rageman.pl
Muzyka

U2 3D

rok: 2008

reżyseria: Catherine Owens, Mark Pellington

 

opowiem Wam o jeszcze jednej ciekawej muzycznej historii, ktora zaszla jakis czas temu. otoz z siostrzyczka w kinie bylem. na U2 3D. czyli jak mozna sie domyslec z samej nazwy, chodzi o zespol zwanego U2 w trojwymiarze. a konkretnie o koncert. nie w realu, a w kinie. ale dzieki okularkom widac trojwymiar. ostatni raz cos takiego ogladalem 10 lat temu w paryskim disneylandzie, gdzie pokaywano w ten sposob film z michaelem jacksonem. wiec nie za czesto mam stycznosc z tego typu rozrywka. wiec tym bardziej czuje sie podjarany. niewiele mi trzeba. ukochany zespol sprzedawany na nowo.

no tak, trzeba przyznac, ze U2 wiedza jak wykonczyc kieszen wielbicieli. albumy, reedycje, bajery, filmy… marketing jak sie patrzy. moze i muzycznie to juz zdecydowanie nie to co kiedys, ale HALO – wszystko to co nagrali do Achtung Baby to sprawy historyczne i trzeba byc niezlym ignorantem by twierdzic, ze U2 to nic nie znaczacy zespol. zreszta, bono i spolka dobrze wiedza, ze ich kapitalem, ktory trzyma przy nich wielbicieli przez tyle lat, to wlasnie stare dokonania. dlatego nie probuja na sile promowac nowych rzeczy. zreszta, i na nowych plytach zdarzaja im sie perelki, ktore bez wiekszych obiekcji fanow wlaczaja do repertuaru. jak „vertigo” czy „beautiful day”, ktore zlozyly sie na poczatek koncertu. czy absolutnie cudowny „sometimes you can’t make it on your own”. film byl zreszta sklejany z materialow nakreconych podczas vertigo tour, promujacego ostatni album irlandczykow „how to dismantle an atomic bomb”. wiec uslyszelismy jeszcze ” love nad peace or else” i na samiutki koniec „yahweh”. reszta to juz mniejsze czy wieksze hiciory. zreszta, setlista U2 3D bardzo przypomina ta z chorzowa 2005, wiec odzyly wspomnienia. kurewsko fajne wspomnienia. tak jak w chorzowie, na „trzeci ogien” polecial „new year’s day”. niestety, bez flagi. najbardziej zaangazowany fragment koncertu w postaci wiazanki „bullet the blue sky” i „sunday bloody sunday”. tak jak w chorzowie, jest symbol COEXIST mlodozenca, perkusja na wybiegu, a nawet odpalanie przez bono jakichs sztuczni ogni or else. nastepnie nastepuje to, czego u nas, bardzo niestety, nie bylo. „miss sarajevo”, gdzie bono udowadnia, ze nie tylko ma jedna z najoryginalniejszych barw glosu w muzyce popularnej, ale tez nieprzecietne mozliwosci. mozna czepiac sie chlopaka za sprawy okolomuzyczne, ale jego postaci jesli chodzi o sama muzyke bede bronic calym soba. no. dalej to juz jednak leca bardziej oczywiste hity. „pride (in the name of love)” (tysiace ludzi spiewajace „oooo”, a ja mam lezke w oku, to sie dopiero nazywa skrzywiona wrazliwosc). „where the streets have no name”, podobnie jak w chorzowie animacja z afrykanskimi flagami. i na koniec setu wlasciwego jedna z oficjalnie najpiekniejszych piesni milosnych w postaci „one”. poczatek bisu bardzo znajomy. animacja przedstawiajaca jednorekiego jacka, gdzie zamiast owocow mamy ryje politykow. yep, it’s „the fly”. a zaraz potem nieoficjalnie, bo w opini nizej podpisanego, jedna z najpiekniejszych piesni milosnych w postaci „with or without you”. i to juz koniec. ladne zakonczenie, jednak na jednym bisie zakonczyc sie nie moze, wiec, jak juz bylo wspomniane, impreze konczy „yahweh”. czyli setlista prawidlowa – obowiazkowe pozycje plus przyjemne niespodzianki. muzyczna uczta plus show.

no wlasnie, a co z tym show? przeciez wlasnie po to nam sie pokazuje to w formacie 3D, by bylo bardziej widac to show. przeciez malo ktory zespol sie nadaje na tego typu prezentacje. kim gordon, chris cornell czy henry rollins raczej by sie nadawali, z calym szacunkiem i uwielbieniem wrecz dla ich muzyki. co innego bono. tak, to jest koles stworzony do tego, by wyciagac reke do kamery, ku uciesze calej sali z kolorowymi okularkami na nosach. jak niewiele trzeba gawiedzi. a moze poobserwujmy perkusiste? spoko, rzut kamery na larry’ego i czujemy sie, jakbysmy przysluchiwali mu sie stojac z boku. albo pozy the edge’a. uwaga, bo nam zeby gryfem wybije! tak, chlopaki sprostali wyzwaniu, jakie stawia format 3D. umieli wykorzystac jego mozliwosci. wyszedl wizualny majstersztyk.
kto nastepny wiec? obstawiam rolling stonesow. juz widze oczyma wyobrazni jaggera lizacego kamere, przy jednoczesnym doznawaniu zenskiej czesci publiki w kinie. i czesci meskiej.

 

najlepszy moment: U2 – SOMETIMES YOU CAN’T MAKE IT ON YOUR OWN

ocena: 8,5/10

Leave a Reply