rageman.pl
Muzyka

Shaggy – Boombastic

rok wydania: 1995

wydawca: Virgin

 

koniec Mundialu, czas wrocic do muzycznej rzeczywistosci. ale wakacje totalne za oknem, wiec my dzisiaj posluchamy czegos rownie letniego. bardzo, bardzo letniego.

wykonawcow muzycznych (choc pewnie da sie zagadnienie rozciagnac na inne popularne dziedziny sztui) mozna oceniac z dwoch roznyc parspektyw. sposb zaawansowany: rozkminiamy plytydlugograjace, idziemy na koncert, ogarniamy wywiady badz artykuly w prasie branzowej. sposob na niedzielnego fana: wylapujemy single w radiu badz telewizji, sluchamy co maja do powiedzenia inni muzofani, czytamy Pudelka. czasem obraz wykonawcy z tych dwoch perspektyw moze sie bardzo roznic.

no bo wezmy takiego Shaggy’ego. kto to wlasciwie jest? koles od piosenki z reklamowki Levisa? przerobek typu „Oh Carolina” czy „In The Summertime”? typ od dwoch skrajnie irytujacych przebojow przelomu wiekow, czyli „Angel” czy „It wasn’t me”? a moze facet, ktory nagrywal tracki z Ali G, maskotka Euro 2008 czy prezenterem niemieckiej Vivy? czy ktos taki moze miec fanow „na powaznie”, kupujacych jego plyty, propsujacych go na last.fm’ie badz fejsbuku? koncerty? tak, ponoc takowe gra, chyba przeciez nawet na Coke Music Festival gral, ale byl ktos z wlasnej woli na koncercie Shaggy’ego?

a jednak statystyki nie klamia. jak wyliczyl „Tygodnik Kibica”… tfu, jak podaje Wikipedia – Shaggy nagral az 8 albumow dlugograjacych. do najpopularniejszych naleza piata, „Hot Shot” (ta od „Angel” i „It wasn’t me”) i „Boombastic”. przyjrzyjmy sie tej drugiej?

co sie okazuje? ano to, ze da sie tego nawet sluchac. pewnie, nawet jesli jest to reggae badz dancehall to w tak lajtowo popowej odmianie, ze Sean Paul jawi sie przy niej niczym Obronca Hardkoru. faktem tez jest to, ze najnosniejsze momenty Shaggy zawdziecza tutaj innym wykonawcom. bo zarowno „In The Summertime”, „Day-O” jak i „The Train Is Coming” to covery, a „Boombastic” i „Something different” silnie opieraja sie na samplach. tez nie byloby tak milo, gdyby nie goscinne zaspiewy ziomkow Shaggy’ego (raczej anonimowych). jego songwriterskie skillsy zatem moga pudzic podejrzenie.

ale jesli pogodzic sie z faktem, ze Shaggy nowym Bobem Marleyem nigdy nie bedzie to da sie przezyc. no przeciez track tytulowy – to klasyk nad klasyki. sentyment do lat 90tych to jedno, ale jesli ktos przy dzwiekach tego numeru nie chce momentalnie ruszyc we flirciarskie tany to znaczy ze cos z nim nie tak. „”Something different” ma ciut fajansiarski refren, ale i tak robi o wiele lepsze wrazenie niz hity z „Hot Shot”. „Jenny” ma tak popowo wygiety refren, ze nawet Mike „The Streets” Skinner by sie uklonil w podziwie. a jest jeszcze druga strona medalu, czyli numery pokroju „Forgive Them Father” czy „How Much More”. ktos powie ze to zwykle wypelniacze, dla mnie bardziej swiadcza o tym, ze mimo wszystko tkwi (tkwila?) w Szagim ta Jamajka najprawdziwsza. w dawce mniej nisz minimalnej moze, ale jednak.

nie taki zatem rozczochrany diabel straszny. da sie sluchac gdy leci w tle.

 

najlepszy moment: BOOMBASTIC

ocena: 6,5/10

Leave a Reply