rageman.pl
Muzyka

The Kolt – Party Time Favourites EP

rok wydania: 2010

wydawca: Jimmy Jazz

materiał do pobrania stąd

 

byc moze wbrew temu, co moglby sugerowac tytul dzisiejszej notki, bedzie ona na swoj sposob przelomowa. ba! wrecz rewolucyjna. po pierwsze – pierwszy raz piszemy o materiale pochodzacym z roku obecnego. skoro tak, to jest to zarazem pierwszy material z lat 10tych (ale to brzmi, heh), ktory na tym blogu opiszemy. po drugie – nie bylo nigdy wczesniej okazji by opisac plyte pochodzaca z zasluzonej dla polskiego punk rocka (i jego okolic) wytworni Jimmy Jazz. no i po trzecie, byc moze najwazniejsze – absolutnie pierwszy raz opiszemy cos, co jest dostepne za darmo w internecie. link macie powyzej.

tak, takie czasy nastaly, ze artysci decyduja sie za calkowita darmoche udostepniac cos, nad czym pracowali w mniejszym badz wiekszym pocie czola. ciezko oceniac czy to dobrze czy zle – w dobie Internetu bylo to nieuniknione. nawet nie bedac artysta wolalbym, gdyby dostawali jakiekolwiek wynagrodzenie za swe wysilki. w koncu doba nie z gumy, skoro zamiast dodatkowej nadgodziny w robocie wola ja spedzic w studiu nagraniowym, to niech maja cos jeszcze z tego oprocz wlasnej i sluchaczy satysfakcjibo to jednak malo zdrowa sytuacja, kiedy artysta zarabia tylko na koncertach (choc i nie zawsze na nich da sie zarobic). doprowadza to do tego, ze czesto zespoly wydaja byle co na plycie, aby miec tylko pretekst do ruszenia w kolejna trase. bez nazwisk, mysle ze macie swoje typy do tego, o kim moze byc tu mowa.

z drugiej strony – w sumie przymusu to jeszcze nie ma, by publikowac plyty w necie za darmo. dlatego zazwyczaj jest to ze strony artysty mily gest w strone swej publicznosci badz sposob na promocje. czyli okej. bo oba przypadki moga doprowadzic do tego, ze fan w ranach wdziecznosci kupi jednak ta plyte na fizycznym nosniku, a jesli takowy nie jest dostepny to koszulke kapeli, badzik, cokolwiek. swego czasu w mej rozmowie z Kamilem z Wielkie Jol padla z jego strony teza (wlasciwie to byl o niej przekonany), ze sluchacz musi dostac cos za darmo, by czasem cos tez kupil. i w sumie dosyc sporo w tym prawdy.

co potwierdza przyklad kapeli, o ktorej dzis mowa. the kolt kojarzylem tylko z tego, ze wydaja w jimmy jazzie i ze na swoj sposob jest to supergrupa, w ktorej graja (badz grali) typy z Komet, Robotixa i The Cuffs. a ze staram sie byc na biezaco z tym, co dzieje sie w polskich labelach to ujrzawszy ze Kolt’y proponuja z okazji nadchodzacego karnawalu darmowa EPke to postanowilem sie z nia zapoznac. i co? i jest zajebiscie. bo rockabilly, psychobilly, rokendroll. czyli da sie potanczyc, pyka kontrabas czy jakis inny dziwolag, wszystko chodzi profesjonalnie jak w fabryce, a jednoczesnie jest z mega luzem i polotem. wokal tracil mi poczatkowo jabol punkiem, ale mozna nie tylko sie przyzwyczaic ale i nawet polubic. a co najwazniejsze – to zawarto tu same covery. kolejno Dead Kennedies „Too Drunk To Fuck”, „Rockabilly Psychosis” The Meteors, „Goody Two Shoes” adama anta (chyba najpozytywniejszy track w zestawie) i w ramach bonusu (bo nagrany wczesniej i w ciut innym skladzie) „Bad Dreams” POX. czyli szare masy nie skojarza, ale siedzacy w temacie beda wniebowzieci.

oczywiscie wiekszych doznan artystycznych zadnych w zwiazku z tm materialem nie uswiadczycie, ale zupelnie nie w tym rzecz. jesli w ramach karnawalu trafie na punk-potancowke, to nie omieszkam przeforsowac tych kawalkow.

 

najlepszy moment: TOO DRUNK TO FUCK

ocena: 6,5/10

Leave a Reply