Tracy Chapman – New Beggining
rok wydania: 1995
wydawca: Elektra
kontynuujemy watek Tracy. „Matters Of The Heart” mamy juz przerobione od dawna, czas na jego nastepce.
pod wzgledem komercyjnym „New Beginning” bylo sporym zaskoczeniem. wydawalo sie, ze na wyskosci „MOTH” wszyscy skreslili autorke „Fast Car”, gdy tymczasem 3 lata pozniej jej nowy album znow zdobywal szczyty notowan. ba, ponoc „New Beginning” sprzedawal sie jeszcze lepiej niz oslawiony debiut. nominacje do Grammy mozna bylo w tym kontekscie potraktowac jako wisenke na torcie.
tylko czy sukces komercyjny poszedl w parze z artystycznym? hmmm… na pewno jest inaczej. tym razem Tracy dala sobie spokoj ze sciaganiem sidemanow, czasem nawet o slynnych nazwiskach i postawila na regularny sklad. to slychac. jednoczesnie ta spojnosc nie zaprzecza aranzacyjnemu bogactwu – tu i owdzie czarowani jestesmy dzwiekami didgeridoo, fortepianu czy smykow. instrumentalny aspekt calosci wrecz kaze poslugiwac sie epitetami typu „wysmakowane”, „dojrzale”, „bogate” (co nie znaczy, ze przy wczesniejszych wydawnictwach takie slowa nie mogly pasc).
wazne jest to, ze idzie to w parze ze znow dobrymi tekstami. dosc moralizatorskimi, ale jednak dobrymi. znow mamy opowiadanie konkretnych historii, ktore bronia sie w oderwaniu od muzyki. wystarczy juz zreszta rzut oka na sama ksiazeczke z lirykami, obfita jak nigdy wczesniej (swoja droga fajny to zwyczaj u Chapmanowej, ze zawsze daje poza oryginalnymi tekstami takze ich tlumaczenie, m.in. na francuski, hiszpanski czy wloski).
skoro wiec jest tak dobrze, to czemu nie porywa? niby najpopularniejszy stad „GIve Me One Reason” (laureat Grammy w kategorii rock, ale nominowany tez jako najlepsza piosenka roku) wydaje mi sie strasznie przereklamowany. ot, sympatyczny blues rock i nic wiecej. znamienne, ze to najstarszy utwor z plyty, datowany jeszcze na ’86. tyle ze na debiucie wypadlby blado (moze dlatego otrzymujemy go dopiero na „NB”?). juz ciekawsze sa sasiadujace z nim utwory – „Tell It Like It Is”, przekonujacy o rockowym potencjale zespolu Chapman i zgola odmienny, minimalistyczny „Remember The Tinman”. cos jeszcze? moze „The Rape Of The World”? troche malo to wciaz jednak.
najlepszy moment: THE RAPE OF THE WORLD
ocena: 6,5/10