rageman.pl
Muzyka

Trashedy

gdzie: Parlament, Gdańsk 

kto: Trashedy, Bad Taste

 

na koncercie bylem. pierwszym w tym roku. zachodniego zespolu. ale to kaliber podobny jak rok temu Mainpoint, ktory tez rozpoczynal koncertowy rok 2006. i podobnie jak tamten, ten koncert tez do najzwyczajniejszych nie nalezal.

bo dziwi sam kontekst. miejsce na przyklad. Parlament zawsze przodowal w gdansku, a teraz, po kolejnym remoncie, to juz scisla czolowka, z ktora tylko jaskowa 14 moze konkurowac pod wzgledem nowoczesnosci. nowoczesnosc jednak kosztuje. stad np aktualnie duzy zywiec kosztuje w parlu 7,50, a duza warka 50 groszy mniej. nie na kazda kieszen te ceny. dlatego tez np nie ma co liczyc chyba na reaktywacje Lipozony w tym klubie czy jakakolwiek rockoteke.

dlatego dziwi, ze nagle postanowiono tu zorganizowac koncert metalowy. na dodatek kapel niszowych, by nie powiedziec – amatorskich. z czasem mialo sie okazac, skad ten pomysl.

ale najpierw. przybywamy do klubu po 20.00. frekwencja srednia, choc nie jest tez zle, wsrod znajomych ryjow m.in. tanker squad czy raven. kupujemy bro i czekamy na rozwoj wydarzen, przy okazji przypatrujac sie zmianom jakie zaszly po remoncie. choc w porownaniu ze zmianami po pierwszym remoncie tym razem modyfikacje sa znikome. sala z barem praktycznie sie nie zmienila, natomiast sala glowna to zmiany kosmetyczne – inne kolumny,
industrialnie przyozdobiony w lancuchy sufit… koncept calosci bez zmian.

przed 21.00 na scneie pojawia sie najpierw babka z Nadbaltyckiego Centrum Kultury,a nastepnie sam jego prezes, czyli larry ugwu. oboje tlumacza geneze dzisiejszego wydarzenia. a chodzi o powstaly w ramach uczczenia 15 lat istnienia NCK projekt Muzyczne Mosty. czyli cos na ksztalt wymiany w szkolach. tyle ze tutaj bohaterami glownymi sa nie uczniowie a zespoly. na tydzien do gdanska przyjechal szwedzki zespol Thrashedy, by przez ten czas wraz z gdanszczanami z Bad Taste brac udzial w jam-sesjach, nagrywkach w studiu nagraniowym i koncercie wienczacym pobyt, czyli tym w parlamencie. a w miedzyczasie tez calodobowe obcowanie dwoch zespolow z soba – obiady, imprezy itepe itede. chodzi o to, ze sztuka ma laczyc, niezaleznie od roznic wieku, kultur, jezykow. nie wiem jak to wyszlo z tymi wspolnymi obiadami, ale po koncercie wnioskuje, ze pod wzgledem muzycznym pomysl byl wart swieczki.

najpierw wystapil Bad Taste. olaboga, ile to ja juz ich nie widzialem? 3 lata conajmniej moga byc. choc pamietam, ze na najpierwsiejszym blogu o ich koncertach pisalem czesto i gesto. potem troszke jednak chyba kariera chlopakow zwolnila. czyzbyzmy byli swiadkami lapania nowego wiatru w zagle? oby. bo chlopaki zasluguja na to. choc stwierdzam to wchodzac na wyzyny obiektywnosci. bo panowie graja klasyczny heavy/hard rock, choc blizej temu jednak do iron maiden niz ac/dc. czyli zdecydowanie nie moja dzialka. forma odrzuca, a i melodie ciezko mi wychwycic. choc i tak myslalem ze odbior w moim wykonaniu bedzie gorszy. pare razy glowka sie pobujala.
to w sumie dziwna sprawa. z jednej storny beka, z drugiej – trudno nie doceniac tego, ze panowie graja w barwach tak nieaktualnych. bo tak czuja, tak im w duszy gra. zero ogladnaia sie na mody. i pod wzgledem muzycznym, i wizualnym. wiecie, dlugie wlosy, koszulki megadeth i obcisle skorzane jajognioty wokalisty. kosmos, ale jak bardzo gdzies tam w glebi mego serca imponujacy. choc nie, chyba jednak to za malo by zostac fanem metalu.
co innego thrashedy. po dobrze przez publike odebranej godzinie z muzyka Bad Taste na scenie zainstalowali sie mlodzianie ze szwecji. w ilosci mniejszej od skladu bad taste o jedna osobe. bo byla tez perka i bass, byly dwie gitary i wokal. tylko ze w thrashedy wokal byl rowniez odpowiedzialny za jedna z gitar. poza tym rzuca sie tez w oczy znacznie nizsza srednia wieku niz w przypadku gdanszczan z bad taste. a takze to, ze blond dredziasty gitarzysta thrashedy wyglada jak brat blizniak blond dredziastego gitarzysty HIMa.

