rageman.pl
Muzyka

Shame On You – Kill All The Comics

rok wydania: 2009

wydawca: Ampersand

 

jedziemy dalej z singlami i EPkami.

Shame On You. fajna nazwa, nie? obczajamy dalej fakty okolomuzyczne. zespol polski, trio, plec zenska na basie, muzycy zajmujacy sie takze teatrem i performensem, blablabla… o, produkcja: Maciej Cieslak (Scianka, jakby ktos urodzil sie wczoraj). to juz cos ciekawego. na tyle, ze czym predzej odpalamy odtwarzacz.

i co? fajno. granie stricte gitarowe, halasliwe, postpunkowe, nie wahalbym sie uzyc nawet sformulowania „indie” gdyby budzilo ono skojarzenia z tym, z czym naprawde powinno sie kojarzyc, a nie z tym co kojarzy sie NME i organizatorom potancowek w klubach. czyli – bardziej Enon niz The Strokes. bardziej Kevin Arnold niz Out Of Tune. a jesli chodzi o klasyke to naprawde lubimy Velvet Underground a nie udajemy.

zreszta ta ostatnia nazwa pada nieprzypadkowo, bo wokal pani basistki, ktory slychac we wstepie do „Tiger” to czysta Nico. i w sumie szkoda, ze tak malo go slychac (jeszcze w tytulowym), nie mowiac juz o tym, ze gdyby moze tak jakies harmonie wokalne… chociaz tak po prawdzie to pod wzgledem, let’s say, technicznym nie wypada on jakos zanadto lepiej od glosu meskiego, dominujacego na plycie. w obu przypadkach ciezko mowic o ladnym wokalu. co w kontekscie takiego grania akurat wada nie jest. wada, wrecz dyskwalifikujaca, jest za to akcent angielski. to „partiiii” w „Gunie”, uojezu… swiatowe granie, a tak polski wokal.

no wlasnie – swiatowe granie. wprawdzie mam wrazenie, ze te 4 piosenki wydaja sie byc lepsze niz sa w rzeczywistosci, to i tak jest to kapela na ktora koniecznie trzeba miec oko. a juz na pewno warto byloby obczaic to na zywo. wspomniany „Tiger”, z tekstem z Williama Blake’a, musi swym posepnym, apokaliptycznym nastrojem wrecz miazdzyc. a instrumentalny „Day Before The Flood” traci gumowatoscia, pozwalajaca w warunkach koncertowych rozciagnac sie do kilkunastu minut. dla odmiany „Gun” moglby byc malutkim indie hitem, gdyby jednak zadbano o ciut lepszy hook. no i to „partiiii”.

watek dla gadzeciarzy: na plytce mamy jeszcze dwa klipy. swietny „Tiger”, wizualnie rownie chory co dzwiekowo. w „Gunie” zas obserwujemy zespol, ktory dopiero co wyszedl z tej samej maszyny co Jeff Goldblum w filmie „The Fly”. tyle ze zamiast z mucha SOY wszedl w interakcje z karta papieru.

 

najlepszy moment: TIGER

ocena: 7,5/10

Leave a Reply