rageman.pl
Inne

Rekapitulacja roczna – 2017

By tradycji stało się zadość – krótkie podsumowanio-przeglądo-rachunek sumienia za ostatnie 12 miesięcy.

O ile 2016 rok, pomijając wysyp pożegnań z tym łez padołem zarówno wśród najbliższego otoczenia, jak i świecie kultury, był dość stabilnym rokiem, tak 2017 najkrócej można by opisać emocjonalnym rollercoasterem. A gdyby zamiast dwóch słów użyć jednego, to bym określił go mianem roku weryfikacji. Weryfikacji relacji, marzeń, nadziei. I ciut bolesny, niemniej niezbędny powrót na ziemie. Nic to, dust off my shoulders, troski ograniczamy do niezbędnego minimum, focus tylko na to co istotne i jedziemy z 2018 rokiem. Spore plany, ale żeby już nie brnąć w pamiętniczkowość – przejdźmy do sedna, a o tym czy udało się te plany zrealizować opowiem Wam w następnym podsumowaniu.

 

 

WYDARZENIE ROKU

Wiadomo, to było bardziej „pewne niż techno w Trendzie” . Tak, to był bez wątpienia dla wszystkich Twin Peaksowych freaków najważniejszy rok od lat. Upragniony, wręcz wymodlony Trzeci Sezon Twin Peaks.

Trzeba zmierzyć się z tym pytaniem. Czy warto było czekać?

Z bardziej rzeczową odpowiedzią wolałbym wstrzymać się do omówienia wydania na Blu Ray’u, które w końcu do mnie dotarło (tak, wymiguję się od odpowiedzi), tutaj ograniczmy się do ogólników. To co na pewno można powiedzieć – TAKIEGO trzeciego sezonu nikt się nie spodziewał. Jeśli „Fire Walk With Me” na skali twinpeaksowości leżało dość daleko od Oryginału, tak trzeci sezon wyrzuciło totalnie poza tę skalę. Oczywiście od początku wiadomo było, że zgrywanie głupa pt. „jak to minęło 25 lat?” ani nie będzie możliwe, a tym bardziej nie leży w naturze Davida Lyncha. Niemniej takiego scenariusza, a przede wszystkim takiej formy nie przewidziałby absolutnie nikt. Trzeba jednak z niemałym smutkiem odnotować, że wśród mnogości epitetów jakimi dotychczas określano świat Twin Peaks pojawił się nowy, dość często używany, a kiedyś wręcz nie do pomyślenia – „irytujący”. Owszem, drugi sezon miał wyraźnie słabe momenty, ale ich nieatrakcyjność nie była nigdy tak intencjonalna jak w przypadku tegorocznego revivalu. Mówiąc wprost – Lynch nigdy nie wystawił swojej publiki na tak ciężką próbę nerwów jak w tym przypadku. I nie ogranicza się ona tylko do skądinąd Bogu ducha winnego Dougiego. Znam osoby, które tego trzeciego sezonu zwyczajnie nie uznają. Rozumiem to i szanuję. I choć na pewno do tej grupy nie należę, to uczciwie muszę przyznać, że do dnia dzisiejszego zastanawiam się, co ja właściwie obejrzałem między majem a wrześniem.

Honorable mention: tym razem wojaże zagraniczne wybitnie skromne, niemniej trip Litwa-Łotwa-Estonia był nad wyraz sympatyczny. Cieszę się też, że 2017 okazał się nawrotem zajawki na muzykę w wersji live, ale o tym w innym akapicie.

 

ROZCZAROWANIE ROKU

 

World Press Photo za to zdjęcie powyżej nie dostanę, ale chciałem je tu wstawić bo stanowi wycinek ważnej dla mnie części tego, na co się dla mnie złożył zeszły rok. Starałem się na tym blogu zawsze być jak najdalej od polityki, ale może to jest ten moment aby zrobić wyjątek. Bo tak, sytuacja jest wyjątkowa. I dla mnie przerażająca. Rządzą nami dyletanci, którzy chcą nas wyprowadzić – nie z Unii Europejskiej, a z cywilizowanego świata, otwartego na Inność – rasową, religijną, seksualną. Być może nawet każdą? Bez prawie jakiegokolwiek dialogu. A najgorsze jest to, że robią to w pełni legalnie, jako konsekwencja wyboru którego dokonała większość w tym kraju. I to jest dla mnie najsmutniejsze, obserwując nastroje jakie panują na ulicach, nawet w najbliższym otoczeniu. A co najgorsze, tak jak zawsze z zachodnimi trendami jesteśmy lata do tyłu, tak tutaj idziemy łeb w łeb z tym co dzieje się na świecie. Przesada? Skłonność do konfliktów zbrojnych to nie jest coś, co zostało już wyplenione wraz z rozwojem cywilizacyjnym. A trzeba być wyjątkowo naiwnym by wierzyć, że ani Putin, ani Trump, a tym bardziej extremiści religijni nie byliby skłonni wcisnąć przysłowiowego czerwonego przycisku.

