rageman.pl
Film

Wszystkie odcienie światła

rok: 2024

reżyseria: Payal Kapadia

 

Przyznam szczerze, że rzadko kiedy z własnej woli zerkam w kierunku kinematografii indyjskiej, a nawet prawie że wcale. Powód da się skrócić do jednego słowa: Bollywood. Próbowałem, śmiesznie, momentami guilty pleasure, ale NIE. A tymczasem to gruby błąd, bo to tak jak wyciągać wnioski o polskim kinie na podstawie filmów Vegi czy komedii z ostatnich lat.

Nie ma co jednak się oszukiwać, „Wszystkie odcienie światła” prawdopodobnie nie byłyby pokazywane w Polsce, i to jeszcze przedpremierowo, gdyby nie to, że film dostał Grand Prix na festiwalu w Cannes – i to jako pierwsza produkcja z Indii. To wszystko nie tylko skłoniło by zmierzyć się z tym dziełem, ale dodatkowo też narzuciło niemałe oczekiwania.

Spełnione? Jeśli o mnie chodzi – tak. Ale też doskonale rozumiem tych, których film zwyczajnie znudził. Jest on wolny, bardzo wolny, wręcz ślamazarny. Pomimo przepięknej oprawy dźwiękowej – grający przede wszystkim ciszą. Ciszą spojrzeń, ciszą spokojnie toczących się rozmów, ciszą duszonego w sobie smutku. Jedni powiedzą że tu wychodzi na wierzch brak doświadczenia reżyserki, dla której to debiut w długometrażowej fabule. Dla mnie to nie brak doświadczenia, a przeniesienie na grunt fabularny wrażliwości ukształtowanej na filmach dokumentalnych oraz krótkometrażowych, gdzie nie tyle chodzi o Opowiadania co Pokazywanie. W przypadku „Wszystkich odcieni światła” trudno nawet mówić o fabule – to wzorcowy przykład „slice of life”, ukrojonego w Mumbaju – gdzie zapewne takich historii jak te ukazanych tutaj dzieje się setki, jeśli nie tysiące.

Przede wszystkim dla mnie jednak to nie fabuła, ani też dokument, a poemat. Poemat dedykowany kobietom, ich solidarności, ich woli do nierównej walki z rzeczywistością, w głównej mierze wciąż opartej na patriarchalnych fundamentach. To poemat, którego podmiotami lirycznymi są trzy kobiety reprezentujące różne pokolenia. Choć ich problemy mogą się zdawać osadzone w lokalnej rzeczywistości, to tak naprawdę są uniwersalne. Bo czy nas, w Europie czy nawet w Polsce nie dotyka problem beznadziei walki z biurokracją? Czy nie znamy z otoczenia  związków z góry skazanych na niepowodzenie ze względu na różnice (zdawałoby się) nie-do-przeskoczenia – i to nie te, które dotyczą samych zakochanych, a ich otoczenia, statusu, wyznania? I wreszcie ten, w mojej percepcji, główny wątek: historia kobiety, której mąż wyjechał do Europy, a ta wiernie na niego czeka choć absolutnie wszystkie sygnały krzyczą wręcz, że Jego w tej relacji już nie ma. Komu nigdy serce nie kazało czekać nawet w najbardziej beznadziejnych przypadkach, niech pierwszy rzuci kamieniem. Dodatkowo muszę tu wspomnieć o grającej tę rolę porzuconej kobiety Kani Kusruti – trzymam kciuki by światowe kino zaprosiło ją do siebie, bo dawno nie widziałem tak przeszywającego smutku w kinie – w każdym geście, spojrzeniu, wyrazie twarzy.

To nie jest film który trafi do Pokolenia Netflixa, oglądającego KONTENT video na przyspieszeniu, by skonsumować jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Ale jeśli oglądając długie kadry potraficie się w nich zatopić bez uczucia zniecierpliwienia, jeśli pozwalacie wybrzmieć każdej filmowej nucie, to „Wszystkie odcienie światła” są zdecydowanie dla Was.

 

najlepszy moment: ex aequo muzyka oraz Kani Kusruti

ocena: 8,25/10

Leave a Reply