rageman.pl
Muzyka

Stanley Clarke – 1,2, To The Bass

rok wydania: 2003

wydawca: Epic

 

znacie Q-Tipa? oczywiscie ze tak, w koncu pisalismy juz o nim tutaj, a i wczoraj przy okazji Beastie Boysow wspominalismy osobnika. Q-Tip to jest gosc. abstrahujac od zajebistosci dokonan solowych czy tez z A Tribe Called Quest, to chodzi przede wszystkim o to, ze typ nie zna granic. jest w stanie nagrac kozacki numer z KAZDYM. pomijajac oczywiste featuringi u raperow, to chyba nie ma gatunku muzycznego, w ktorym q-tip nie probowal swych sil. Korn, REM, Norah Jones, Chemical Brothers, Janet Jackson, Dee-Lite… w swiat jazzu tez wszedl, chocby za sprawa obecnosci na plycie Stanley Clarka.

a Stanley Clarka znacie? byc moze juz niekoniecznie. no chyba ze siedzicie w jazzie, szczegolnie w nazwiskach grajacych na basie. Stanley Clarke to jedno z goretszych nazwisk w tej branzy, a „1,2, to the bass” to juz jego dwudziesty szosty (!) album.

problem w tego typu wydawnictwami tlumaczylismy juz przy okazji omawiania plyt Richarda Bony – chodzi glownie o to, by pan instrumentalista wysuniety na pierwszy plan pokazal co potrafi. tylko ze o ile w przypadku plyt panow gitarzystow jakos mozna to jeszcze przebolec (no chyba ze mowimy o shredderach pokroju malmsteema, ughhhh), tak juz z perkusja czy basem jest znacznie ciezej. linia basu moze dac poczatek fajnej kompozycji, ale sam w sobie melodyjny zanadto nie jest. generalnie nie znam fanow Muzyki, ktorzy sluchaliby plyt basistow. inna sprawa, ze pewnie nie o podbicie list przebojow na tego typu wydawnictwach chodzi.

w tym kontekscie plyta dzis omawiana stanowi mile rozczarowanie. stara sie chlopak. o kazdej piosence da sie cos powiedziec. a czy dobrze – to juz inna sprawa.

przede wszystkim – i to dotyczy wlasciwie wszystkich utworow – wcale az tak nie jestesmy katowani basowymi dzwiekami. tylko w „Touch” bass jest jedynym instrumentem. ale po pierwsze – jest to konkretny popis, ktory powinien docenic nawet laik. po drugie – obcujemy z rejestracja koncerotwa, gdzie odglosy rozentuzjazmowanej publiki stanowia fajny kontrapunkt do poczynan Clarke’a. we wszystkich innych utworach glownemu bohaterowi towarzyszy gro instrumentalistow (i to niekoniecznie, co sie samo cisnie na usta, „zywych” – np w takim ” 'Bout The Bass” slychac fajny elektroniczny beat). przewaznie o nazwiskach egzotycznych, i to nawet w doslownym sensie – vide niejaki Dr. L. Subramaniam w zamykujacym stawke, orientalizujacym „Shanti, Peace, Shalom, Paz”. ale bez gwiazd wiekszych i mniejszych obyc sie nie moglo, w koncu jakos sprzedaz trza jednak podciagnac. dobra, przesadzilem – w koncu nazwisko Vinniego Colaiuta nikomu nic nie mowi. ale jesli slyszac „All The Children” zastanawialibyscie sie kto tak pieknie stuka na perkusji to wiedzcie, ze to wlasnie ten pan. do „Hair” zaproszona zas samego Joe Satrianiego. czyli trafil swoj na swego. ale spokojnie – zamiast zdublowanego onanistycznego popisu instrumalnego obcujemy z normalnym, grooviastym kawalkiem, opatrzonym do tego wokalem (sam Clarke w tej roli). zreszta, to nie jedyny fragment z wokalami. o udziale q-tipa wspominalismy. napisany wspolnie przez panow track tytulowy to najlepsza rzecz na plycie, a i w sumie jeden z bardziej kozackich podkladow jakie trafily pod rymy q-tipa od czasow atcq. zreszta, nawet jakos tak fajnie nawiazuje ten podklad do dokonan tej grupy. ostatnim z utworow opatrzonych wokalem jest „Where Is The Love” z udzialem Glenn Lewisa i Amel Larrieux. tylko ze…

no wlasnie. pomimo iz to cover Roberty Flack to przez natezenie slodyczy rzecz jest niestrawialna. i gowno mnie obchodzi ze zgarneli za ta wersje nominacje do grammy. z arenbi to ja wole jednak ewe sonnet i mroza. niestety, takich wtop jest tu wiecej. choc o ile w przypadku „Simply Said” sprawa rozchodzi sie o nasz stosunek do smoothjazzu (mi tam sie akurat ta melodia mega podoba, no ale ja dziwny jestem), tak juz „I Shall not be moved” to potwor nie-do-przejscia. ja rozumiem, Oprah Winfrey za majkiem, Quincy Jones za konsoleta, jakis tam wazny wiersz na warsztacie. no ale ja pierdole, to jest wieksze kuriozum niz najbardziej niedorzeczne fragmenty Przegladu Piosenki Aktorskiej. straszne.

koneserzy powinni znac. hiphopowcy koniecznie musza wylapac track z Q-Tipem. reszta moze posluchac.

 

najlepszy moment: 1,2, TO THE BASS (feat. Q-Tip)

ocena: 7/10

Leave a Reply