Stanisław Sojka – Radioaktywny
rok wydania: 1989 (reedycja: 1993)
wydawca: Polskie Nagrania
dzis znow o Staszku. ale w diametralnie innym tonie. tak skrajnie entuzjastycznie: Boze, ale Sojka kiedys byl zajebisty!
generalnie mamy tu do czynienia z kolekcja utworow popelnionych przez Artyste podczas czterech roznych sesji dla Polskiego Radia. porozrzucanych bez wiekszego ladu i skladu na plycie, wiec uporzadkujmy je chronologicznie.
najpierw zajmijmy sie sesjami z ’83 i ’87. a to dlatego, ze maja tu po jednym reprezentancie. ciekawe, ze „Jak Dzieci”, najstarszy tu utwor, brzmi najblizej temu czym Sojka zajmuje sie ostatnimi czasy. czyli kraina lagodnosci z wokalem, pianem i genialnym saxofonem (Tomasz Szukalski) w rolach glownych – a wlasciwie jedynych. ale to piekny, chwytajacy za serce utwor, troche nawet swiateczny w nastroju. zgola inne skojarzenia wywoluje „Niebo Oczekiwanie Nasze”. nie wiem czy to kwestia goscinnego udzialu Kory Jackowskiej czy klawiszy (a moze obu tych rzeczy naraz) ale na swoj sposob brzmi to niczym symbiora Sojkowego stylu z… zimna fala. moze nie jest to najlepsze 9 minut na plycie, ale na pewno najbardziej intrygujace, najbardziej zaskakujace. pokazujace, ze Sojke mozna bylo uznac kiedys jak najbardziej za muzyka alternatywnego, prawdziwie poszukujacego i odwaznego.
ale prawdziwa bomba pod tym wzgledem jest siedmioutworowa reprezentacja sesji z ’85. ten material jest… ciezki. nieprzystepny. momentami wrecz, Moj Boze, wsciekly – jak w „Plotkach”. i, co niesamowite, udalo sie to osiagnac praktycznie nie siegajac po tzw rockowe instrumentarium – wystarczy sam wokal, fortepian i perkusja. wyjatkiem genialny „Monolog Pajaca”, gdzie Sojke wspomagaja muzycy Voo Voo (takze sam Waglewski), choc numer w nastroju czerpie wiecej z Republiki. to skojarzenie zreszta powtorzy sie jeszcze tu i owdzie, choc podkreslmy – to tylko skojarzenie. natomiast ogarniajac temat calosciowo to trudno nie pozbyc sie wrazenia, ze Sojka w tym wydaniu wypada niczym (uwaga, kolejny swietny namechecking) Tom Waits jakis. poczatki stricte balladowe, by w polowie lat 80tych uderzyc w absolutnie wlasna nisze, gdzie na plaszczyznach tak aranzacji jak i ekspresji jazz spotyka najprawdziwsza alternatywe, godna fanow tak Beefhearta jak i No Means No (jeszcze nie skonczylem rzucac zajebistymi nazwami). ale wracajac do Waitsa – oczywiscie rowniez Sojka, nawet w tym kontrowersyjnym wydaniu, nie zapomina o graniu lirycznym. i „na mily Bog”, w jak skrajnie przepieknym wydaniu to robi. „Niech caluja Cie moje oczy” – no po prostu jedno z najpiekniejszych wyznac milosnych w polskiej muzyce, fo’ real. nastepujacy po nim „Dobranoc” to, jak zreszta nazwa wskazuje, bardziej wyciszajaca rzecz, ale wciaz potezna.
po tej dawce dwa tracki z ’88 to jak dla mnie juz bonus wlasciwie. choc przypuszczam ze jestem w tej opinii odosobniony- „Absolutnie Nic” dorobil sie statusu przeboju, „Zaczepka Platoniczna tez brzmi przystepnie. to bynajmniej nie krytyka, bardzo lubie Sojkowe hity z przelomu dekad (a ten pierwszy z wymienionych ma sporo w duchu z takiego chocby „Sa na tym swiecie rzeczy”), ale…
troche szkoda, ze dalsze artystyczne losy Sojki juz z Waitsem niewiele maja wspolnego. ile ja bym dal, by znow uslyszec go w takim materiale jak z „Radioaktywnego”. jednej z najlepszych polskich plyt lat 80tych, a moze i nie tylko.
najlepszy moment: NIECH CAŁUJĄ CIĘ MOJE OCZY
ocena: 8,5/10