Minsk – The Ritual Fires Of Abandonment
wydawca: Relapse
macie niewyobrazalne szczescie. postanowilem prezentowac Wam same kapitalne plyty. szkoda, ze pewnie i tak malo Was to obchodzi i nawet sie nimi nie zainteresujecie. do you?
czy Relapse jest najlepsza metalowa wytwornia swiata? taki tytul niby przysluguje Roadrunnerowi, jednak kazdy bardziej kumaty sluchacz wie, ze jesli chce sie pierdolniecia metalowego, przy ktorym trzeba jeszcze troche sie naglowic, to nalezy w pierwszej kolejnosci kierowac sie do Relapse. najswiezszym potwierdzeniem wielkosci tej wytworni jest ta oto plyta.
„rytualne ognie rezygnacji”. abandonment ma wprawdzie pare znaczen, jednak kazde bardziej apokaliptyczne od poprzedniego. i chyba lepiej nie mozna bylo zatytulowac tego co dzieje sie na tej plycie. afera, moi drodzy. godzina grania, ktore mogloby posluzyc za soundtrack do jakiegos rytualu. moze rytualny koniec swiata? jedni beda zgrzytac zebami, inni plakac, inni wyc z przerazenia, z bolu, a jeszcze inni beda pelni rezygnacji poddawac sie temu, co nieuniknione. wszystkie te emocje sa na tej plycie. zbudowane na plemiennych bebnach historie oparte na filozofii Gibrana. posepny, doom metalowy klimat, choc wrazliwosc chyba blizsza posthardcore’owcom niz My Dying Bride. aranzacyjny majstersztyk. wezmy chociazby takie niemal 15minutowe monstrum jak „The Orphans Of Piety” (jeszcze sa tutaj dwa numery o podobnej dlugosci, wiec nie dziwi ze calosc to tylko 6 numerow). najpierw spoglosowany wokal, apokaliptyczna sciana dzwieku, sample, odlot i jeszcze na dodatek wchodzi saxofon. nosz kurwa! a co najlepsze, ma to wszystko sens, choc latwo przekroczyc granice, gdzie jest juz tylko chaos i nabieranie sluchacza na sztuke. zreszta, w ostatnim „Ceremony Ek Stasis” tez jest sax, tylko ze tam, aby bylo smieszniej, ma on wydzwiek wrecz smooth jazzowy.
no mowie Wam, afera. nie chce sie wymadrzac, ale nie pamietam by cos mnie tak poruszylo z Relapsa od czasu, bo ja wiem, Dillinger Escape Plan? wiem ze powinny tu pasc nazwy wcale niezgorszych wydawnictw Relapse’a. ale tutaj naprawde mamy do czynienia z czyms, co powinno przejsc do historii. poza tym ej, nie jestem recenzentem, pisze tutaj o plytach ktore MNIE rozwalaja. w odroznieniu od Themy 11, tutaj mowimy o plycie ktora moze nie jest w kazdym dobrym sklepie muzycznym, ale przy dobrej woli da sie znalezc. wiec zrobcie to dla mnie i zapoznajcie sie z tym wydawnictwem, okej?
najlepszy moment: WHITE WINGS
tez piekna sprawa, choc krotka. dlatego powinniscie przesluchac w calosci.
ocena: 8,5/10
