rageman.pl
Muzyka

Roisin Murphy – Overpowered

Roisin_Murphy_-_Overpowered_album_coverrok wydania: 2007

wydawca: EMI

 

Madonna? Kylie Minogue? Lady Gaga? Kate Perry? Rihanna? Doda? naaah, Krolowa jest tylko jedna. dzis wlasnie o niej.

ok, nie abym robil z siebie psychofana boskiej obywatelki Irlandii – znajomosc Moloko jednak ograniczylem glownie do singli, debiut solowy zaledwie obil mi sie o uszy, a na zadnym z licznych koncertow w Polsce nie bylem. ale w „Overpowered” wsiaklem. to jest Pop bedacy esencja tego, co w tym gatunku uwielbiam. uniwersalnie (tj podobajace sie zarowno najglupszej, jak i najbardziej inteligentnej osobie w twym towarzystwie) obezwladniajace melodie w przepysznych aranzacjach, stanowiacych pole do popisu dla krytykow i wszstkich tych, ktorzy lubuja sie w rozkladaniu Muzyki na czesci pierwsze. a to wszystko podane przez Osobowosc, bardziej prawdziwa niz niejeden zespol z gitarami.

„You Know Me Better”, przede wszystkim „You Know Me Better”. ten numer = Szczescie, od pierwszej do ostatniej sekundy. stosunkowo prosty bit, ale misternie opleciony dzwiekowymi bajerami, synthami, jakimis dziwnymi meskimi wokalami no i przede wszystkim firmowym wokalem. a refren… now, that’s what I call R-E-F-R-E-N. to juz nawet nie jest podklad do parkietowej radosci, to soundtrack do Radosci sensu stricto. takie dzwieki rozbrzmiewac powinny w najlepszych chwilach zycia, gdyby ow zycie bardziej przypominalo film. reasumujac – jeden z najlepszych singli minionej dekady, stajacy w szranki z ejtisowymi szlagierami.

jakby to powiedzial Franciszek Smuda, poprzedzajacy „YKMB” numer tytulowy tez miekkim chujem robiony nie jest. a moze pod wzgledem aranzacyjnym stanowiacy nawet wieksze wyzwanie. bo znajdzcie jeden z drugim tak klasycznie wrecz chwytliwy kawalek, na ktory skladaja sie tak niechwytliwe teoretycznie elementy. „bzykadelko” idace w parze z bitem brzmi wrecz odstreczajaco, a wokal Roisin brzmi chlodno jak rzadko kiedy (choc biorac pod uwage liryki to bardziej pasowaloby „teskno”, ale w tym przypadku to synonimy niemalze). gdyby zalozyc, ze Depeche Mode to odwolanie z rodzaju szlachetnych, to „Overpowered” moze sie rownac z najwiekszymi hitami Gore’a i spolki.

a dalej tez dzieje sie cudnie. „Cry Baby” to rzecz tak przesiaknieta cowbellem, ze az mozna go podejrzewac o inspiracje wiadomym numerem The Rapture. „Footprints” to funk az kipi, tryska i nie bierze jencow. „Movie Star” nie bez powodu zas porownuje sie do Goldfrapp, ale czy to od razu wada musi byc? „Let Me Know”, kolejny banger z partia pianinka brzmiaca, jakby za kazdym odtworzeniem tego numeru wbijala sie do niego z innej czasoprzestrzeni. dla odmiany „Scarlet Ribbons”, choc slicznie balladuje, kaze tez niesmialo zapytac… rege? a, i nie zgadzam sie, ze dwa bonusowo dolozone numery („Body Language”, „Parallel Lives”) nie tylko psuja klimat pieknie zamknietej „Scarletem” calosci, ale i jakosciowo odstaja. spokojnie znalazlbym im miejsce we wczesniejszej partii plyty, chocby kosztem nie-az-tak-bardzo przekonujacych mnie „Primitive” czy „Dear Miami”.

to wciaz absolutnie przykra dla mnie sprawa, ze w 2011 roku wciaz trzeba co poniektorych (wciaz tego doswiadczam) przekonywac o zajebistosci Popu, ba – o traktowaniu go w powaznych kategoriach. ile jeszcze takich plyt jak „Overpowered” musi powstac, by RUNELY MURY?

 

najlepszy moment: YOU KNOW ME BETTER

ocena; 8,5/10

Leave a Reply