rageman.pl
Muzyka

The Allman Brothers Band – Woodstock And New York

rok wydania: 2007

wydawca: Woodstock Tapes

 

mam wene, czas tez, czemuby tego nie wykorzystac wiec.  zostajemy przy gitarach, choc w zdecydowanie lzejszym wydaniu.

tytul tego wydawnictwa wlasciwie mowi wszystko. bo przeciez wiadomo, ze nie chodzi o reportaze dotyczace spolecznosci tych miast czy impresje na temat tamtejszej flory i fauny. o koncerty chodzi.

a skoro woodstock, to zapewne chodzi o slynny festiwal. ogladamy grega allmana podczas wystepu na drugiej edycji najslynniejszego festiwalu swiata, w ’94. w pelnym sloncu, ale za to przy niemalej publice. sklad ten sam, jaki znamy z obu czesci „An Evening with…”, ktore juz tu omawialismy. czyli na gitarze warren hayes, na basie allen woody, za perkusjonalia odpowiada zas marc quinones. i choc cala trojka byla w zespole od stosunkowo niedlugiego czasu, to juz calkiem niezle wtopili sie w sklad. szczegolnie hayes, ktory przejmuje dowodzenie nad cala brygada nie rzadziej niz liderzy dickey betts czy gregg allman. i choc kazdy muzyk-trybik jest wazny w tej maszynerii, to raczej nikt nie ma watpliwosci, ze o pojendyki dwoch najlepszych gitarzystow swiata chodzi. co ciekawe, w pewnym momencie pojawia sie tez mlodziutki derek trucks, ktorego „Rolling Stone” tez swego czasu zaliczyl do stu najlepszych wioslowych swiata. ah, gdyby jeszcze pojawil sie ten NAJ gitarzysta TABB, Duane Allman.

oczywistoscia najoczywistsza jest wiec wysoki poziom wykonawczy. repertuarowo tez trudno cos zarzucic – sa klasyki sprzed paru dekad pokroju granego na bis „Whipping Post”, „One Way Out” czy „Statesboro Blues”, sa tez swiezynki-ktore-juz-niedlugo-stana-sie-klasykami jak „Soulshine” i „Back Where It All Begins”. dodac do tego jeszcze przebitki publiki kapiacej sie w blocie czy pokazujacej cycki do kamery (woodstock w koncu, co nie) i wychodzi na to, ze jest super. niestety, nie do konca. poniewaz pod wzgledem jakosci jest to najparszywszy z parszywych bootleg, z ultraniewyraznym dzwiekiem i obrazem zywcem wyjetym z niespecjalnie profesjonalnej transmisji telewizyjnej. az dziw bierze, ze cos takiego sprzedaja w sklepach. tym bardziej, ze samo wydanie dvd to tez bieda z nedza – bookletu jakiegokolwiek brak, nawet menu na plycie nie ma! niby nazwa wydawcy brzmi calkiem oficjalnie, ale kto to tam wie co to za szemrane towarzystwo. rownie dobrze mogliby sie nazywac youtube tapes i byloby chyba to nawet blizsze prawdy.

nie za fajne wrazenie poteguje druga czesc dvd, czyli ow „New York”. a jest to nic innego jak koncert mtv unplugged, jaki dali panowie w ’90 roku (jeszcze bez Quinonesa w skladzie). no tu juz widac wyraznie, ze ktos sie bawil vhs’owa nagrywarka. i nawet tak sie zabawil obrazem, ze wycial logo mtv. spryciarz! dobrze ze chociaz sama muzyka sie broni. nawet bardzo. byc moze to nawet ciekawszy wystep od tego na woodstocku. bo oczywiscie uwielbiam instrumentalne odloty calego tego towarzycha. ale dla mnie TABB to przede wszystkim piekniuchne melodie i ten wystep to uwidacznia. zwlaszcza w cudnej „Melissie”. choc bluesowy evergreen „C’Mon In My Kitchen” tez zmusza szczeke do konfrontacji z podloga. jeszcze tylko odnotujmy fajne wykonania „Midnight Rider” i „Seven Turns” i tyle jesli chodzi o „New York”.

nie wiem jak to dvd ocenic. trudno uznawac za powazne wydawnictwo cos tak beznadziejnie wydanego. z drugiej strony – oba to historyczne, a przy tym zwyczajnie udane wystepy. a tylko w takim live wydaniu nalezy sluchac tego zespolu. wiec dvd The Allman Brothers Band to dobry trop by przekonac sie o potedze tego kolektywu. tyle ze na pewno nie nalezy tego czynic za pomoca „Woodstock And New York”.

 

najlepszy moment: BLUE SKY

ocena: 7/10

Leave a Reply