rageman.pl
Muzyka

The Allman Brothers Band – An Evening with the Allman Brothers Band: First Set

rok wydania: 1992

wydawca: Epic

 

wracamy po paru miechach do Allmanow, bo wreszcie udalo mi sie znalezc na chacie plytke, ktorej okladke widzicie obok. a poza tym to uwielbiam tych kolesi.

tak na dobra sprawe ciezko powiedziec, by czyms „First Set” roznil sie od „2nd set”, o ktorej mowilismy 3 miesiace temu. to (prawie) te same koncerty i (prawie) ten sam  sklad. jesli chodzi o to drugie – podstawowy sklad dokladnie ten sam, jednak goscinnie w „Midnight blues” pojawia sie harmonijka pana Doucette, ktory zreszta od wielu lat koncertuje z tym bandem. panowie tym razem zaprosili go na okladke (w przypadku „2nd set” juz takiego zaszczytu nie dostapil).

a reszta bez zmian. to wciaz ten magiczny klimat improwizacji, idealnego zgrania dwoch oficjalnie (tzn. zdaniem „Rolling Stone’a”) najlepszych gitarzystow wszechczasow i rownie kapitalnego kombo trzech perkusistow. Warren Haynes potwierdza, ze jest godnym nastepca Duane’a Allmana, a Dickey Betts gra jeszcze lepiej niz dwie dekady wczesniej. glos zas drugiego Allmana przez te lata nabral kapitalnej, bluesowej dojrzalosci. a, jest jeszcze niezyjacy juz Allen Woody na bassie. tez wielka postac, ale tutaj akurat moim zdaniem nie wybija sie w tym stopniu jak nieodzalowany Berry Oakley.

pewnie, warto zapodac takim oczywizmem jak to, ze oba sety roznia sie piosenkami. tylko rzecz w tym, ze w przypadku tego zespolu nigdy nie chodzilo o piosenki, o przeboje. miara jakosci tych numerow bylo glownie to, jak dalece mozna na ich bazie odleciec w improwizacjach. w tym kontekscie najlepiej wypadaja tutaj „Blue Sky”, „Nobody Knows” i psychodeliczne wrecz „Dreams”. z drugiej strony nawet w mocno akustycznym wydaniu typu „Melissa” czy „Midnight Blues” potrafia te dziadki czarowac. w sumie ciekawe, ze najpierw ten set wydali. bo raz, nie ma tu numerow ktore w kontekscie ABB uchodza za hiciory, jak „Jessica” czy „Midnight Rider”. dwa, ze nie ma tu tez klasykow znanych z „At Filmore East”. ale i tak jest bajka.

wciaz sie dziwuje, co mnie zachwyca w tej kapeli. ani nie lykam lynyrd skynyrd i tym podobnych, Dzemu tez nie trawie za dobrze. na dodatek slychac mocno ameryke w tym graniu. banal: moze jednak genialna muza nie zna granic?

 

najlepszy moment:  MELISSA

ocena: 7,5/10

Leave a Reply