5’nizza – Пятница
rok wydania: 2003 (reedycja: 2005)
wydawca: Moon
ten blog jest nudny. ja wiem, malo odkrywcze to stwierdzenie hehhh. ale chodzi mi konkretnie o to, ze piszemy tu niemal wylacznie o muzyce anglojezycznej, czasem polskiej. taki casus islandzkiego sigur rosa chlubnym wyjatkiem. a przeciez pod kazda szerokoscia geograficzna powstaje zajebista muzyka. czas wiec na zmiany. czas na 5’nizze.
tym razem background historyczny bedzie ubogi. bo wiemy tyle, ze panowie o nazwiskach Serhiy Babkin i Andrey Zaporozhets zaczeli razem muzykowac na przelomie wiekow i niestety zaprzestali w 2007 roku (ostatnie koncerty odbyly sie, co mile, w Polsce). wiemy tyle ze wydali 4 plyty, w tym jedna koncertowa. wiemy tez co graja, ale o tym pozniej. natomiast nie wiem nic o tym, jaki wlasciwie jest ich status. gwiazdy alternatywy? gwiazdy mainstreamu? undergroundowa legenda? nie wiemy z prostej przyczyny – nie wiem absolutnie nic o ukrainskiej scneie muzycznej, a znanych mi wykonawcow z tego kraju bylbym w stanie wyliczyc na palcach jednej reki (oto oni: Quadragesima, Ruslana, GreenJolly, dziekuje). niezaleznie jak sie prezentowali na tle lokalnej sceny – w Polsce calkiem sporo deklaruje sympatie do ich muzyki.
i slusznie. bo panowie grali swietnie. co slychac juz na ich debiucie. trzeba jednak uscislic – owszem, jest tu sporo rocka, reggae, folku pewnie tez, skoro instrumentarium ogranicza sie do gitary akustycznej. przede wszystkim sa to jednak hiphopowcy. tak! nawijka w wiekszosci utworow kojarzy sie jednoznacznie, ale przeciez slychac tu mnostwo beatboxu, gebowego udawania skreczy czy trabki. smaa gitare akustyczna tez traktuja po swojemu, z pewna doza wrecz hiphopowej nonszalancji. no i co najwazniejsze – natezenie cytatow jest porownywalne z plytami z kregu rap. oczywiscie mowimy o wlasnorecznych wykonaniach a nie samplach, ale jednak. sporo tu rockowej klasyki pokroju Nirvany, The Doors czy Led Zeppelin, ale najbardziej rozbrajaja fragmenty z „Boom! Shake The room” czy „Here comes the hotstepper”. funkowych cytatow brak, ale jesli mialbym umiejscowisc gdzies 5’nizze na hiphopowej scenie ameryki, to wcale nie na wyluzowanym wschodnim wybrzezu, a wsrod g-funkowych gangsterow. tak! wiecej: jestem spokojnie w stanie sobie wyobrazic taki „???????” w wykonaniu Eminema. o ile Em dowiedzialby sie gdzie lezy ukraina i nauczylby sie jezyka.
i chociaz najciekawsze fragmenty to wlasnie te najbardziej niekonwencjonalne (ktore zebraly sie w drugiej czesci plyty, przez co jej poczatek troche nudzi), to jednak hajlajty naleza to fragmentow brzmiacych najbardziej tradycyjnie. „??????” to od dlugiego czasu hit w kregach wrzeszczanskich. a „????” to juz emocje, ktorych raczej prozno szukac w mainstreamowym hiphopie. kruszy serce, nawet jesli nie wie sie o czym panowie spiewaja. no wlasnie – tez procentuje fakt, ze panowie spiewaja po ukrainsku. dzieki czemu czuje sie sluchajac tej plyty tak jak conajmniej dekade temu, kiedy wciaz jezyk angielski by mi jak najbardziej obcy, przez co interpretowalem sluchana muzyke po swojemu. dzis juz troche mi tego brakuje.
nie aby plyta idealna byla. dobrze zrobiloby, przy tak jednak minimalistycznej formie wykonania, wyrzucenie paru z tych 19 piosenek i zostawienie samej esencji. nie ma co ukrywac, ze dziala tu syndrom egzotyki jezyka i po angielsku sporo magii by ulecialo. ale i tak jest osemkowo. trza pamietac o tej plycie i zespole.
(watek dla gadzeciarzy: plyta zawiera klip do „??????”. koncertowka, ale z klimatem)
najlepszy moment: ??????
ocena: 8/10