Shrek Trzeci

reżyseria: Chris Miller
wiec tak. jak wszyscy wiedza Shrek to taki zielony ogr, ktory podbil serca milionow widzow na calym swiecie. rowniez w polsce. czym? pionierstwem. otoz czesc pierwsza to byla pierwsza animacja postmodernistyczna, jesli mozna to tak ujac. nieustanna zabawa cytatami filmowymi, schematami, gatunkami. efekt koncowy byl taki, ze film byl zarowno dla dzieci, jak i dla doroslych. a moze dla tych drugich nawet bardziej. przy czym kazda z tych grup znajdowala cos dla siebie.
na pierwszego shreka, kurcze blade, do dzisiaj sie nie zalapalem. musze nadrobic zaleglosci. natomiast druga czesc totalnie mnie zmiazdzyla. poszli w extreme, jesli chodzi o temat „postmodernistyczna bajka dla doroslych”. dalej sie nie dalo. wiec oto mamy volte.
scenariusz jest taki, ze shrek wraz z malzonka Fiona probuje zarzadzac kraina Zasiedmiogorogrodu. nieskutecznie. totalnie sie nie odnajduje w temacie. wiec gdy dotychczasowy krol, zamieniony w zabe ojciec Fiony Harold (scena umierania – klasyk) wyjawia fakt, ze po ziemi stapa jeszcze jeden mozliwy dziedzic tronu, ogr nie zastanawia sie ani chwili. wraz z wiernymi kompanami – oslem i kotem w butach – wyrusza w podroz by odnalezc artura. a tymczasem Ksiaze z Bajki, upokorzony w poprzedniej czesci shrekowej trylogii, planuje zemste…
wiec na czym polega wspomniana wolta? na totalnym przeobrazeniu sposobu opowiadania i humoru przede wszystkim. wprawdzie mamy tutaj pare nowych postaci jak czarodziej merlin (tutaj swirniety new age’owiec, czyli jednak mamy dawke dowcipu typu „w krzywym zwierciadle”), ale wiekszosc postaci juz poznalismy. wiec mozna sie skupic na opowiadaniu historii. efekt jest taki, ze zadna postac jakos specjalnie sie nie wybija. ba, wrecz jest ich nawet mniej, zdaje sie. mniej slychac osla, mniej slychac tego ktory wybil sie w drugim filmie, czyli kota w butach.
po drugie. z racji tego, ze teraz niemal kazda animacja stara sie byc kierowana wpierw do doroslych, a potem do dzieci, kazda bazuje na przewrotnosci i cytatach filmowych i muzycznych, tworcy shreka postanowili dokonac rewolucji. cytaty z popkultury w dawce minimalnej. a wiecej zwyczajnego humoru, choc z solidna dawka absurdu. efekt? lepiej niz w shreku 2 nie jest. ale bez odswiezenia formuly mogloby byc znacznie gorzej.
oczwysicie znow dubbing pierwsza klasa. jerzy stuhr juz moze nie oszalamia jak wczesniej, no ale tez rola osla nie jest tak rozbudowana jak kiedys. wciaz jest to najwyzszy poziom. wojciech malajkat w roli kota w butach tez bardzo dobrze. ciekawe, ze w oryginale kotem jest antonio banderas i tam kot jest niemal zupelnie inna postacia. tam latynoski lover, u nas bardziej jako romantyk pokroju grzegorza turnaua. ale i tak niezle. zbigniew zamachowski jako shrek tez niezly, choc to bardziej „zrownowazona” rola, bez dubbingowych szarzy.
zwracaja oczywiscie genialne role drugoplanowe. przede wszystkim Ciastek – piernikowa postac. genialnie zdubbingowana przez tomasza bednarka (heh, jacek from „klan”). reszta obsady to bardziej dubbingowi rzemieslnicy, znajacy sie na tej robocie. choc sa tez epizody gwiazd. wojciech mann pojawil sie juz w poprzednim filmie, tutaj znacznie rozbudowano jego role. jest tez w niewielkiej rolce jego kolega krzysiek materna. no i anonsowana na plakatach tuz obok stuhra i zamachowskiego. slynna tancerka, a przy okazji tez corka bylego prezydenta. aleksandra kwasniewska jako spiaca krolewna. trzy zdania na krzyz. no ale tza film wyprowmowac.
co jeszcze? swietna jak zawsze muzyka. kapitalny cytat z „immigrant song” led zeppelin. pare scen, przy ktorcyh myslalem ze sie posram ze smiechu. reasumujac: choc „shrek 3” nie dorownuje poprzedniej czesci, to i tak warto znow obejrzec ogra w akcji.
najlepszy moment: TROCHĘ TEGO BYŁO
ocena: 7/10