Honorable mention: o pożegnaniach w świecie kultury nie chcę pisać, bo trąci to „Rozczarowaniem Roku w Tylko Rocku” (wtajemniczeni wiedzą ocb), choć muszę odnotować że śmierć Chrisa Cornella wyjątkowo mnie rozwaliła. Dodatkowo 2017 rok to chyba ten rok, kiedy moja zajawka piłka nożną ograniczyła się do minimum. Za dużo w tym pieniędzy, a za mało sportowej rywalizacji i męskich jajec. No i już zupełnie przestałem wierzyć, że Arsenal wygra mistrzostwo kraju za rządów Wengera.

 

ZIOMKI ROKU

To moja ulubiona kategoria w tym roku, bo można by w niej rozpisywać się bez końca. Nie to abym miał tylu muzykujących znajomych. Po prostu ci których mam wyjątkowo się sprężyli i nagrali w tym roku mnóstwo GENIALNEJ muzyki. I szczerze mówiąc mam ogromny problem z wyborem Tego Jedynego albumu. Ale skoro muszę, to decyduje się na „Rite Of The End” Stefana Wesołowskiego. Bo to nie tylko genialny album, co zwyczajnie Przepiękny. W idealnym świecie, gdzie równa się w górę i ludzie mają ambicje by słuchać jak najbardziej wartościowej muzyki, ten album rozchodziłby się jak świeże bułeczki, nie tylko w Polsce co na całym świecie, bo mówimy o Talencie na globalną skalę. „Thriller” Michaela Jacksona i „Rites Of The End” w każdym domostwie! A ponadto Stefan to zwyczajnie kapitalny gość, na dodatek z charyzmą która otwiera mu także drogę do mediów. O ile te także równałyby w górę.

A przecież trzeba jeszcze wspomnieć o „Jolly New Songs” Trupa Trupa, stanowiącej kolejny solidny krok w rozwoju tak muzycznym, jak i pod względem rozpoznawalności, zwłaszcza na świecie. O „Szumie” Hatti Vatti – tu akurat jest jak najbardziej szum, ale głównie w Polsce. I spoko, ale mówimy o materiale, który powinien WARP wydawać, a nie MOST, z całym szacunkiem dla labelu Sokoła. Trzeba wspomnieć o Nagrobkach i „Granicie”, na którym Witkowski i Salamon formułę, zapoczątkowaną jeszcze w Gównie, doprowadzili do perfekcji. A jeszcze jest „Modernistyczny Horror” Kiev Office, kapitalna lo-fi podróż. I „Gone Away Return to Sender” Gars, którzy coraz lepiej wypełniają lukę po Die Last i Złodziejach Rowerów. I „Bugibba” Kalafiora Derambo, obiecujący debiut w świecie abstract rapu. I „Lasy” Little Giant, nowego projektu Stendka. I „3T” So Slow. I na pewno jeszcze o kimś zapomniałem!

 

MUZYKA

W tym roku także posłużę się fortelem, czyli playlistą. Nie chcę się wygłupiać w rankingi, wiedząc jak mnóstwo kapitalnych albumów pozostało jeszcze nie przesłuchanych. Zatem poniżej playlista kawałków, które najczęściej mi towarzyszyły w mijającym roku, plus kilka starszych rzeczy, które znalazły swoje zastosowanie w konkretnych, ważnych dla mnie sytuacjach. Playlista na bieżąco aktualizowana, zatem zapraszam do jej śledzenia haha.

A, miałem wspomnieć o koncertach. No, było pod tym względem super. Wyjątkowo silny w tym roku Open’er, że aż grzech byłoby nie kupić karnetu. A w jego ramach m.in. Foo Fighters, Jimmy Eat World oraz koncerty na które najbardziej czekałem, czyli Radiohead i Prophets Of Rage. A jeszcze była cudowna wycieczka w przeszłość z Guns N’Roses, Magia na Depeche Mode i Rozpierdol na Mastodonie. Całkiem miło było też na Johnie Garcii, Hurts i Beth Ditto. I tylko tego Nicka Cave’a na Torwarze żal…

Leave a Reply