2Tm2,3 – Pascha 2000
wydawca: Metal Mind Productions
wracamy do Polski.
nie trzeba byc metalofilem by kojarzyc 2Tm2,3 aka Tymoteusza. nawet niekoniecznie dzieki samej muzyce zespolu, co z samego skladu personalnego a przede wszystkim przekazu.
po kolei: 2Tm2,3 to byc moze jedyna metalowa polska supergrupa,z trzema liderami w skladzie: Robert „Litza” Friedrich (przede wszystkim ex-Acid Drinkers, a takze Arka Noego, ex-Flapjack, Kazik Na Żywo, ostatnio Luxtorpeda), Darek „Maleo” Malejonek (Maleo Reggae Rockers, Izrael, kiedys takze Houk i Moskwa) oraz Tomek Budzynski (Armia oczywiscie) – a to tylko tzw „core members” zespolu, przez ktore przewinely sie takie nazwiska jak Joszko Broda, Slimak, ŚP Stopa, czy Marcin Pospieszalski. wszystkich ich bez wyjatku laczy jedno – uznaja Boga jako sens ich zycia.
nie da sie niestety oceniac muzyki Tymoteusza w oderwaniu od religijnego kontekstu. nie przeszkadza to muzykom – sami deklaruja ze to przekaz jest istota funkcjonowania tego zespolu – ale mi troche tak. nie chce glebiej rozkminiac tematu – powiem tylko tyle, ze na podstawie rozmaitych wypowiedzi w wywiadach, a takze osob ktore osobiscie sie zetknely z muzykami Tymoteusza (od razu jednak zaznacze, ze sam nie mialem przyjemnosci – byc moze kiedys bede mial mozliwosc zweryfikowania pogladow) mam rozne opinie na temat szczerosci, zdrowego autodystansu i pobudek nimi kierujacymi. inna sprawa – choc w tej kwestii na przestrzeni lat znacznie zbastowalem – ze laczenie muzyki badz co badz popularnej z religia zawsze wywolywalo u mnie reakcje lekko alergiczna. i by nie bylo – dotyczy to takze skandynawskich hord grajacych dla Rogatego.
ja jednak zawsze bede probowal pozbawiac Muzyki kontekstu, nawet wbrew intencjom tworcow, jesli to ma pozytywnie wplynac na jej odbior. a moim zdaniem trzeci album Litzy i spolki naprawde na takowy zasluguje. bo to ultrachwytliwy, swietny w odsluchu i buzujacy pozytywna energia album, ktory nawet jesli blizej sytuuje sie Metalowym schematow anizeli ponadgatunkowej wybitnosci, to i tak zawiera wystarczajaco sporo pomyslow na melodie i aranzacje, by bez oporow uzywac okreslenia „ambitny”.
przede wszystkim – jest wreszcie spojnie. nareszcie liderzy graja naprawde w jednej druzynie (plyta po raz pierwszy powstawala w ramach wspolnego przebywania w studiu, a nie korespondencyjnie). na poprzednich plytach bez trudu mozna bylo wskazac kompozytorow poszczegolnych kawalkow, opierajac sie na schemacie „Litza – metal, Budzy – punk, Maleo – reggae”. tym razem juz tak prosto nie jest. reggae wlasciwie wyparowalo (podobnie jak akustyczne granie), a metal dosc mocno stopil sie z pierwiastkiem Armijnym. niemniej pogrupujmy.
plyte zaczyna „Shalom”. i choc spiewa Budzy, to tak industrialnego beatu prozno byloby szukac na „Legendzie” czy innym „Duchu”. zaskakujaco, ale przede wszystkim swietnie. ale juz w nastepnym „Psalmie 40” (oczywiscie byloby nietaktem wspomniec o zrodle pochodzenia tekstow) mamy wokalny teatr jednego aktora, Malejonka. i tu kolejna kwestia do wyjasnienia, dla niektorych drazliwa – numetalowosc „Paschy 2000”. owszem, plyta powstala w momencie szczytu popularnosci gatunku, ktorej nawet oldskulowym tworcom ciezko bylo sie oprzec. owszem, wspomniany „Psalm 40” moglby spokojnie znalezc sie na pierwszej plycie Korna (swoja droga – wokal Maleo zaskakujaco niezle pasuje do takiego grania). ale stawianie „Paschy 2000” obok jakiegokolwiek epigona stylu byloby potwarza dosc solidna dla Litzy. jesli juz gdzies lokowac krazek na (nu)metalowej mapie, to tylko obok „High Proof Cosmic Milk” czy „Juicy Planet Earth”. a biorac pod uwage narzucajaca sie sama konceptualnosc plyty, to moze i nawet obok… „Roots”.
zreszta posluchajcie „Szema Izrael” czy „Nie Lekaj Sie” – tylko czlowiek z „chujami w uszach” (punch intended) wrzucilby to do worka z numerami pokroju „One Step Closer” czy „Rollin”. za duzo nietypowych mniej lub bardziej jawnych inspiracji – przede wszystkim wlasnymi dokonaniami. przede wszystkim wspomniana Armia („Pozwolcie Dzieciom” z mega bassem, „Psalm 122”), ale np taki „Gdzie Ona Jest” jest tak pozytywna, ze bez elektrycznej gitary (bedacej i tak w mniejszosci) moglaby sie znalezc w repertuarze…
dla pelnego obrazu nalezy wspomiec koniecznie o „Psalmie 23” i „Psalmie 130” (ten drugi w alternatywnej wersji dolaczonej jako bonus), spiewanych przez Angelike Korszynska-Gorny. kawal solidnego, stricte magicznego etno/world music – choc jesli ktos skoajrzy np z „Voodoo” Godsmack to nie powinien spalic sie ze wstydu. a Litza? Litza dal glos i stworzyl „pod siebie” jeden numer, „Effatha”. wystarczyl prosty, mocarny riff i jeden wers powtarzany w kolko jako zwrotke by stworzyc nie tylko najlepszy numer plyty, ale i w polskim metalu ostatniej dekady. chyba tylko ten facet przy pomocy tak banalnych srodkow (chociaz… chcialbym wreszcie wiedziec, przez jaki efekt przepuscil on gitare), nawet lekko balansujac na granicy kiczu („operowe” wokalizy Angeliki) stworzyc cos tak mocarnego, bezceremonialnie kopiacego prosto w serce, niekoniecznie bez dupe. to chyba ta Szczera Szczerosc, o ktorej wspominalem wczesniej…
polskie „Roots”? powstalo pare lat wczesniej i nazywa sie „Juicy Planet Earth”, ale „Pascha 2000” to godny konkurent do tego miana. podobnie jak debiut Soulfly dla dziela Sepultury.
(watek dla gadzeciarzy: do plyty dolaczona dwa klipy, do „Psalmu 40” i „Psalmu 23”. w obu widac niestety skromny budzet, jaki oferuje Metal Mind swoim zespolom na tego typu promocje. pierwszy to parszywie wygladajace granie na tle bialej sciany pokrytej niebieskim plotnem. w drugim niby juz jest lepiej – widac sceny z pilegrzymki Jana Pawla 2 do Izraela – tyle ze oczywiscie sa to materialy pozyczone od TVP)
najlepszy moment: EFFATHA
ocena: 8,5/10
