Soyka – Nr 17
wydawca: Pomaton
Wiem, że to jak walka z wiatrakami, bo mówimy o artyście uwielbianym przez Waszych rodziców i dziadków, ale dziś znów spróbuję Was przekonać do tego, że Staszek Soyka jest cool. Facet nagrywa z Pati Yang (o czym było wczoraj), Nosowską i Natalią Przybysz. Śpiewa z Nick Cave’m. Coveruje Radiohead. Płytę produkuje mu industrialowiec Bodek Pezda. A co najważniejsze – wypada tak samo autentycznie i szlachetnie śpiewając liryki Osieckiej, Jana Pawła II i Dave’a Gahana. Owszem, ostatnio sięga praktycznie wyłącznie po twórczość innych publikując albumy w takiej ilości, że nierealne byłoby przekładanie się jej na jakość. Dlatego też wróćmy na chwilę do czasów, kiedy nazywanie Pana Soyki „Mistrzem” odwoływało się także do jego potencjału songwriterskiego.
Choć zacznijmy jednak omawianie „Nr 17” (jak sama nazwa wskazuje – siedemnastego albumu Sojki) od utworów stanowiących coverami w pełnym tego słowa znaczeniu. Bo zarówno „Uciekaj Moje Serce” (Krajewski/Osiecka), jak i przede wszystkim „Wychowanie” (T.Love) to wybitne interpretacje, najjaskrawsze przykłady jego geniuszu na tym polu, o którym w ostatniej dekadzie można było trochę zapomnieć. Przyznam szczerze, że nadając nowego, bardziej lirycznego i jazz-nastrojowego ducha „Wychowaniu” wzniósł tę kompozycję w moim mniemaniu na wyższy poziom, definiując jej najwłaściwsze brzmienie.
Jeśli chodzi o „pół-covery”: „Allegra ma non troppo”, „Koniugacje” i „A Ty Serce Świeć”, stanowiących „upiosenkowienie” poezji kolejno Wisławy Szymborskiej, Haliny Poświatowskiej i Andrzeja Suryna, także potwierdzają, iż na lata 90-te przypadała najwyższa forma Sojki-interpretatora. Ale solą tego albumu są kompozycje w pełni autorskie. Jak przepięknie otwierający album, natchniony „Nie Ma Drugiej Takiej”. Czy świąteczny w duchu, ale dzięki uniwersalnej aranżacji sprawdzający się o każdej porze roku przebojowy „I Jeszcze Raz”. Lub „In Your Tear”, który poprzez niecodzienne w kontekście Sojki zastosowanie języka angielskiego ma coś z twórczości… Stinga. Intryguje tango w, nomen omen, „Tango Memento Vitae” (choć mi to bardziej podchodzi pod kubański klimat aniżeli argentyński), podobnie jak króciutkie „Ulica Paryska w Warszawie” i „Jesienny Liść” – może nie jakieś wybitne dziełka, ale zbyt urocze, by nazwać je tylko przerywnikami. No i najciekawsza instrumentalnie „Moja Rzeczywistość”, z intrygującą pracą perkusji, dęciakami i gitarową solówką.
Właśnie – pomimo zebrania naprawdę pokaźnej grupy instrumentalistów (m.in. Alek Korecki, Antoni Gralak i Artur Affek) i słyszalnego kunsztu wykonawczego płyta ujmuje nastrojem, kameralną atmosferą, wręcz wyciszeniem. Muzycy grają optymalną liczbę dźwięków, jakby cały czas się pilnując, by nie wygenerować o jedną nutę za dużo. Spory to kontrast w stosunku do ostatnich płyt, które niby zachwycają aranżacjami, ale jest to zachwyt pusty i wymuszony.
najlepszy moment: NIE MA DRUGIEJ TAKIEJ
ocena: 8/10
