rageman.pl
Muzyka

Sigur Ros – Hvarf-Heim

rok wydania: 2007

wydawca: EMI

 

zostajemy dalej na islandii. tym razem wydawnictwo sprzed roku, rowniez nienajswiezsze. jesli chcesz wiedziec jak brzmi Sigur Ros w roku 2008, musisz siegnac po „Med su? í eyrum vi? spilum endalaust”.

a czy po Hvarf-Heim warto siegac? mozna, choc niekoniecznie. raczej nalezy to wydawnictwo traktowac jako prezent dla fanow, by umilic im czekanie na normalny album. dwie plytki o formacie EPkowym. na pierwszej – „Hvarf” – mamy 5 niepublikowanych dotad numerow (a scislej: 3 premierowe kawalki i dwa lekko zmodyfikowane kawalki z „Von”), na drugiej koncertowe wersje 6 kawalkow. delikatusnie tu strasznie jest. Salka to wolno plynacy kawalek z wyrozniajaca sie partia dzwoneczkow. ladna melodia, ale na kolana padac powodow nie ma. w Hijomalind juz jest ta przeszywajaca serce sciana dzwiekow, jaka tworza tylko oni (choc trzeba na nia troche poczekac).  I Gaer to rzecz lekko schizofreniczna.  na poczatku melodia jak z pozytywki. ale taki klimat raczej Dziecka Rosemary niz wieczorynki. slychac ze cos sie wydarzy. i rzeczywiscie – pieprzniecie wiosel, a ta nawiedzona pozytywka dalej swoje. potem rzecz sie uspokaja niby, ale dalej jest niepokojaco. jakby nie Sigur Ros, bo przeciez przyzwyczaili nas do niebianskich dzwiekow, takich ktore moga byc soundtrackiem dla zywotu wiecznego tam na gorze. w „Von” najwieksza role odgrywaja skrzypeczki. podniosle to wszystko, kojarzy sie bardzo z „Agaetis Byrjun”. a to bardzo ladne skojarzenie. no i na koniec „Hafsol”. wiem ze ten epitet naduzywam w pisaniu o Sigur Ros, ale nic innego nie przychodzi mi do glowy: sliczny numer, z bombastycznym finalem.

i w sumie wszystko byloby fajnie, gdyby nie druga plyta. nie, nie ze zla. wrecz przeciwnie. na tyle dobra, ze zapomina sie o „Hvarf”. bo mamy tu i „Staralfur” i tytulowy numer z „Agaetis Byrjun”. i dwa najlepsze fragmenty „()” w postaci przeslicznego pianinowego „Samskeyti” i „Vaka”. dodatkowo „Heysatan” z „Takk…” i ponownie „Von”. niby „live”, ale specjalnie zmienione wersje to to nie sa. o odglosach publiki nie ma co mowic. inna sprawa ze Sigur Ros to raczej nie jest zespol wywolujacy wrzawe wsrod publicznosci. zreszta, kto byl na Openerze 2006 czy chocby pare dni temu w warszafce ten wie.

wydawnictwo to ciekawe choc trudno traktowac to jako cos wiecej niz ciekawostke. czesc live za krotka by mowic o koncertowce. dlatego biore pod uwage glownie „Hvarf”, ktory oszolamia, ale niestety nie porywa. ale jak wiadomo, nawet gorszy Sigur Ros to rzecz jak najbardziej godna uwagi. bo to zjawiskowy zespol, ot co.

 

najlepszy moment: SAMSKEYTI

ocena: 7,5/10 

Leave a Reply