rageman.pl
Muzyka

Anna Maria Jopek – Farat

rok wydania: 2003

wydawca: Universal

 

zauwazylem dzis, ze dziwnym trafem od paru miesiecy omawiam plyty wykonawcow jedynie plci meskiej. jako ze jestem goracym zwolennikiem rownouprawnienia tak wiec postanowilem od dzisiaj pisac wylacznie o Paniach. na pierwszy ogien – AMJ.

ja nie ogarniam, jak ludzie moga sie zachwycac takim plastikiem jak Nicole z Pussycat Dolls, skoro po naszej, TEJ ziemi chodzi TAAAAAAKA dziewoja jak Anna Maria Jopek. no powaznie, a juz w sesji zdjeciowej do omawianej dzis plyty to 10/10, ABSOLUT. a przy tym utalentowana i nie watpie ze madra! no i z urody kojarzy mi sie silnie z moja ulubiona aktorka, Jenna Jameson. a to mile skojarzenie.

jednak jesli chodzi o moje nastawienie do tworczosci Anny to tak rozowo nie jest. bysmy sie zle nie zrozumieli – bez watpienia jest to jedna z nielicznych Artystek polskich, z ktorymi nalezy sie liczyc. glos – poziom swiatowy. niestety, same plyty juz tak swiatowe dla mnie nie sa.  bo nie ma co ukrywac, AMJ upodobala sobie jazzowe piardu piardu dla „grubianskich audiofili”, jakby to okreslil moj faworyt dziennikarski Rafal Ksiezyk.  ale tez nie sposob nie zauwazyc, ze troszke sie to zmienia. poczatki – wiadomo, „Ale Jestem”, „Joszko Broda”, juz nawet nie jazz a pop jeno. potem pojawil sie w zyciu Ani Marcin Kydrynski i zaczelo sie smecenie dla faworytow Pilsnera (poniewaz jednak Ola K., ktora goraco pozdrawiam, bardzo lubi M. Kydrynskiego, postanowilem juz wiecej go nie krytykowac). a tu nagle w 2003 roku spotykamy sie w warunkach koncertowychi nie dowierzam – Anna Maria Jopek daje CZADU. nie nie, nie to aby postanowila przeszczepic do swej tworczosci doswiadczenia wyniesione ze wspolpracy ze Sweet Noise. ale moze dziewczyna zobaczyla, ze fajnie jest, jak sie troche podreczy uszy sluchacza, a nie tylko uspokaja?

a moze to obecnosc Leszka Mozdzera, ktory przeciez dobrze pamieta chocby ze wspolpracy z Tymonem co to znaczy dysonans i alt granie? zreszta, sporo tu muzykow nalezaloby wyroznic. bo i jest przeciez Marek Napiorkowski, ktory zapodaje kapitalna solowke na gitarze w „Dlon zanurzasz we snie”. sa Miskiewiczowie – Dorota i Henryk. no i akcent zagraniczny, czyli Mino Cinelu, ktory ma swoj moment w autorskiej piesni „Confians”. Anna z duma przyznaje, jak to podwiedzili go Stingowi. no ale wiadomo nie od wczoraj, ze Kydrynski baaaaardzo lubi Stinga.

mozna sie przyczepic, ze co to za koncert, gdzie zerowy kontakt z publika jest. rzeczywiscie, Anna malo sie odzywa. ogranicza sie praktycznie do przedstawienia muzykow. ale wybaczam. zespol daje z siebie wszystko co najlepsze, a Ania spiewa tak, jak zawsze. czyli hulaj dusza, bo tak wlasnie brzmi niebo.

i nawet ten eurowizyjny hiciorek „Ale jestem”, wykonany na koncu, przekonuje. to jednak uroczy numer.

gdyby swiat byl normalny i sprawiedliwy, to by Anna Maria Jopek miala juz deal z, no nie wiem, Blue Note i konkurowala z Norah Jones. ba, „Farat” przekonuje nawet o tym, ze to ona moglaby u Pattona zaspiewac „Sucker… sucker…”. if ya know what I mean.

 

najlepszy moment: DŁOŃ ZANURZASZ WE ŚNIE

ocena: 7,5/10

Leave a Reply