a poza tym muzycznie to zupelnie inny swiat. chyba nie trzeba moijego opisu by sczaic, co moze grac zespol o nazwie Thrashedy? yep. wczesna metallica z tempami motorhead. wokalnie niby tez bardziej hetfield, choc „niedbalosc” i jakas swoista nonszalancja jak u lemmyego. przy czym chlopaki zdecydowanie bardziej wola robic halas niz szukac idealnej melodii. co nie znaczy, ze w paru numerach udaje im sie ta sztuka. liczylem na jakis genialny utwor niczym „pull harder” triviuma. nic takiego sie nie znalazlo. no ale nic jeszcze w koncu straconego. pull harder pojawil sie w repertuarze trivium z czasem, a debiut metalliki nie byl jakis genialny, co nie (swoja droga – thrashedy aprezentowalo „whiplash”, ktory sprawial wrazenie lepszego kawalka z repertuaru szwedow..)? a po tym co thrashedy nam sprezentowalo widac, ze panowie maja potencjal.

coz, konfrontacja ekip z polski i szwecji wypadla wg mnie bardziej na korzysc rodakow abby. pod wieloma wzgledami. chocby brzmienie. skad podczas wystepu bad taste wzial sie ten nieznosnie klangujacy bass? to akurat nie wina zespolu, ale fakt faktem, ze dzwiekowiec polozyl sprawe podczas wystepu polakow. tym wieksze rozczarowanie, bo przeciez parlament to w trojmiescie chyba najlepszy obiekt koncertowy pod wzgledem brzmienia. zadna „blacha”, w koncu parlament to w podlodze drewno, wiec musi to dobrze brzmiec. a ze jeszcze obiekt duzy i bogato wyposazony… na koncercie thrashedy z tym dzwiekiem juz bylo lepiej, ale to tez jednak zadna tam perfekcja nie byla.
brzmienie to jednak nie dzialka zespolu. co innego tresc muzyczna. zadziwiajace, ze thrashedy, grajac muze, w ktorej prawie wszystko zostalo powiedziane 20 lat temu, glownie przez metallike, brzmi o wiele bardziej swiezo niz niby taki ponadczasowy hard/heavy bad tejstow. choc ej! to opinia rejdzmena, ktory na codzien na winampie katuje akcent i tedunia. nie zwracajcie specjalnie na to uwagi.

jakkolwiek by nie oceniac prezentacje obu zespolow (po bad taste’ach ludzi ciut ubylo wszakze, a i coponiektorzy z tych co zostali nie byli przekonani oferta szwedow), chyba kazdy sie zgodzi, ze najciekawiej sie zrobilo na trzeciej czesci wieczoru. czyli na scenie instaluja sie oba zespoly. pelne sklady! czyli poza jedynym perkusista wszystko zdublowane. lacznie cztery gitary, dwa wokale i dwa bassy. 8 osob na scenie. iron maiden przy tym wysiada. choc akurat iron mainden nie zabrzmialo, a black sabbath. wybrzmiewa „paranoid”. ulalala, moc! teraz to naprawde konkretnie brzmi wszystko. no i kurde, zwroccie uwage. paranoid na 4 gitary i dwa bassy! to bylo naprawde mocne. a jednak przebili. ac/dc, „highway to hell”! tutaj akurat wokal bad taste na pierwszym planie, ale thrashedy mocno zaznaczaja swoja obecnosc. moc. wyobrazilem sobie koncert camp freddy. czy tez np wspolny wystep u2 i green day. i na dodatek czlowiek uwierzyl, ze muzyka potrafi naprawde laczyc. szacun dla pomyslodawcow, szacun dla kapel. a thrashedy wroze przyszlosc, choc dobrze, jesli bad taste tez by wyplyneli na szerokie wody.

 

najlepszy moment: TRASHEDY & BAD TASTE – HIGHWAY TO HELL

ocena: 5,5/10 

Leave a Reply