rageman.pl
Muzyka

Beach Boys Hardcore Show

gdzie: Ucho, Gdynia

kto: Deadlock, Faust Again, The Cuffs, Aporia

 

Ucho. o 18.30 samochodzikiem w skladzie ja, Stokrotka, rybak, zofia i kierowca ogrodnik uderzamy do gdyni. na imprezie o dumnej nazwie Beach Boys Hardcore Show Vol.1 paciorkowi sie juz nie chce organizowac festow, ale znalazl nastepcow. trza przyznac, ze debiut zacny, z dobrym skladem. wszechstronnym przede wszystkim.

bo na pierwszy ogien poszla Aporia z tczewa, ktora dotychczas goscila w 3miescie glownie w ramach DIY gigow organizowanych przez krolika (zreszta obecnego w Uchu). ostatni taki wystep mial miejsce w lipcu na DIY fescie w Negatywie. coz, zarowno koncerty w negatywie jak i w orbitalu maja te przyjemna ceche, ze ze wzgledu na niewielkie rozmoary klubu interakcja i klimat jest juz zapewniony. ale dobrze czasem zespoly sprawdzac w innych ciut warunkach. np w takich, gdy wystepuja w duzej, profesjonalnie naglosnionej sali dla niekoniecznie zaorientowana na tego typu muzyke jaka prezentuje Aporia publicznosc. bo panowie sie zdecydowanie wyrozniali. w koncu to emo. zadnego jednak ciotectwa, przejmujace krzyki i jazgot instrumentow. i chociaz na poczatku dalo sie slyszec okrzyki typu „jebac emo”, to panowie wyszli z tej sytuacji jak najbardziej obronna reka. teraz mozna bylo sie przekonac, ze jednak ten zespol to cos wiecej niz zaangazowane teksty z dodatkiem muzycznym. teksty dalej poruszaja, ale przede wszystkim slychac w tym Muzyke, co wciaz dla mnie bedzie w tym wszystkim najwazniejsze. a teksty nietraktujace o dupie maryni mozna zapisac jako szereg plusow. nie tak wirtuozerskie jak Isis, nie tak przemujace jak Die Last, ale wierze ze to wszystko jeszcze przed Aporia. brawo chlopaki.

szkoda ze jednak nie tak wiele osob chcialo sie przekonac o tym, jakie postepy poczynil ten zespol. frekwencyjnie nie bylo zle, ale juz na wystepujacych po Aporii The Cuffs bylo dwa razy wiecej luda. wlasciwie bez zmian. stara gwardia scenowa, znajome ryje typu kasia, milosz, jedras, kuba czy koko i coraz gromadniej przychodzaca na te koncerty przypadkowa mlodziez, nierzadko najbardziej emo-wystajlowana ze wszystkich obecnych. ale nie mam nic przeciwko. moze z czasem wydorosleja, zostajac przy tej muzyce. no ale, wracajac do The Cuffs. przyznam ze dotychczas znajoma mi kapela tylko z nazwy i entuzjastycznych opinii. sprawdzmy. sklad z bydgoszczy. w skladzie muzycy m.in. schizmy. rowniez ci, ktorzy byli zaangazowani w projekt 666 Aniołów, ktory gral covery punkowego Misfits. tak, wszystkie tropy prowadza do jednego stwierdzenia – The Cuffs graja rokendrola. punkowe rytmy, glownie te z rejonow Misfits. choc to ze zagrali cover Motorhead to tez nie przypadek. dorzucmy jeszcze moze ramones i wlasciwie juz po sprawie. do sluchania glownie na koncercie w trakcie pogowania. nada sie tez na deskorolke/wrotki. ale co tez mile, pare numerow da sie posluchac i w domu. choc zdecydowanie warto sie przejsc na ich koncert rowniez ze wzgledow wizualnych. oczy kierujemy na wokaliste. przciaga wzrok nie tylko masa. rekawiczki dla mnie hitem wieczoru.

sporo glosow zaslyszalem, ze to byl wystep wieczoru (nie wylaczajac deadlock). mam inne zdanie, ale jestem w stanie zrozumiec ta opinie.

