Ul
reżyseria: Blerta Basholli
„… i nie opuszczę Cię aż do śmierci”, brzmi przysięga małżeńska. Ale czy w tym uwzględnione jest także bezczynne wyczekiwanie na powrót ukochanej osoby, o której słuch zaginął? Czy układanie życia na nowo jest równoznaczne z tym, że wykreślamy z niego osoby, które były nam bliskie w poprzednim ładzie?
Oparty na prawdziwej historii „Ul” jest kolejnym dowodem na to, że życie pisze najciekawsze, ale też i najsmutniejsze scenariusze. Choć w centrum wydarzeń jest jedna kobieta, to de facto jest to opowieść – a zarazem hołd – o wszystkich ofiarach wojen nie walczących na froncie i rozpadzie ich mikroświata. W tym konkretnym wypadku chodzi o kobiety, których mężowie zaginęli podczas wojny w Kosowie pod koniec lat 90-tych. Co więcej, ich tragedia nie polega na tym, że czekają na powrót, który może nigdy nie nastąpić – oczekuje się od nich, że poświęcą resztę swoich dni na czekanie. I kiedy Fahrije postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, wraz z innymi kobietami z wioski zaczynając domowym sposobem produkować ajwar i sprzedając go do lokalnego supermarketu, w oczach całego otoczenia popełniają grzech większy niż jakiekolwiek cudzołóstwo. Ojcowie zaginionych mężów, dzieci, także mężczyźni którzy z jakiegoś powodu nad bronienie ojczyzny przełożyli przesiadywanie w lokalnych knajpkach – wszyscy nakręcają spiralę przemocy psychicznej i fizycznej, wyzywając od kurew, obrzucając kamieniami. Fahrije i jej koleżanki mimo woli idą na front własnej wojny – z patriarchatem, z mizoginią, z hipokryzją.
W gruncie rzeczy jest to dość „normalny”, minimalistyczny – wręcz brutalnie minimalistyczny – film. Bez wydumanych konceptów, zawiłości scenariuszowych, „upiększaczy” formalnych. Nie ma tu także dylematów moralnych, każdy kto ma serce po właściwej stronie nie będzie się zastanawiał czy Fahrije postępuje dobrze. O takich filmach trudno się pisze – o czym może świadczyć zwięzłość tej recki, choć chciałoby się rozpisać, jeśli to miałoby nakłonić Was do obejrzenia tego dzieła. Bo do tego, że jest wart nie mam żadnych wątpliwości i podczas zeszłorocznego Sundance, gdzie obsypali „Ul” nagrodami, też nie mieli.
najlepszy moment: w przypadku tego typu filmów ta kategoria chyba jednak nie ma większego sensu
ocena: 8/10
