Gdzie Jest Nemo?
reżyseria: Andrew Stanton, Lee Unkrich
Dawno się tak nie ubawiłem.
Wiadomo, historia bajkowa: ojciec – ryba, w wyniku tragicznego wypadku, samotnie wychowuje syna (rzecz jasna także rybą będącego) o imieniu Nemo. Wychowuje na tyle surowo, ze nasz tytułowy bohater się buntuje, w związku z czym zostaje schwytany przez nurków. Zdesperowany ojciec postanawia przeszukać cały ocean by znaleźć Nemo, a w tym pomaga mu trochę jebnięta rybka o imieniu Dori.
Oglada się to zajebiście. Animacja genialna, no ale w końcu to Disney. Pozytywną niespodzianką okazał się natomiast dubbing. Nie wiem, może już się przyzwyczaiłem, ze bez dubbingu kreskówki nie mogą się obejść, ale został on w tym filmie naprawdę zajebiście zrobiony. Nie przeszkadzał, co już jest dużym osiągnięciem. No i nieźli aktorzy obstawieni – Lubaszenko jako Idol czy Mirosław Baka jako Luzak. Słuchało się wyśmienicie. No ale przede wszystkim – ten film był autentycznie poruszający. Bardziej niż niejeden „poważny” film. Moim cichym faworytem były ptaszki „daj daj daj daj”. Również konkretny był Luzak wraz z synkiem – nigdy bym nie wpadł na to, że z żółwi można zrobić zbakanych hiphopowców. Aaa, no i stowarzyszenie przyjacielskich rekinów też rządzi!
Godny polecenia film!
najlepszy moment: DAJ DAJ DAJ DAJ DAJ
ocena: 8,5/10

