rageman.pl
Muzyka

Replicants – Replicants

rok wydania: 1995

wydawca: Zoo Entertainment

 

dopisujemy kolejny rozdzial do ksiazki „Subiektywna historia rocka wg ragemana”.

wciaz jestesmy w temacie klasyki, chociaz nie do konca. otoz taka sympatyczna historia. znacie zespol Tool? znacie. a wiecie ze mieli kiedys innego basiste niz obecny? mozecie nie wiedziec. koles nazywa sie Paul D’Amour i jak opuscil Toola to zalozyl kapelke, co sie nazywala Replicants. taka alternatywna supergrupa, bo grali w niej m.in. Ken Andrews (m.in. Failure, Year Of The Rabbit) czy Chris Pitman (obecny perkman Guns’N’Roses). idea byla taka, ze covery robimy. niestety, inwencji starczylo na jedna plyte. ale bardzo udana, dlatego o niej mowimy.

cos jest takiego, ze jak za covery zabiora sie muzycy Toola, to jest nietypowo. np A Perfect Circle i „eMotive”. tutaj podobnie. bo po pierwsze – dobor numerow. jesli byscie chceli przerobic Pink Floyd to ktory numer by to byl? przypuszczam ze wybor „Ibiza Bar” bylby rzadszy niz wlosy na glowie Majdana. a jednak sie replikantsi tego podjeli. nie mowiac juz o tym, ze przypuszczam ze polowa respondentow  zapewne numeru nawet nie kojarzy. a „the bewlay brothers” davida bowiego?

czyli nietypowy dobor piosenek, chociaz dobrani wykonawcy juz moga byc bardziej kojarzeni. lennon, gary numan, neil young, the cars, t.rex… nietypowe mamy tez podejscie do tych numerow.  chociaz tutaj akurat skojarzenia z a perfect circle sie koncza. bo u tamtych co cover to byla inna bajka. a replicantsom udalo sie wyrobic wspolna mysl, wspolny styl. alternatywny rock, troszke ushoegaze’owiony, nasaczony elektronika. plus oniryczny, jakby znudzony wokal. daje to fajny efekt w numerach, ktore w oryginale nic z powyzszym opisem wspolnego nie maja. np „silly love songs” wingsow (ci od mccartneya – fajnie ze mozemy znow wspomniec o beatlesach, co nie?), gdzie goscinnie udziela sie pan maynard james keenan, owczesny kolega d’amoura z macierzystego zespolu. i jest bardzo fajnie. jednak prawdziwa bomba czai sie pod numerem 5. tutaj czai sie z kolei kompozycja kolegi mccartneya – johna lennona. „how do you sleep?”, czyli historyczny juz diss na macca. powiem tak: The Beatles to swietosc. NIE MA OPCJI by przebic oryginal,a przy okazji latwo o profanacje. mysle jednak, ze lennon, gdyby dozyl premiery plyty replicantsow, to by przybil piateczke czlonkom replicants. oryginal mowi ci (o ile nazywasz sie paul mccartney, oczywiscie) subtelne, ale jednak dosadne Fuck You. wymierza subtelny policzek na tle bunczucznych smykow. wolno snujaca sie wersja the replicants sprawia, ze naprawde czujesz sie niepewnie kladac sie spac.

co jeszcze? bossostwo muzyczne chodzi na tej plycie parami. jest lennon i macca. jest pink floyd, ale tez i pierwszy jego lider. „no good trying”, solowy syd barrett. czyli wyziew genialnego, choc w fazie ostrego chaosu, umyslu. i tak tez brzmi cover. wspomniany david bowie, ale cover po prostu przypomina nam o genialnej melodii tego numeru. monumentalna sprawa. „cinnamon girl” neila younga. chyba najbardziej oczywisty numer tej plyty. nie jest to tak kopiace dupe jak wersja type o negative, ale tez zdecydowanie nie ma wstydu.

ja mysle ze warto kupic. o ile gdziekolwiek to znajdziecie, bo to jednak rarytas w chuj jest. na jarmarku to kupilem kiedys, sam nie wiem czemu. ale nie zaluje. a tak swoja droga, przewrotnosc losu. „silly love songs” sluchalem kiedys w konkretnych okolicznosciach. no i wlasciwie nic wam w zwiazku z tym wiecej nie opowiem, ale jakby to powiedzial moj nygus Ice Cube: „today was a good day”. bijaaaaaaacz!

 

najlepszy moment: HOW DO YOU SLEEP?

ocena: 7,5/10

Leave a Reply