy to, co wyprawiala swietej pamieci Radiostacja, katujac kawalkami AK w swych najlepszych latach.
dobra, przejdzmy do najwazniejszego – jaka jest ta plyta, jaka jest muzyka Afro Kolektywu. no i tu trza wspomniec o drugim aspekcie przejebanego jestestwa zespolu. bo powiedziec, ze Afro Kolektyw jest zespolem specyficznym to jakby powiedziec, ze Korwin Mikke ma odmienny poglad na swiat. gdyby podejsc do Afro Kolektywu od tak zwanej, szeroko pojetej strony technicznej, to musialaby poleciec jedna wielka zjebka. chalupnicza produkcja (choc okej, zrehabilitowali sie ciut ponoc na reedycji), zespol daleki od wirtuozerii (choc znow trza dodac, ze panowie radza sobie coraz lepiej, a pod wzgledem koncertowym awansowali do scislej czolowki w kraju), no i – przede wszystkim – Afrojax (obecny na plycie drugi MC, Nestor, troche niknie w cieniu kolegi). niewymawianie litery „r” to przykra przypadlosc, ale jednak blisko mi do opinii, ze naznaczone tym osoby raczej powinny dac sobie spokoj z profesja lektora, aktora czy spiewaka, badz zaciekle z tym walczyc. a jakby tego mylo, trudno uznac flow Afrojaxa za oszalamiajacy (ale spokojnie – poziom Zuroma czy Wilka z Hemp Gru to zdecydowanie nie jest), a z rymotworstwem tez bywa roznie.
ale nie w tym rzecz. bo chodzi o to, ze na tej plycie narodzil sie jeden z najlepszych teksciarzy polskich obecnej dekady, a byc moze powojennej Polski. tak, mowa o tym kolesiu od specyficznego traktowania „r”. taki, ktory moze stanowic glos pokolenia, a przynajmniej pewnej jej czesci. takiej, ktorej „uczestnicy” nie zalapali sie na bycie szkolnymi kozakami, imprezowymi pajacami, misterow pieknosci, inteligenckimi autorytetami. jednym slowem – nie zalapali sie na jakakolwiek role, ktora choc troche wyroznialaby ich z tlumu. frustracja, masturbacja i muzyczna pasja. a od tego odejmijmy jeszcze power metal, studia na politechnice i zajawke komputerami (no chyba ze chodzi o muzyczne fora i soulseeka). get the picture? a jesli na dodatek w nim sie miescicie, to „Plyta pilsniowa”, a moze i cala tworczosc AK moze stac sie wasza plyta zycia. a w kazdej z historii z umieszczonych tu piosenek znajdziecie analogie do waszych slabych zywotow. singlowy „Czytaj z ruchu moich ust” najlepszym przykladem. a takze „nikt tego nie wiedzial”, „Smutny i nudny” w obu czesciach i spoooro innych.
i tylko szkoda, ze muzycznie plyta nie czyni jako calosc takiego rozpierdolu jak teksty. choc pare kapitalnych fragmentow da sie wychwycic: „Czytaj…” z kapitalna partia saxu, prawdziwie baunsiarski „Karl Malone”, „Seksualna czekolada”, „Dopsz bujam”. fajnie tez wypada „Opakowana rewolucja” zaspiewana w calosci przez goscinnie udzielajaca sie plec zenska. no i jeszcze skity, w tym ten Najgenialniejszy W Polskiej Muzyce Ever: „Realizator”. za kazdym razem skreca mi kiszki z beki. choc „Nienawidze muzyki latynoskiej” tez daje rade. aha, jesli chodzi o tytuly piosenek to Afro Kolektyw to niemal polski The Smiths.
nie odwazylbym sie stwierdzic, ze AK to „cos wiecej niz hip hop”. ale fakt, ze to jeden z oryginalniejszych projektow nie tylko w kontekscie tego gatunku, ale i polskiej muzyki w ogole. pozycja obowiazkowa.
najlepszy moment: KARL MALONE
ocena: 8/10

