The Ukrainians
kto: The Ukrainians
Fajnie było! Warto było wydać te trzydzieści zeta na bilet. Lecimy zatem od początku.
Przybywam do Ucha punkt 20.00. Przyznaję, nie spodziewałem się takiej ilości ludzi. I to z przeróżnych bajek – od tzw. śmietanki artystycznej do osobników, których widzę zazwyczaj na koncertach hc/punk. Ale też The Ukrainians to dość ciekawa kapela. Kolesie z Wysp Brytyjskich (sam lider zaś z Irlandii) zafascynowani kulturą ukraińską, czemu dają wyraz w swej twórczości. A że Polak i Ukrainiec dwa bratanki, więc może też stąd tak duża frekwencja. A może po prostu dlatego, że to kultowa kapela?
Nieważne, ważne że już o 20.30 zaczynają grać. Bez supportów, nawet piwka jeszcze nie zdążyłem skończyć. A pojechali ostro już od samego początku. Punkowe łojenie, choć z lirycznymi momentami. Sześciu osobników na scenie. Jest tradycyjne instrumentarium: gitara, bas, perkusja. Ale oprócz tego pan obsługujący akordeon, pan od mandoliny, a wokalista pogrywa również na skrzypcach. I właśnie te trzy ostatnie instrumenty sprawiały, że ten ich punk tak chwytał za serce, a nie tylko służył do pogowania. Choć i ono było, i to dosyć konkretne. Zresztą jak tu nie pogować, gdy kapela gra takie evergreeny że głowa mała? Na początku mogła zaskakiwać tak doskonała znajomość tekstów wśród publiki, ale przecież – to są numery które zna każdy, nawet nie zawsze będąc tego świadom. Wydawać się mogło, że wszyscy czekali przede wszystkim na „Cherez Richku Cherez Hai”. Niesamowity numer. A w opracowaniu gwiazd wieczoru – jeszcze lepszy. I ten ukraiński język… no nie sądziłem, że może brzmieć aż tak pięknie i doniośle.
Po godzinie zespół postanawia zrobić sobie półgodzinną przerwę. Wszyscy posłusznie czekają. W końcu o 22.00 się pojawiają. I już lecą po klasykach, wplatając w to nawet cover Sex Pistols. Szał totalny, spora część publiki wbiega na scenę. Swoją drogą wizualnie też był to ciekawy koncert. Szczególnie wtedy, gdy nad publiką latał wciąż żółty, dorodny balon. Na początku był jeszcze drugi, niebieski, ale zaginął w akcji…. Anyway, był ten balon absorbujący dość. momentami trochę nawet irytujący. Ale w sumie to tylko niewinny balon… Dochodzi godzina 23.00, zespół definitywnie już dziękuje i kończy występ. I chociaż publika wciąż ich wywołuje, to ciężko było mieć niedosyt po TAKIM koncercie.
najlepszy moment: CHEREZ RICHKU CHEREZ HAI
ocena: 7/10

