Symetria
reżyseria: Konrad Niewolski
Dużo się o „Symetrii” ostatnio mówi, jak swego czasu o „Długu”. Są pewne podobieństwa do tego filmu, jak np. nawiązania do rzeczywistych wydarzeń – reżyser „Symetrii” rownież siedział w więzieniu (chociaż nie wiem czy też za niewinność). No i osoba Andrzeja Chyry, jak zawsze świetnego (scena rozmowy o logice świata miażdzy).
To teraz o scenariuszu. Widzimy jak główny bohater Łukasz, o niezwykle spokojnym usposobieniu, idzie sobie ulica. Zostaje schwytany. Następna scena: jakaś staruszka rozpoznaje w nim tego, który ją napadł. I następna: miły pan oznajmia, ze Łukasz trafi do więzienia, co rzeczywiście następuje. Dzięki „dobrej radzie” jednego z więźniów trafia do „grypsiarzy”, a nie do frajerów. A z grypsiarzami, jak się okazuje, nie ma lekko. Łukasz dzieli celę z piątką ciekawych indywidualności, choć każdy z nich z innej bajki. Kosior – kryminalista, ale z zasadami, wprowadzający Łukasza w tajniki grypsowania. Albert – kryminał do szpiku kości, największy wróg Łukasza. Dawid, czyli Andrzej Chyra – niegdysiejszy wykładowca na uniwersytecie, oczytany. Siwy – gangsterka, dresiarstwo w każdym calu. Jeszcze jest Roman – starszy kolo, w pierwszych dniach najbliższa Łukaszowi osoba.
Cechą charakterystyczną filmu jest to, ze stanowi pewną sklejkę scen z więzienia, tak jakby reżyser chciał umieścić na taśmie wszystko to, co mu najbardziej utkwiło w pamięci z pobytu w więzieniu. Bałem się, że tak będzie do końca i film nie będzie miał żadnego scenariusza. Na szczęście tak się nie stało.
Generalnie – bardzo dobry film. Trudno powiedzieć by się podobał, bo co może się podobać w takim obrazie Polski jaki nam przedstawi reżyser? Chyba tylko to, że jest prawdziwy do bólu. Na tyle prawdziwy, ze jedynym rozwiązaniem wydaje się jak najszybciej stąd spierdalać.
najlepszy moment: GRYPSERA
ocena: 8,5/10
