Sepultura – Beneath The Remains
rok wydania: 1989 (reedycja: 1997)
wydawca: Roadrunner
pominelismy przejsciowa „Schizophrenie”, czas na pierwszy swiatowy album. podpisanie papierow z Roadrunnerem nie musialo miec specjalnego wplywu na historie Sepultury czy konkretnie tego albumu (w koncu Roadrunner w tym czasie nie byl jeszcze specjalnie wielka firma). ae fakt, ze ow firma wylozyla hajs na klasowego producenta – juz tak.
bo wreszcie brzmi to granie Sepultury konkretnie. choc umowmy sie – raczej mowimy o standardach metalowych lat 80tych. Scott Burns odpowiadal tez za brzmienie plyt Death czy Obituary, wiec jesli lubicie klimat brzmieniowy takowych produkcji – witajcie w domu.
lepszemu brzmieniu towarzyszy jeszcze lepsze wykonanie. najwyrazniejszy przyklad – bebnienie Igora. do reedycji dolaczono sciezki perkusyjne do „Inner Self” i „Mass Hypnosis”, dzieki czemjak na dloni widac, jakie chlopak poczynil postepy. ale dotyczy to tez pozostalych muzykow. Andreas Kisser juz tu udowadnia, ze jest jednym z bardziej niedocenianych wioslowych w metalu. a Max Cavalera wydziera gebe wreszcie na tym poziomie, do jakiego nas przyzwyczail. nigdy niespecjalnie nie przepadalem za growlem, a i hardkorowe wydarcie na dluzsza mete mnie meczy. a jednak sposob ekspersji Cavalery, bedacy na styku tych dwoch metod, nigdy mi nie przeszkadzal jakos. a wrecz przeciwnie.
a piosenki? tez wreszcie sa. „Inner Self” to juz klasyk jak sie patrzy, ktory spokojnie mozna postawic obok „Seasons In The Abyss”. zreszta, w klimacie calkiem podobne. w ogole poczatek albumu naprawde zapada w pamiec. track tytulowy zaczyna sie calkiem sensownym intro, a z kolei refren brzmi jakby powstaly z mysla o koncertowym skandowaniu. „Stronger Than Hate” zwraca uwage goscinnymi chorkami wokalistow Atheist i Obituary. najs. natomiast „Mass Hypnosis” to najlepszy dowod na to, ze czasy spiewania ku czci rogatego juz dawno za nimi. dalsze numery juz jakimis bardziej intrygujacy hookami nie epatuja, ale i tak w porownaniu z „Morbid Visions” to parenascie poziomow wyzej.
i tylko jedno wlasciwie przeszkadza. Slayer wciaz odzywa sie tu i owdzie, ale w mniejszym stopniu. to dobrze. zle, ze do zrodel bardzo wyraznych inspiracji doszla Metallica. przychylniejszy wariant kaze mowic, ze tak po prostu brzmi thrash, a „Beneath The Remains” to jeden z klasykow tego gatunku. spoko. ale pozniejsze plyty Sepy pokaza, ze ekipa Cavalerow moze byc klasykiem na wlasnych prawach. wiec jednak pol punkta w dol.
najlepszy moment: INNER SELF
ocena: 7/10