rageman.pl
Muzyka

Tesa

gdzie: Anawa, Gdynia

kto: Tesa

 

elo elo. dzis wyjatkowo bedzie o koncercie. ostatnio narzekalem ze zdziadzialem i nie chce mi sie na koncerty chodzic. i to sie nie zmienilo. natomiast tym razem musialem wyrwac dupe z domu z dwoch powodow. bo po pierwsze – powod muzyczny. po drugie – powod ideowy.

zanim przejdziemy do tego pierwszego, slow kilka o tym drugim. otoz koncert mial charakter benefitu. dochod z bramki szedl na pokrycie kosztu procesu wytoczonego Poczcie Polskiej przez jej bylego pracownika, Bartka Kantorczyka. znanego bardziej jako Kantor, wokalista nieistniejacego juz niestety Die Last. zaangazowani w scene hc/punk, a takze Ci sledzacy na biezaco wydarzenia w kraju kojarza zapewne, ze Kantor nie od wczoraj walczy ze swoim pracodawca. a to przeciwko skandalicznie niskim zarobkom, a to z rozprowadzaniem przez PP czasopism o tresci nazi-faszy-skandalicznej. okej, nie mozna z nikogo robic rycerza bez skazy. dla niektorych powody walki Nigdy Wiecej czy Inicjatywy Pracowniczej moga byc naciagane. ale bilans plusow i minusow zdecydowanie wypada na korzysc. dlatego mega szanuje to co robia te organizacje, mega szanuje to co robi Kantor (oczywiscie nie uwzgledniam tu muzyki Die Last). czysto ideologiczne poparcie, bo prywatnie czlowieka nie znam. tyle okolicznosci koncertu.

jesli zas chodzi o sama muzyke… no coz, dalem dupy podwojnie. bo nie widzialem zadnego z supportow. sadzac iz tradycji stanie sie zadosc wpadlem godzine pozniej niz planowany byl koncert bedac pewien conajmniej godzinnej osbuwy. a tu psikus – juz bylo po koncercie No Reason Why. a w przypadku Silards wygral aspekt towarzyski. chociaz jednym uchem dolatywalo i brzmmialo to cokolwiek intrygujaco. tanecznie wrecz. no nawet okreslenie z plakatu „alternative dance” by pasowalo. bo momentami to brzmialo jak indie-taneczne wynalazki. szkoda wiec ze olalem sprawe.

ale w przypadku Tesy juz nie bylo przebacz. w duzym skrocie – zdecydowanie warto bylo ruszyc dupe na ten koncert. kto tak nie zrobil ten pizda, nie fan muzyki. nie ma sensu porownywac tego koncertu do innych organizowanych przez ekipe DIY 3m, bo Tesa to zupelnie inna bajka. mi oczywiscie jak najbardziej odpowiadajaca. natomiast jesli juz ktos by mie zmusil (hmmm nikt tego nie robi… w sumie sam sie zmuszam) do porownania wczorajszego gigu do tego sprzed roku, to jednak tamten wypada lepiej. moze efekt zaskoczenia, nie wiem. chyba lepsza byla atmosfera. oczywiscie tylko cieszy ze tyle osob chcialo wesprzec Kantora i zobaczyc Tese. natomiast rok temu przy znacznie nizszej frekwencji to oddzialywanie muzyki bylo jakies silniejsze, bezposredniejsze wrecz.

mozna bylo uslyszec ze muzycznie zdecydowanie lepiej bylo teraz. wcale sie nie zgadzam. bo owszem, panowie ida w nowym ciut kierunku. owszem, jest on bardzo ciekawy. natomiast czy jest on jakis zdecydowanie lepszy? sprzeciw, wysoki sadzie.

no niemniej, niemniej – koncert prima sort. a afterek rownie dobry, hueh.

 

najlepszy moment: sam nie wiem

ocena: 8/10

Leave a Reply