rageman.pl
Muzyka

5’nizza – O5

rok wydania: 2005

wydawca: Moon

 

okej, kontynuujemy watek. dzis o ostatniej studyjnej plycie ukrainskiego asamblu. ktory wcale nie spiewa po ukrainsku, jak mi sie wczesniej zdawalo, a po rosyjsku. propsy dla Jedrzeja, przyznaje sie do bledu.

oczywiscie wielkich zmian w porownaniu do poprzednika nie ma. panowie obrali sobie dosyc ograniczajaca formule grania, ale radza sobie z tym w najlepszy z mozliwych sposobow.

bo np zmienily sie proporcje. ale w dosyc dziwaczny sposob, bo ma sie wrazenie ze wszystkiego tu jest wiecej. reggae jest tym razem dominujacym gatunkiem, choc i hiphopu jest jakby wiecej. a moze rzecz w tym, ze wszystko to profesjonalniej wykonanie (i zarejestrowane)? moznaby pokusic sie o stwierdzenie, ze aranzacje staly sie jeszcze bogatsze. jeszcze wiecej beatboxu, jeszcze wiecej kapitalnej trabki z tlumikiem… a taki „????? ????” to bez watpienia najambitniej brzmiaca rzecz w calym repertuarze 5’nizzy. utwor spokojnie moglby sie znalezc na jakiejs chilloutowej skladance i wcale by nie odstawal. by zamknac temat hiphopu na drugim albumie ukraincow – tez jakby mniej tu cytatow (czy tez sampli, poslugujac sie adekwatna terminologia). a przynajmniej nie tak oczywiste. na tyle nieoczywiste, ze wciaz rozkminiam skad jest ta pozytywkowa melodyjka w „??? ????”.

no wlasnie – panowie nie pozostali tak ultrawierni gitarze akustycznej i przemycili pare „obcych” dzwiekow. schowanych mega gleboko w miksie, ale jednak. zupelnym zaskoczeniem jest zamykajacy calosc „??, ??? ???”, gdzie poczciwy akustyk wymieniono na wioslo elektryczne. i przyznam ze sa to dosyc orzezwiajace urozmaicenia. bo choc wymyslony przez panow patent na granie zapewnil im juz od pierwszej plyty zaszczytne miejsce w annalach historii muzyki, to trudno nie zauwazyc, ze moze byc on na dluzsza mete meczacy. i pewne symptomy zmeczenia materialu juz tutaj sa zauwazalne. tym bardziej, ze primo – calosc jest jakby powazniejsza od poprzedniczki, wrecz mroczniejsza. brak tu takich momentow typu „radosc grania” graniczacych z wyglupem. no i secundo – tak udanych fragmentow jak „??????” czy „????” tym razem nie ma. choc umywmy sie, ze  ocena obu tych argumentow to czysto subiektywna sprawa.

coby jednak nie mowic – warto znac ten album. jest zreszta spore prawdopodobienstwo, ze ktos kto uslyszy go w pierwszej kolejnosci bedzie ocenial go najwyzej z calej dyskografii duetu.

 

najlepszy moment: ??? ????

ocena: 7/10

Leave a Reply