po wystepie czarnego konia wieczoru czas na tych, ktorych nazwa przyciagnela najwieksza liczbe osob (sadzac po pozniejszej frekwencji – dotyczy to takze gwiazd z niemiec). Faust Again. ostatnim razem nie mielismy szczescia do tych panow. gdy wystepowali na pozegnalnym show Sunrise w warszawie w kiwrtniu tamtego roku, zalapalismy sie na ich dwa-trzy numery. wychodzi na to, ze pelnoprawny ich koncert widzialem z trzy lata temu w Uchu (marzec 2004 – lukaj ). wtedy to juz podazali droga podobna tej, ktora obrali np angelreich (wg mnie z o wiele lepszym skutkiem) hardcore mieszany z solidna porcja metalu, za sprawa wokalu nawet kojarzacym sie zs rzeczami typu mayhem. black, panie. tyle ze w miedzyczasie wiele sie wydarzylo. wiele nowych numerow, wsrod nich np takie jak „circle of confusion”. duza porcja melodii, choc tej np rodem z toola. brzmi absurdalnie, no ale tak mi sie kojarzy. i tak tez to brzmialo w tej skondensowanej dawce w warszawie. a tu nagle wychodza wczoraj na scene w Uchu zaczynaja grac i nie wierze. extrema. EXTREMA. bez litosci. blizej „the truth is absolution” niz ostatnim dokonaniom. przynajmniej w wersji koncertowej. moze chcieli sie podpasowac pod gwiazde wieczoru? nie wiem. dla mnie to byla miazga, najlepsza jesli chodzi o polskie reprezentacje tego wieczoru, ale jednak obawiam sie, ze moglbym miec problemy z odsluchaniem takiego bootlega w domu. no ale z drugiej strony – w tej muzyce wlasnie chodzi o koncerty… zreszta – w domu sie slucha plyt, na ktorych fausci wciaz brzmia jak pierwsza liga takiego grania. na koncertach najwyrazniej obieraja inna droge. sadzac po reakcji publicznosci – jak najbardziej sluszna. wiec trudno byc na nie. szacunek. i przyznam nawet szczerze, nawet w tak extremalnym wydaniu, wole chlopakow od tych wszystkich metalcore’owych wynalazkow z zagranicy hehehe. wielki Szacun.

no ale cicho sza. bo oto, po wystepie Faustow (na szczescie troche dluzszym nic poprzedzajacych ich zalog) wystepuje wlasnie jeden z tych zagranicznych wynalazkow hehe.

przesadzilem. niemcow z Deadlock jeszcze ciut daleko do popmetalocre’a calibana. choc to przeciez ich ziomki, z ktorymi zreszta nawet wystepowali swego czasu w polsce, a i w innych krajach czesto wystepuja razem. choc prawda tez taka, ze niektorzy mieliby tez problem z zakwalifikowaniem deadlocka do nurtu hardcore. zachowania typu lapki ukladajace sie w rozki czy „hejwimetalowe pozy” gitarzystow to jedno (o zachowaniu zreszta bedzie jeszcze pozniej). imidz typu dlugie wloski i koszulki iced earth tez swoje mowia (choc wokalista mial z kolei koszulke misfits). ale dzwiekowo brzmialo to rowniez tak, jakby panowie bardzo chcieli wystapic na jakiej metalmanii or something. extrema, ale jednak, hm, no jednak jeszcze lepsza niz faust again. bo jednak mniej w tym dzwiekowej sciany, natloku brzmien. jaste, deadlocki lubia momenty walcowate, atak wszystkich instrumentow naraz. ale jednak zdecydowanie czesciej panowie lubia atakowac pojedynczo, ze tak to ujme. tu perkusja wyjdzie na plan pierwszy, tutaj gitarzysta zapoda jakas soloweczke (co swoja droga tez zbliza do metalu). a i co najwazniejsze – lubia tez panowie zaatakowac klawiszami. gotyckimi. klawisze i hardcore? no niby beka absolutna, co zreszta po reakcji wielu ludzi nie tylko ja z tego zalozenia wyszedlem. ale kurde, wlasnie te gejowkie klawisze tak wyrozniaja tych panow sposrod masci podobnych kapel. zreszta, no bez przesady, nie bylo tez ich tak wiele. a i rola ich byla bardziej ograniczona do tla niz do instrumentu wiodacego. ja jestem na tak.

skoro poruszylismy temat gejowszczyzny… przyznam ze nie widzialem jeszcze na koncercie takich zachowan jak u panow z deadlocka. niby nie posuwali sie do jakichs skrajnych zachowan typu namietny pocalunek. ale… tu wokalista napluje drugiemu panu do buzi, tu wokalista pocaluje drugiego w muskula. tu jeden wioslowy klepnie drugiego po tylku… jakosc nie wzbudzajaca niby podejrzen. ale ilosc tych zachowan juz zaczyna niepokoic, nie tylko zreszta mnie. chociaz, hej. jestesmy tolerancyjne ludki, a przynajmniej w jakis sposob to tez wyroznia ta zaloge.

bo najwazniejsza w koncu jest Muzyka. i pod tym wzgledem byl to jak dotychczas koncert roku 2007. przynajmniej na stan luty 2007. tylko dlaczego Pani z nimi nie wystapila??

dziwne jednak, ze po wystepie Deadlocka znow pojawilo sie troszke luda. najwyrazniej nie kazdy chcial ogladac niepewnych seksualnie hardkorowcow w akcji. chcial za to obejrzec wystep legendy. 1125. w sumie, ja tez nie mialbym nic przeciwko. ale problemy z lokalizacja Ucha znow robia swoje. gdy sie okazalo, ze jest transport (zreszta ten sam co w przypadku przyjazdu do Ucha) to skorzystalismy chetnie. wiec znow nie mialem szczescia do obejrzenia w calosci koncertu legendy polskiego hardcore’u, choc to byla juz druga szansa. mozna wysnuc jakies teorie po trzech numerach, bo nie sadze, by pozniej wiele w tej kwestii sie zmienilo. mosh, power godzien takich zalog jak schizma, no narobilo apetytu. mam nadzieje, ze jeszcze takowe okazje by zobaczyc zaloge ze zlotowa sie nadarza.

 

najlepszy moment: DEADLOCK – EARTH REVOLT

ocena: 7/10

Leave a Reply