The Squidbillies Present: Music for Americans Only Made by Americans in China for Americans Only God Bless America, U.S.A.
wydawca: DIY
Dawno nie zaglądaliśmy na stronę Adult Swim. A tam kolejna porcja nowej muzyki.
Tym razem mamy do czynienia z soundtrackiem. Ściemniać nie będę – nic mi nazwa „Squidbillies”. Zakładam jednak, że musi to być totalnie popierdolona rzecz, skoro opatrzono ją taką ścieżką dźwiękową.
To już nie chodzi o to, że to płyta zdominowana przez country. Rzecz w tym, że to country w sporej mierze tak przegięte (zwłaszcza jeśli chodzi o wokale – no ale akurat ta ich kreskówkowość nie wzięła się znikąd), że potencjalnych słuchaczy z Mrągowa przyprawiłoby o palpitację serca. Niemal country w wersji grindcore – kawałki przeważnie zamykają się w jednej minucie.
Ale to jedno oblicze płyty. Drugie, jeszcze ciekawsze, to jakby amerykańska wersja legendarnego „P.O.L.O.V.I.R.U.S.A”. Czyli stylistyczna ekwilibrystyka w służbie totalnej szydery. Frank Zappa już dawno nie żyje, a w międzyczasie przewinęło się przez amerykańską muzykę tyle kuriozów, że aż prosiło się, by w końcu zebrać to wszystko w jedną kupę i obśmiać wzdłuż i wszerz. Nowy Frank Zappa, ichniejszy Tymon nazywa się Shawn Coleman i on jest odpowiedzialny za najlepsze momenty tej płyty. Czego tu nie ma – horrorcore („2 Dudez Wit A Bat”), Guns N’ Roses’owy wygrzew („Raised By Jackyl”), ZZ Top’owe granie dla kierowców tirów („Bin Laden Boot Scoot”), hardrockowy wiatr we włosach i goła klata („Heart Of Lightnin”), crunk’owy gwałt na uszach („(I Like) Drivin In My Truck”), no i mój osobisty faworyt – „Power Ballad”, tak perfekcyjnie oddający istotę soft rockowych ballad, że kwestią czasu jest, aż trafi do Sevres.
Gdyby odcedzić całość z tego country grania i dopracować pozostałość pod względem kompozycji, to mielibyśmy niepozornego klasyka tutaj. Ale i tak jest mega fun.
najlepszy moment: SHAWN COLEMAN – POWER BALLAD
ocena: 7,5/10
