rageman.pl
Muzyka

Sting – The Soul Cages

rok wydania: 1991

wydawca: A&M

 

ostatni juz chyba raz o Stingu, bo wiecej fajnych albumow to on nie ma hehe.

a tak powaznie rzecz ujmujac – wyszedl mu ten album. jak juz raczej nigdy pozniej. jeszcze byl w formie po wydaniu „…nothing like the sun”. przynajmniej jesli chodzi o forme muzyczna.

bo z forma psychiczna to ponoc bylo inaczej. NLTS byl dedykowany zmarlej matce, choc tak naprawde jedyny numer tam, ktory nawiazuje do tej tragedii to „be still m beating heart”. na „soul cages”, ktory powstal po smierci ojca Stinga, juz jest inaczej. spokojnie moznaby nazwac TSC koncept albumem, jako ze wszystkie teksty dotycza ojca bylego Policjanta. a konkretnie zamilowania pana Sumnera Seniora do zeglowania. i muzycznie tez sobie ta muzyczka plynie… choc jest to bardzo, ale to bardzo spokojny rejs.

zaczyna sie piekna, celtycka melodyjka wygrywana przez piszczalke. wchodza skrzypeczki, delikatna gitara (tym razem za partie gitar na albumie w calosci odpowiada dominic miller) i uduchowiony spiew stinga. niby numer ktory moglby znalezc sie na kazdym pozniejszym albumie. to juz sting ktory juz nawet nie jazzuje, co zwyczajnie smuci. ale jakze przemujaca tutaj ten facet smuci. tak wlasnie brzmi smutek wyrazony przez dzwieki, gdy zabiera sie za to dojrzaly artysta a nie emo gownazeria. zadne rozdzieranie szat, a powazna refleksja.

niby drugi numer moze dziwic w kontekscie tej plyty, bo „all the time” to kawal popu, ktory przy okazji podciagnal sprzedaz plyty. troszke zwrotki kojarza sie z „you can call me al” paula simona, co oczywiscie zarzutem nie jest. no a refren to juz poezja… ultrachwytliwa sprawa. ale spoko spoko, dalej obracamy sie na wysokim poziomie kompozycyjnym. numer trzeci zas to ” mad about you” z, powiedzmy to glosno, przepieknymi motywami gitary i klawiszy na poczatku. szkoda ze juz prze reszte piosenki ich nie slychac.

potem juz jest spokojniej. czasem bardziej rockowo jak w „jeremiah blues (part 1)” (chociaz tutaj blues w tytule nieprypadkowy w sumie) czy numerze tytulowym, przewaznie jednak bardzo stonowanie. mozna sie pozachwycac instrumentalna miniaturka „saint agnes and the burning train”, mozna sie przejac piesnia o wymownym tytule „why should I cry for you”. a na dodatek wszystko brzmi ultrawybornie, dzieki zastosowaniu innowacyjnego w tym czasie Qsoundu. jesli wyrzucimy z glowy kontekst o nazwie „plyta kolesia od the police”, to mozna naprawde spedzic mile chwile przy tej plycie. no chyba ze ktos w the police uwielbial glownie balladki typu „every breath you take, to tym bardziej mu sie „the soul cages” spodoba.

 

najlepszy moment: ALL THIS TIME

ocena: 7/10

Leave a Reply