rageman.pl
Muzyka

We Are From Poland Vol. 5

rok wydania: 2009

wydawca: DIY

pobierz album

 

wreszcie zaczely dzialac linki do poprzednich czesci serii plyt WAFP, zatem rowniez i je dla formalnosci rozpracujmy.

musze od razu uczciwie przyznac, ze ta czesc podoba mi sie najmniej z dotychczas przesluchanych. na pewno na plus nalezy poczytac roznorodnosc, ktorej brakowac moze troche na Vol 8. wprawdzie dominuja gitary, ale traktowane bardzo roznorako i bez ewidentnych zrzyn-spiracji (poza moze jedna, ale dosc problematyczna, o niej zreszta pozniej). z drugiej jednak strony – poziom jest tak wyrownany, ze mam problem ze wskazaniem zarowno i jakiejs wiekszej wtopy, jak i wyluskaniem perelki, ktora kazalaby mi sledzic dalsze poczynania jej tworcow. pomijam nazwy, ktore juz zdazyly rozgoscic sie na polskiej alt scenie jak Oranzada, Sensorry czy The Lollipops (inna sprawa, ze numery ktore dali na skladanke tez nie sa w mojej mocno subiektywnej opinii ich najbardziej udanymi wizytowkami) lub z ktorymi laczy mnie lokalsowa sztama jak Kiev Office i Vreen. na pewno tez nie pomaga objetosc wydawnictwa – ponad poltorej godziny! to piekne ze strony WAFP (to nie jest lizusostwo, ok?) ze dali tylu mlodziakom szanse, ale dla sluchacza nie jest to najlepsze rozwiazanie – wolalbym, gdyby te kompilacje intrygowaly od poczatku do konca (co powoli sie udaje wraz z kolejnymi czesciami) anizeli momentami. nawet jesli tych suma tych momentow jest calkiem pokazna. a tak, zanim doczlapiemy do naprawde niezlych numerow zebranych na koncu kolekcji trzeba sie przemeczyc z pierwszymi trzema kwadransami utworow. dobra, dosc narzekania – czas oglosic wyniku jury.

trzecie miejsce nie jest do konca trzecim miejscem, bardziej wyroznieniem. bo choc Superxiu na kilometry smierdzi Bloc Party i tym podobnym graniem, to jednak osiagaja w tym absolutna perfekcje. i to jest naprawde komplement – jestem przekonany, ze „Time Fuse” puszczony na indie potancowce bylby dla wiekszosci publiki absolutnie nie do odroznienia od trackow zagranicznych gwiazd gatunku. spora w tym zasluga wokalisty – mozliwe, ze jest to najlepszy angielski (wrecz brytolski) akcent jaki slyszalem wsrod rodzimych wykonawcow. jesli nie mamy tu do czynienia z imigrantem – bije poklony, fo’ real.

drugie miejsce zgarnia Oranzada za „Dlaczego slonce tak mocno swieci”. tytul mowi wlasciwie sam za siebie – totalnie leniwe, psychodeliczne granie po linii tuzow sprzed dekad z domieszka wczesnej Scianki. i choc track nadaje sie na beztroski czilaut, to jednak swiecace tu slonce ma wiele wspolnego z tym z „Black Hole Sun” Soundgarden.

no i zloto – tym razem wedruje do Kamp! co tu duzo mowic – electropopowy hit z ejtisowym posmakiem dla tanczacych inaczej. choc docenia i fani The Car Is On Fire. bo to kumate towarzystwo. no a poza tym – dla mnie KAZDY numer w ktorym slysze dzwieki rodem 8-bitowcow zgarnia +100 punktow do zajebistosci, nic na to juz nie poradze.

 

najlepszy moment: KAMP! – COSMOLOGICAL

ocena: 6,5/10

Leave a Reply