Renata Przemyk – The Best Of
wydawca: Sony
oficjalnie to Tori Amos uchodzi za „Leonarda Cohena w spodnicy”. jesli mialbym szukac zenskiego odpowiednika Cohena w Polsce, to pierwsza na mysl mi przychodzi Renata Przemyk. ostatnio cicho o tej Pani jest, warto przypomniec jej postac.
wydany 6 lat temu skladak spelnia wszystkie wymogi jakie powinien miec album typu Best Of. czyli singlowy przekroj przez cala tworczosc plus niespodzianki. natomiast jesli chodzi o sam moj odbior tego albumu to mam z tym problem. nie bede ukrywal, ze poczatkowe dokonania Renaty (tzn te spod szyldu Ya Hozna) troche mnie odrzucaja. moze to bylo oryginalne, nawiazujace do chlubnej historii „polskiej poezji spiewanej”… ale dla mnie takie numery jak „Kochaj mnie jak wariat” czy „Az po grob” brzmia pretensjonalnie, kiczowato wrecz. jesli ma to jeszcze ultraprzebojowy potencjal – jak w „Babe zeslal Bog” – to jest wszystko okej. pojedyncze piosenki na tego typu albumie – spoko. ale po pierwsze albumy Renaty raczej nie siegam i dobrze mi z tym.
z czasem, choc „akordeonowa” stylistyka niby ta sama, to nabieraly te dokonania pewnej dojrzalosci, refleksyjnosci. juz nie numery do zadzierania kiecki, a popadniecia w zadume. az nagle pojawila sie plyta „Andegrant”, ktora przyniosla Renatke w paru nowych obliczach. pierwsze to te z wysunieta do przodu gitarami, nierzadko metalizujacymi wrecz („Zero (Odkochaj Nas)”). obrazac wrzucaniem do gotyckorockowego worka nie bedziemy, ale rzeczywiscie Przemyk w takim wydaniu mogla sie podobac publice Castle Party i tego typu eventow.
jeszcze ciekawsze byly numery z silnym liznieciem elektroniki, takiej z triphopowyc rejonow. najlepszy przyklad dwa single z „Hormonu” – „Zazdrosna” i „Zapach”. pierwszy, z cudnym „wolaniem” Przemyk w czyms-na-ksztalt-refrenu, jest chyba najlepszym polskim tekstem (w dziale Muzyka, oczywiscie) dotyczacym uczucia zazdrosci. spiewa kobieta i z jej punktu widzenia sprawa jest przedstawiona, ale spokojnie facet, niekoniecznie gejujacy, moglby sie pod tym podpisac. natomiast „Zapach” to rzecz wykradnieta z albumu zapomnianego dzis zespolu Hedone. zwazywszy na inspiracje tyc drugich nie bedzie zbytnim uproszczeniem jesli powiemy, ze wyszedl lekki depeche mode.
no i tym samym przechodzimy plynnie do podpunktu „bonusy”. czyli wlasciwie numery, w ktorych Przemyk udzielila sie goscinnie. trza przyznac, ze miala dziewczyna szczescie do duetow. o „Zapachu” mowa byla, czas na „Filigrany i moriole”, popelniony z inna, tez juz dzis znana wybrancom artystka zwana Fiolka. lansowanie jej swego czasu na „polska Bjork” bylo oczywiscie marketingowym naduzyciem, choc dobrze obrazujacym mozliwosci pani Fiolki. co slychac w „FIM” – ten podklad, cudownie orientalizujacy (tyle ze tym razem to chyba bardziej Balkany-inspirated, zwazywszy na pochodzenie Fiolki) spokojnie moglby sie znalezc na „Homogenic”, mym skormnym w chuj zdaniem. no i aspekt wokalny – choc w tej kwestii trza posluchac innyc songow Fiolki. bo w „Filigranach” show kradnie Renata, wspinajac sie na absolutne wyzyny swoich mozliwosci. cudo.
no i na sam koniec gwozdz programu – premierowa piesn „Kochana” popelniona z wciaz pamietana Kasia Nosowska. nie bede ukrywal – dla mnie najlepszy numer z repertuaru Przemyk. to co dziewczyny…. ekhm, kobiety wyprawiaja w refrenie to jest FUCKIN’ MASTERPIECIE. trzeba posluchac, juz, zaraz, teraz, klikajac w link ponizej.
Renata rulez. nie w kazdym numerze, ale niech minusy nie przyslonia nam plusow!
aha, poniewaz Wielkanoc idzie, to smacznego jajka Wam zycze i spokoju. i celebrujcie lato, ktore w tym roku nastapilo juz po zimie. a my widzimy sie w poniedzialek. tez musze odpoczac, ok? ale wynagrodze Wam to oczekiwanie.a zwazywszy na to, ze staram sie, by nastepujace po sobie notki mialy jakis logiczny zwiazek, powinniscie domyslec sie, co Was czeka w przyszlym tygodniu. dla podpowiedzi: „H”.
najlepszy moment: KOCHANA (feat. Kasia Nosowska)
ocena: 8/10
