rageman.pl
Film

Sugarland Express

rok: 1974

reżyseria: Steven Spielberg

 

Niezależnie od tego, czy jest się fanem twórczości Stevena Spielberga, czy też nie, nie sposób zaprzeczyć, że jest on absolutną legendą, która od dekad definiuje to, co rozumiemy pod hasłem „magia kina”. Jest tym dla kinematografii, kim był Michael Jackson dla muzyki popularnej, a Disney dla animacji. Choć nawet jeśli nie wiadomo, jak bardzo byśmy się dystansowali od sztuki masowej, prawda jest taka, że każdy z nas wychował się na przynajmniej jednym z jego klasyków i do dzisiaj ma dla niego specjalne miejsce w sercu. „Indiana Jones”. „E.T.”. „Jurassic Park”. „Szczęki”. Ale też poważniejsze filmy, jak choćby „Szeregowiec Ryan” czy „Lista Schindlera”. Większość reżyserów chciałaby mieć na koncie choć jedno z takich arcydzieł, a ten ma ich przynajmniej kilka. Czy zalicza się do nich także „Sugarland Express”?

„Zaraz, co?” Przyznam szczerze, że przed Timeless Film Festival nawet nie wiedziałem o istnieniu tego filmu, będąc przekonanym, że to „Szczękami” Spielberg rozpoczął swój pochód na szczyt. I jestem więcej niż pewien, że jest wiele osób nieświadomych obecności tego tytułu w jego portfolio. A tymczasem, choć pierwsze filmowe dokonania reżysera są datowane na 1964 rok, to właśnie „SE” stanowi jego pełnometrażowy debiut fabularny. Jak to więc możliwe, że film o — jakby nie patrzeć — historycznym znaczeniu, za który nawet zdobył nagrodę w Cannes, jest dziś tak słabo pamiętany?

Cóż, po obejrzeniu „Sugarland Express” zrozumiałem. Postawmy jednak sprawę jasno — to zdecydowanie nie jest zły film; ma swój niewątpliwy urok i jestem w stanie zrozumieć osoby nim zachwycone. Na pewno jest to film dla fanów Spielberga w wydaniu bliższym rzeczywistości — wszak oparty jest na prawdziwej historii młodocianej pary, która, pragnąc odzyskać odebrane im dziecko, ucieka z więzienia, a następnie, w wyniku splotu nieszczęśliwych wydarzeń, porywa policjanta jako przepustkę do osiągnięcia upragnionego celu. I na pewno w żaden sposób Spielberg tej historii nie spłyca, nie nagina jej pod masowego odbiorcę — odważyłbym się stwierdzić, że jest to dość nietypowy dla niego film zarówno w ekstremalnie skromnej formie, jak i wydźwięku.

Ale z drugiej strony — w żadnym stopniu nie jest to kino artystyczne. Nie ma tu ostrzejszych krańców, niczego, co mogłoby oburzyć lub sprowokować jakąkolwiek cenzurę. To kino jak najbardziej bezpieczne, dla widza w wieku od lat pięciu do stu pięciu. Rozumiem też, że mając pościg jako główną oś fabuły, trzeba było trochę tych samochodów pokazać. Ale momentami miałem wrażenie, że ktoś podmienił taśmę w kinie i puścił „Blues Brothers”. I że największą radochę Spielbergowi daje nie kreślenie portretu psychologicznego postaci, lecz zderzanie samochodów ze sobą, jak dzieciakowi bawiącemu się resorakami.

Czy warto więc obejrzeć „SE”? Mimo wszystko tak — choćby dla świetnej głównej roli Goldie Hawn. Dziś trochę już zapomnianej, więc warto sobie przypomnieć, jakim wulkanem charyzmy i energii potrafiła być, choćby właśnie w „Sugarland Express”. A także jeśli kochasz twórczość Spielberga właśnie za ten familijny, disneyowski vibe. Ja, będąc z Lynchowskiego chowu, szukam w kinie trochę większych wyzwań.

 

najlepszy moment: trzeba przyznać, że im bliżej finału tym mniej w filmie komedii a więcej dramatu, a sama końcówka filmu potrafi poruszyć

ocena: 7,5/10

Leave a Reply