Supetramp – Breakfast In America
rok wydania: 1979
wydawca: A&M
…………………………………………………………………………………………………
…………………………………………………………………………………………………
…………………..
nie mialem pomyslu na wstep. a teraz rozwiniecie.
zapewne ogladajac mtv natrafiliscie na kapele co sie zwie Gym Class Heroes. troszke pop rap ewokujacy willa smitha. no i zapewne natrafiliscie na numer „cupid’s chokehold”, gdzie w refrenie udziela sie fajansiarz z fall out boy. numer jest bardzo przyjemny, niestety jak wiekszosc przyjemnych rap hitow z mtv, jego urok opiera sie na samplach z numeru „breakfast in america” zespolu supertramp. tytulowym numerze plyty, ktorej notke dzis poswiecimy.
w muzycznym biznesie jest tak, ze jesli uwzgledniac geograficzne aspekty, to najwiekszym sukcesem jest podbic rynek amerykanski. znacznie latwiej jest amerykanom podbic europe czy uk niz europejczykom stany. dzis dochodzi do takich sytuacji nawet, ze nu rockowe kapele pokroju the strokes czy the killers na wyspach brytyjskich swieca triumfy, a w rodzimych stanach o nich cisza. ale jeszcze smieszniej jest, gdy np brytyjski zespol uchodzi za gwiazde w stanach, a w rodzimym kraju malo kto ich kojarzy lub lubi. tak bylo z epigonami Nirvany typu Bush i tak bylo tez z Supertrampem.
rzecz w tym, ze zespol wrzucano do worka z napisem „progressive rock”, podczas gdy w okresie pozniejszym (reprezentowanym m.in. przez „BIA) bylo im blizej do rocka o zabarwieniu popowym typu the eagles. chociaz slychac ze wczesniejsze, ambitne poszukiwania nie spelzly na niczym – produkcyjnie i aranzacyjnie jest to pelen wypas. sporo saxofonow, przegiete solowki np z wykorzystaniem wah-wah, pianinowe odloty… no i uzupelniajace sie wokale dwoch liderow – ricka daviesa i rogera hodgsona. tutaj rowniez mamy spolke kompozytorska wzorem lennon/mccartney, gdzie prawdziwym autorem piosenki jest zazwyczaj ten, ktory wykonuje wiekszosc partii wokalnych. tutaj wiec mamy tak, ze hodgson to ten spiewajacy falsetem, kierujacy zespol bardziej w strone psychodelii, a davies to typ z zadziorem w glosie i wezem w kieszeni, ktory wykiwal hodgsona reaktywujac wiele lat pozniej supetramp bez bylego kolegi. zreszta juz na wysokosci „BIA” bylo konfilktowo, co sie przekladalo na teksty. i to wlasnie tez roznilo supetrampa od poprockowych kolegow z branzy, ze na szczescie nie ograniczali sie do spiewania o milosci.
tak wlasciwie to „BIA” tez mozna uznac, wzorem wczesniejszych dokonan zespolu, za koncept album. album o ameryce. btw luknijcie na okladke – jedna z kapitalniejszych rzeczy w tej dziedzinie. kelnerka jako statua wolnosci i Nowy York zbudowany z solniczek i talerzy. mega sprawa.
no i akapit o tym, ktore piosenki moglyby Was zachecic do przesluchania calosci. o tytulowym tracku wspominalismy. drugim mega hitem byl przegiety aranzacyjnie „the logical song”. absolutnie porypany rytmicznie, z klaskaniem, dzwiekami komputerowymi, nawiedzonym klawiszem i takowym tez wokalem hodgsona, a mimo to ultra przebojowy. akurat single z tej plyty byly calkiem niezle wytypowane, bo „take the long way home” to trzecia najlepsza rzecz na plycie.
coraz bardziej sie przekonuje, ze lata 70te to byl kapitalny czas dla muzyki. a byc moze najciekawsze rzeczy dzialy sie wsrod zespolow, o ktorych najmniej mowiono. vide supertramp.
najlepszy moment: BREAKFAST IN AMERICA
ocena: 8/10