rageman.pl
Film

Służący

rok: 1963

reżyseria: Joseph Losey

 

Jak wspomniałem przy okazji recenzji filmu „Pstrąg”, na „Dwóch Brzegach” w Kazimierzu Dolnym miałem okazję zobaczyć trzy filmy Josepha Losey’a. Czas na najlepszy z nich.

Głównych bohaterów dramatu poznajemy już w pierwszej scenie. Tony to majętny młody człowiek samotnie zamieszkujący dom w Londynie. Siedzi w fotelu w pokoju, do którego wszedł Barrett – mężczyzna który odpowiedział na ogłoszenie Tony’ego poszukujące służącego. Prawdopodobnie innych kandydatów brak, tak więc Barrett z marszu rozpoczyna pracę. I początkowo relacja rozwija się w kierunku nie wzbudzającym podejrzeń, może nawet zbyt dobrym, jako że Barrett wydaje się człowiekiem absolutnie oddanym swojej pracy. Jedynie Susan, partnerka Tony’ego, jest sceptycznie nastawiona do nowej osoby w domu Tony’ego. Tony zupełnie nie podziela jej wątpliwości, w związku z czym nie ma problemu z zaakceptowaniem propozycji Barretta, by zatrudnić dodatkową osobę do pomocy. A jest nią Vera, siostra Barretta. A przynajmniej tak deklaruje…

Jest to kolejny film Loseya, którego akcja dzieje się w środowisku klas wyższych. Z tą różnicą , że tutaj wszystko zagrało i całość wciąga od pierwszej do ostatniej sekundy. A może też dlatego, że całość nie ugina się pod ciężarem miliona intryg – można by wręcz rzec, że jest jej bliżej przypowieści (co ma sens o tyle, że mówimy o adaptacji noweli). Przypowieści o tym, że relacja pan i służba to konstrukt wybitnie pusty, który można wywrócić bez większego wysiłku – i który w gruncie rzeczy został trwale podważony przez rozwój cywilizacyjny. Ale można na film Losey’a patrzeć szerzej – jako na krytykę klas wyższych jako takich, gdzie bogactwo i (pozorna) władza wcale nie wynika z mądrości, światłości czy sprytu. W gruncie rzeczy niewiele dowiadujemy się o Barrecie i tym, skąd wziął się w życiu Tony’ego – czy z czasem wyczuł słabość Tony’ego, co wzbudziło w nim chęć stopniowego podporządkowania go sobie? A może to było skrupulatnie, od dawna planowane? I chociaż z definicji Barrett jest postacią negatywną, to trudno jej w głębi serca nie kibicować, jako reprezentantowi „naszej” klasy – klasy, która częściej służy innym – pracodawcom, klientom – niż jest obsługiwana. I która bardzo często widząc kto jest „nad” nią podważa sprawiedliwość świata.

Ale można też patrzeć na film Losey’a jako na genialnie poprowadzoną grę psychologiczną na dwie, a nawet cztery osoby. Nie da się ukryć, że MVP jest tu absolutnie fantastyczny Dirk Bogarde w roli Barretta. Z jednej strony wyczuwasz, że za tą fasadą człowieka w gruncie rzeczy spokojnego i absolutnie oddanego swojemu panu jest coś więcej, ale też nie daje Ci on żadnych powodów by powiedzieć to głośno. Nie chcę zbytnio spoilerować, więc powiem tylko, że rozwój akcji filmu to przede wszystkim Bogarde rozdający karty w grze na poziomie mistrzowskim. Dodając do tego klimat tworzony przez monochromatyczność obrazu i jazzowe wibracje ścieżki dźwiękowej wychodzi nam klasyk, który z jakiegoś powodu nie jest wymieniany w jednym rzędzie z filmami Hitchcocka.

Hitchcock, ale przede wszystkim „Tango” Mrożka, „Parasite”, „Folwark zwierzęcy”. Walka klas trwa od zawsze i końca nie widać. Moja lewacka dusza dopowie: i dobrze.

 

najlepszy moment: na tym poziomie jakości wskazywanie jednego momentu nie ma sensu, tu chodzi o całość

ocena: 9,5/10

Leave a Reply