rageman.pl
Film

Twin Peaks: Ogniu Krocz Ze Mną

rok: 1992

reżyseria: David Lynch

 

To się naprawdę dzieje. Już za tydzień wreszcie doczekam(y) się kontynuacji historii zapoczątkowanej ponad 25 lat temu. Coś co przez tyle lat wydawało się nierealnym, staje się faktem z pełną promocyjną pompą. Po żywieniu przez lata się najmniejszymi reminiscencjami, nowinkami związanymi z dawno zakończoną „franczyzą”, wreszcie nadeszły „lata grube”, gdzie niemal każdy dzień przynosi coś nowego ze świata Twin Peaks – i nie są to bynajmniej żadne okruchy.

Ekscytujmy się tym co nadejdzie, a jednocześnie nie zapominajmy o tym, co dało podwaliny pod ten kult. W niedawnym wywiadzie związanym z promocją trzeciego sezonu TP David Lynch (dla totalnie zielonych – twórca serialu) dał wskazówkę, jakoby „Ogniu Krocz Ze Mną” stanowić miał istotny klucz do zrozumienia tego, co zobaczymy w nowych odcinkach. To, plus fakt iż w ramach „Weekendu z Davidem Lynchem” Kino Elektronik pokazało ten film 2 dni temu na dużym ekranie (być może po raz pierwszy w Polsce?) stanowi dobrą okazję ku temu, by wreszcie omówić na tych łamach to dzieło… i oddać mu należny hołd i sprawiedliwość.

Uściślijmy od razu – oryginalny serial (ze wskazaniem na pierwszy sezon) stanowi niedościgniony wzór – i takowym by się nie stał, gdyby nie sprzężenie dwóch genialnych umysłów Lyncha i Marka Frosta. Umysłów patrzących dokładnie w tę samą stronę, ale na diametralnie różne sposoby. Wizjoner kina i serialowy wyjadacz. Surrealizm i przyziemny story-telling. Idealny balans – o efektach jego zaburzenia mogliśmy się po części przekonać w gorszych momentach 2 sezonu.

Niestety po zakończeniu serialu panowie mocno się poróżnili, w efekcie czego David Lynch (który przecież zdecydowanie bardziej w trakcie 2 sezonu zdystansował się do serialu niż Frost) postanowił wrócić do świata Twin Peaks sam. I tu tkwi sedno sprawy – jeśli ktoś nie załapał się na wycieczkę pt „twórczość Davida Lyncha”, nie załapie się i na „Fire Walk With Me”. Jest to bowiem jego niemal esencjonalne dzieło, jednocześnie nie do zrozumienia bez znajomości serialu. Wszystko to z góry zawęziło krąg odbiorców filmu, czyniąc zeń jeden z najbardziej niedocenionych filmów być może w skali całej historii kinematografii. W mojej perspektywie – i jednak większości fanów serialu (bo na szczęście fani TP i Davida Lyncha to dość zbieżne grupy) – bez najmniejszych wątpliwości należący do kanonu Twin Peaks.

Hejt, z jakim spotkał się film, wynikał także w sporej mierze z faktu, że fani oczekiwali wyjaśnienia wydarzeń z kontrowersyjnego ostatniego odcinka serialu, podczas gdy otrzymali tzw prequel – czyli zapis wydarzeń sprzed serialu. Z dzisiejszej perspektywy – ruch jak najbardziej zrozumiały. Niezależnie jak wielkim uwielbieniem wszyscy fani serialu darzą Agenta Coopera, to sercem świata wykreowanego przez tandem Lynch-Frost jest Laura Palmer. To właśnie wraz z zamknięciem jej wątku ulotniła się większość magii w trakcie drugiego sezonu. Ta postać wręcz zasługiwała na to, by wreszcie pokazać ją żywą – nie we wspomnieniach, ale w normalnych interakcjach z innymi bohaterami, które tak uwielbiliśmy. Oczywistym zarazem było, że pokazane zostaną te wydarzenia, które dały „narodziny” serialowi – czyli śmierć Laury i to, co bezpośrednio ją poprzedzało.

