Roger Waters – The Pros And Cons Of Hitch Hiking
rok wydania: 1984
wydawca: Harvest
witajcie drodzy studenci. wczoraj mowilismy o Rogerze W., wiec pociagnijmy ten watek. dzis chcialbym Wam zarekomendowac…. hmmm, no nie do konca. omowmy po prostu debiutancki album pana Watersa.
bylo ponoc tak. roger w przyplywie tworczej weny stworzyl dwa koncepty na albumy, po czym sprezentowal je jeszcze wtedy swoim kolegom z zespolu. gilmour i spolka przyjeli pomysl na opowiesc o Pinku. tak powstala „Sciana”. odrzucili zas idee albumu, ktora potem zaowocowala pierwszym solowym krazkiem Watersa po odejsciu z PF. to ten dzis omawiany.
obrzydliwa okladka, nieprawdaz? dupcia moze i fajna, ale calosc koszmarna. sluchajac samej muzyki w sumie trudno sie dziwic, ze Gilmour i spolka byli na Nie.
po pierwsze – koncept. otoz chodzi o jedna noc z zycia kolesia, ktoremu glos uzyczyl autor plyty. bohater nasz lezy tuz obok zony. sni mu sie ze jedzie autostopem, zabiera kolesia-psychola i niunie, ktora koniec koncow chce przeleciec (nawet adekwatne odglosy zenskie sa! fajne!). ale to jeszcze nic, bo potem pojawiaja sie jeszcze arabowie, dobroduszna kelnerka i kierowca-kowboj. a na koncu sie okazuje, ze glowny bohater bardzo kocha swoja zone tak naprawde. uhm. aha. a mi sie wczoraj snilo, ze chodzilem z wlasna ciocia, ladna skadinad kobieta. a pare dni temu snilo mi sie, ze Pan Duze Pe napadl na woz z pieniedzmi. ja pomagalem policji go scigac, po czym go udalo sie zlapac, choc skubany nie wiedziec czemu nie chcial oddac sie w rece policji. wiec robilem za negocjatora i wytlumaczylem mu, ze wcale nie jest chujowym raperem, ze ten numer z Mezo to nie byl taki zly, a przeciez i Tede nagrywal z Kukulska i jesli bedzie ciezko pracowal to odzyska credibility. niestety nie wiem jak mi te negocjacje wyszly, bo sie obudzilem.
widzicie, rzecz w tym, ze kogo obchodza czyjes sny, nawet najbardziej osobiste badz abstrakcyjne? ja opowiadzalem na forum publicznym pierwszy raz i juz czuje ze zaluje. okej, Lynch pomysly na swoje filmy tez bierze ponoc ze snow. ale przynajmniej potrafi to przekuc na fajny film. debiut Watersa to bardzo sredni album. nawet ciezko powiedziec aby to byl album muzyczny, bo to bardziej jak sluchowisko brzmi. aktorzy, dzwieki rozne, melodii czy po prostu Muzyki w tym jak na lekarstwo. wlasciwie jedyne fragmenty jakie potrafia zaintrygowac to pomykajaca tu i owdzie gitarka samego Erica Claptona i dwa numery: tytulowy i „Every Stranger’s Eyes”. w tym pierwszym przypadku trzeba jednak zaakceptowac fakt, ze koles od takich numerow jak „Money” wstawia teraz do refrenow soulowe chorki z, za przeproszeniem, dupy.
coz, zwazywszy na to, ze obracajac sie w tej samej stylistyce Waters potrafil stworzyc tak sympatyczny album jak „Amused To Death”, bez zalu mozna krytykowac opowiastke o autostopie. zreszta, co taki milioner moze wiedziec o urokach i wadach autostopu. magister autostopowicz sie znalazl, kurwa.
najlepszy moment: THE PROS & CONS OF HITCHHIKING
ocena: 5,5/10