Weed – Przeddzień
wydawca: DIY
no dobra, wrocmy na chwile do tego, co dzisiaj dzieje sie w muzyce.
grudzien 2006. do Negatywu w ramach trasy koncertowej zawital zespol Ocean. nie bedziemy jednak o nich mowic, tylko o supportujacym ich zespole. tak wyszlo, ze zostalem poproszony o przeprowadzenie wywiadu z panami z warszawskiej kapeli Weed. a konkretnie z basista i wokalista. sympatyczni kolesie, a wokal to juz mi sie wydal juz totalnie przegiety na bani. nie inaczej bylo na scenie. niektorzy mogli chlopaka uznac za wozacego sie buraka. dla mnie typ potwierdzil, ze jest psycholem. ale utalentowanym psycholem. zreszta, reszta zespolu w tym psycholstwie zapodawala mu godny akompaniament.
o tamtym koncercie mozecie poczytac w archiwum, dzis nadszedl czas, by wreszcie skrobnac cos o plytce. EPka konkretnie. 6 numerow, w tym jeden w dwoch wersjach- normalnej i radiowej. ciekawa inicjatywa, niestety chyba zbedna. bo kto dzis puszcza taka muzyke w radiu? podkresle – niestety. bo to dobry material jest.
cieszy gebe, kiedy mozna wsrod amatorskich zespolow trafic na piosenki, ktore mozna zapamietac. a tak tutaj jest w niemal kazdym przypadku. niemal, bo jednak „Bunny” wydaje sie przegiety aranzacyjnie bez wyraznego pomyslu po kiego grzyba. skoki dynamiki, ostra riffowania obok melodyjek z kreskowek, wokal troszke jak jello biafra… zaraz zaraz, mowimy o Weed czy o System Of A Down?
no sami chyba przyznaja, ze bardzo lubia System Of A Down. w tym momencie jedni zarzuca ze xeroboje a drudzy ze numetal. a moze powiedzmy tak – warszawiaki maja bardzo podobny sposob myslenia o muzyce co ormianie.
z drugiej strony – nie przesadzajmy, tak dramatycznie numetalowo nie jest. czesciej brzmi to jak zwyczajny rock, zwlaszcza w spokojniejszych fragmentach. poza tym, jak juz powtarzam do znudzenia, to wszytsko niewazne jest, ze numetal, ze chujetal, ze mietall, ze stylistyka znaczy sie. badzmy ponad to. docenmy, ze zespol, a zwlaszcza wokalista, ma zajebisty zmysl melodyczny. „Chmury”, ktore wlasnie maja ow dwie wersje, mogloby spokojnie blysnac w MTV2 czy Antyradiu. jesli mielibysmy sie bawic w porownania do SOAD, to to jest ichniejsze „Toxicity”. a „Paranoje” spokojnie mogloby zawladnac parkietem kazdej tzw rockoteki w tym kraju. na podobnej zasadzie co „Sugar”. tylko ze w tym przypakdu nie ma dramatycznych tekstow o zagladzie Armenii. wlasnie,nie abym byl przesadnym patriota, ale to jednak zawsze u mnie wzbudza szacun, ze komus nie tylko chce sie bawic w polskie teksty, ale przede wszystkim – ze bawi sie w to calkiem udanie.
dzieki takim zespolom jestem w stanie uwierzyc, ze w tym kraju mozna uprawiac rockmetalowe granie na poziomie. dobra odtrutka na pseudoindie szalenstwo w tym kraju. ryzykowna ocena, ale raz sie zyje.
najlepszy moment: PARANOJE
ocena: 7/10
