rageman.pl
Muzyka

Rollins Band – Weight

rok wydania: 1994

wydawca: Imago

 

po rozmaitych peturbacjach – obiecana notka o „Weight”.

teoretycznie specjalnie sie ta plyta od wydanego 2 lata wczesniej „The End Of Silence” nie rozni. pomysl na to granie taki sam. podobny stopien wscieklosci, Heniek tez raczej zadnych modyfikacji do swego patentu na wokalizy nie wprowadzil. a jednak – teraz uznaje, ze jednak to ten album bardziej mnie chwyta, bardziej buja. moze to wplyw nowego basisty, terminujacego wczesniej w jazzowych kapelach, dzieki czemu jeszcze wyrazniejszy jest pierwiastek hendrixowski w tym graniu? a moze chodzi po prostu o bardziej zapamietywalne piosenki?

przede wszystkim „Liar”. nie tylko bez watpienia najpopularniejszy numer Rollins Band, ale nie oszukujmy sie – tez chyba najlepszy. nie aby jakos specjalnie wyrozniajacy sie w repertuarze tej kapeli – tu tez wsciekle fragmenty (refreny) sa dynamizowane gadanina Rollinsa na spokojnie brzdakajacym tle. ale tutaj ten jego sposob na interpretacje tekstu przybiera najbardziej wciagajaca forme. klasyk, zwlaszcza w polaczeniu z teledyskiem.

ano wlasnie, teksty. tym razem zespol postanowil wszystkie umiescic w ksiazeczce. co bylo dobrym posunieciem, rowniez dla muzyki zawartej na albumie. bo majac jak na dloni te liryki mozna nie tylko zrozumiec geniusz przekazu rollinsa, ale takze dostrzec, jak w cudnej symbiozie funkcjonuje ten mesydz z muzyka. opowiesc o Klamczuszku znow najlepszym przykladem. ale wezmy np zamykajacy stawke „Shine”. byc moze najbardziej pozytywna (pozytywistyczna?) rzecz nie tylko na plycie, ale w repertuarze Henka w ogole. dostrzez, jak zajebiscie na tle funkujacego niemal podkladu wypadaja slowa Henry’ego. „This time is real. Your time is now. It’s hero time!”. czas by swiecic.

„Suicide? Sorry man I’m not the type” z „Shine” szczegolnie przekonujaca brzmi w kontekscie daty wydania albumu. calosc nagrywano w ’93, ale produkt finalny ukazal sie na rynku 12 kwietnia roku nastepnego. pare dni po samobojczej smierci Cobaina. intrygujacy zbieg okolicznosci. tym bardziej, ze sa na tej plycie teksty bardziej bezposrednio odwolujace sie do muzycznego showbizu. jak „Icon” czy wymierzony chyba bardziej w gwiazdy rapu „Civilized”. z ciekawszych fragmentow, tak muzycznie jak i tekstowo, warto wymienic drugi singiel „Disconnect” czy „Fool” z calkiem melodyjna (jak na Rollinsa, rzecz jasna) linia wokalna.

wydaje mi sie, ze i tak najfajniej ta muzyka musi wypadac na koncertach. ale plyte tez trzeba znac.

 

najlepszy moment: LIAR

ocena: 8/10

Leave a Reply