rageman.pl
Film

Shrek Trzeci

rok: 2007

reżyseria: Chris Miller

 

Więc tak. Jak wszyscy wiedzą, Shrek to taki zielony ogr, który podbił serca milionów widzów na całym świecie. Również w Polsce. Czym? Pionierstwem. Otóż część pierwsza to była pierwsza animacja postmodernistyczna, jeśli można to tak ująć. Nieustanna zabawa cytatami filmowymi, schematami, gatunkami. Efekt końcowy był taki, że film był zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. A może dla tych drugich nawet bardziej. Przy czym każda z tych grup znajdowała coś dla siebie.

Na pierwszego Shreka, o dziwo, do dzisiaj się nie załapałem. Muszę nadrobić zaległości. Natomiast druga część totalnie mnie zmiażdżyła. Poszli w ekstremę, jeśli chodzi o temat „postmodernistyczna bajka dla dorosłych”. Dalej się nie dało. Więc oto mamy woltę.

Scenariusz jest taki, że Shrek wraz z małżonką Fioną próbuje zarządzać krainą Zasiedmiogórogrodu. Nieskutecznie. Totalnie się nie odnajduje w temacie. Więc gdy dotychczasowy król, zamieniony w żabę ojciec Fiony Harold (scena umierania – klasyk), wyjawia fakt, że po ziemi stąpa jeszcze jeden możliwy dziedzic tronu, ogr nie zastanawia się ani chwili. Wraz z wiernymi kompanami – Osłem i Kotem w Butach – wyrusza w podróż, by odnaleźć Artura. A tymczasem Książę z Bajki, upokorzony w poprzedniej części shrekowej trylogii, planuje zemstę…

Więc na czym polega wspomniana wolta? Na totalnym przeobrażeniu sposobu opowiadania i humoru przede wszystkim. Wprawdzie mamy tutaj parę nowych postaci, jak czarodziej Merlin (tutaj świrnięty new age’owiec, czyli jednak mamy dawkę dowcipu typu „W krzywym zwierciadle”), ale większość postaci już poznaliśmy. Więc można się skupić na opowiadaniu historii. Efekt jest taki, że żadna postać jakoś specjalnie się nie wybija. Ba, wręcz jest ich nawet mniej, zdaje się. Mniej słychać Osła, mniej słychać tego, który wybił się w drugim filmie, czyli Kota w Butach. Po drugie. Z racji tego, że teraz niemal każda animacja stara się być kierowana wpierw do dorosłych, a potem do dzieci, każda bazuje na przewrotności i cytatach filmowych i muzycznych, twórcy Shreka postanowili dokonać rewolucji. Cytaty z popkultury w dawce minimalnej. A więcej zwyczajnego humoru, choć z solidną dawką absurdu. Efekt? Lepiej niż w Shreku 2 nie jest. Ale bez odświeżenia formuły mogłoby być znacznie gorzej.

Oczywiście znów dubbing pierwsza klasa. Jerzy Stuhr już może nie oszałamia jak wcześniej, no ale też rola Osła nie jest tak rozbudowana jak kiedyś. Wciąż jest to najwyższy poziom. Wojciech Malajkat w roli Kota w Butach też bardzo dobrze. Ciekawe, że w oryginale kotem jest Antonio Banderas i tam kot jest niemal zupełnie inną postacią. Tam latynoski lover, u nas bardziej jako romantyk pokroju Grzegorza Turnaua. Ale i tak nieźle. Zbigniew Zamachowski jako Shrek też niezły, choć to bardziej „zrównoważona” rola, bez dubbingowych szarż.

Zwracają oczywiście uwagę genialne role drugoplanowe. Przede wszystkim Ciastek – piernikowa postać. Genialnie zdubbingowana przez Tomasza Bednarka (Jacek from „Klan”). Reszta obsady to bardziej dubbingowi rzemieślnicy, znający się na tej robocie. Choć są też epizody gwiazd. Wojciech Mann pojawił się już w poprzednim filmie, tutaj znacznie rozbudowano jego rolę. Jest też w niewielkiej rólce jego kolega Krzysiek Materna. No i anonsowana na plakatach tuż obok Stuhra i Zamachowskiego. Słynna tancerka, a przy okazji też córka byłego prezydenta. Aleksandra Kwaśniewska jako Śpiąca Królewna. Trzy zdania na krzyż. Cóż, trzeba film jakoś wypromować. Co jeszcze? Świetna jak zawsze muzyka. Kapitalny cytat z „Immigrant Song” Led Zeppelin. Parę scen, przy których myślałem, że się posram ze śmiechu. Reasumując: choć „Shrek 3″ nie dorównuje poprzedniej części, to i tak warto znów obejrzeć ogra w akcji.

 

najlepszy moment: TROCHĘ TEGO BYŁO

ocena: 7/10