Pokazanie w wiarygodny sposób postaci tak skomplikowanej, uwikłanej w wykorzystywanie seksualne, siły nadprzyrodzone i stopniowe staczanie się, a jednocześnie powszechnie kochanej i uwielbianej przez wszystkich dookoła, można zakwalifikować jako aktorski „mission niemal impossible”, który stanowiłby wyzwanie dla najlepszych aktorów. A podjęła się tego zadania osoba, której dwa lata przed premierą filmu, przy tworzeniu pilota serialu nikt nawet nie podejrzewał o zdolności aktorskie. Wiem że są różne opinie na temat kreacji Sheryl Lee, moim zdaniem wywiązała się z zadania oscarowo. Wielu krytykom filmu brakowało w nim humoru znanego z serialu. Ale czy w historii dziewczyny wykorzystywanej seksualnie przez opętanego ojca jest cokolwiek śmiesznego? Czy wypadało tu dawać jakikolwiek „comic relief” pokroju duetu Lucy-Andy? Moim zdaniem nie. Kanwą filmu jest relacja Laura-Leland (a właściwie Leland/BOB) – relacja, którą należało pokazać w konwencji horroru (tak jest powszechnie klasyfikowany ten film), bo horrorem ona de facto była, dla całej rodziny Palmerów. Oczywiście tu także należą się słowa pochwały dla odtwórcy roli Lelanda, Ray Wise’a – tragicznie niedocenianego aktora.

Kolejnym punktem zapalnym było to, że w filmie zabrakło niemal połowy postaci znanych z serialu, zostawiając tylko te niezbędne do opowiedzenia losów Laury (choć zabrakło Bena Horna, w serialu przecież jednego z głównych podejrzanych). Jest to prawda tylko połowicznie – w wyciętych scenach z filmu, zebranych na Blu-Ray’owym wydaniu serialu, mamy całą plejadę naszych ulubionych bohaterów. Często w scenach będących niemal skeczami, totalnie oderwanymi od fabuły filmu – co tylko świadczy o tym, że Lynch nie zapomniał o tych postaciach (i aktorach ich grających, rzecz jasna) i chciał ich umieścić w filmie jak najwięcej. Zamiast tego postanowił jednak prawie połowę filmu poświęcić zupełnie nowej historii, będącej niczym innym jak „Twin Peaks” w krzywym zwierciadle. Martwa dziewczyna w małym miasteczku, badający śledztwo agent FBI (w tej roli Chris Isaak – tak, ten od „Wicked Game”), biuro szeryfa, knajpa w której pracowała dziewczyna. Czy ten fragment filmu był potrzebny? Tak, chociażby dlatego by zrozumieć, co miał na myśli Agent Cooper mówiąc o tym, że Laura Palmer to kolejna ofiara tego samego mordercy. A skoro mowa o Agencie Cooperze – oczywiście on też pojawia się w filmie, jako łącznik między pierwszym segmentem filmu o którym mowa w tym akapicie, a drugim segmentem z ostatnim tygodniem z życia Laury Palmer. Oba segmenty łączy też w moim mniemaniu najlepsza scena filmu, w której zostaje wprowadzona postać agenta FBI Phillipa Jeffriesa – choćby dla tych kilku minut z Davidem Bowie warto zobaczyć film. W tej scenie niemal jak kawa na ławę zostaje wyłożona obsesja Lyncha na punkcie naginania czasoprzestrzeni i „patternowości” wydarzeń – co zostanie rozwinięte jeszcze mocniej w jego późniejszych filmach. Czy trzeci sezon Twin Peaks też będzie zawierał nową zamordowaną dziewczynę i badającego jej sprawę agenta FBI? Zobaczymy już za chwilę.

Jeśli obejrzałeś/oglądasz serial lub dopiero zamierzasz za sprawą trzeciego sezonu wejść do świata Twin Peaks – musisz też wejść do świata „Ogniu Krocz Ze Mną”. Nawet jeśli potem nie będziesz do tego drugiego wracać… co jestem w stanie uszanować.

 

najlepszy moment: Agent Phillip Jeffries kradnie show

ocena: 9/10

Leave a Reply