rageman.pl
Muzyka

Tesa – Tesa

rok wydania: 2006

wydawca: Old Skool Kids / Unbeliever

 

Macie ostatnio szczęście czytać tutaj o dobrej, choć totalnie dołującej muzyce. Idealnej na wakacje. No ale cóż, tak w duszy teraz gra.

O zespole z Łotwy mieliście już okazję poczytać, gdy grali w Gdyni. A było to we wrześniu tamtego roku. Dla mnie to był jeden z najlepszych koncertów organizowanych przez trójmiejską DIY ekipę, o ile nie najlepszy. Trans, ciężar, konfuzja. Magia.

Niestety lub nie-niestety jest tak, że zespołów ze sceny hardcore/punk zdecydowanie lepiej się słucha na koncertach niż z płyt. Płyty służą głównie jako wizytówki. I niezależnie czy chodzi o ciężary Schizmy, emo Złodziei Rowerów czy d-beatowców z Monster. Ta płyta (czy może Mini CD, bo to tylko 25 minut) również nie oddaje potęgi scenicznej Tesy. Choć na pewno stanowi niezły przedsmak i można jej w domu słuchać z przyjemnością. Tym bardziej że jest to przyprawione studyjnymi bajerami, które umilają słuchanie.

Poza tym to co każdy lubi – pełne emocji darcie geby, balansowanie między sludge’ową masakrą a postrockową magią. A jednocześnie słychać, że punkowe ideały nie są obce. Nie trzeba lukać na indeks by usłyszeć, że płyta tworzy jedną opowieść, choć podzieloną na siedem rozdziałów. Specjalnych więc wyróżnień nie powinno być, chociaż…

 

najlepszy moment: BONUS (PART 77)

ocena: 8/10