rageman.pl
Muzyka

Raye

gdzie: Stodoła, Warszawa

kto: Raye, Absolutely

 

Sezon koncertowy 2024 rozpoczęty! I szykujcie się na spore nagromadzenie wpisów, jak za dawnych lat, bo jakoś wyjątkowo obrodziło koncertami na tym przełomie lutego i marca.

Ale najpierw zacznijmy od koncertu, który w pierwotnych okolicznościach miał odbyć się w zeszłym roku, niestety nie odbył się z powodu choroby Artystki. A mowa o pochodzącej z UK Raye. Jeśli nie znasz Jej z debiutanckiego albumu „My 21st Century Blues”, to na pewno głos kojarzysz z liiiiicznych featów, głównie u DJów i dance’owych magików. I chociaż w teorii mówimy o Artystce na początku drogi, to faktem jest, że przy tak pokaźnym katalogu piosenek ta kategoria jest co najmniej nie na miejscu. Inna sprawa, że Brytyjka byłaby dziś znacznie dalej gdyby nie problemy z poprzednią wytwórnią, ale o tym już na Wikipedii poczytacie. My tu o występie.

Z jakiegoś powodu (może to te schematyczne myślenie o debiutantach?) założyłem, że temat zamknie się w godzinie, no max półtorej. I to był błąd, bo po godzinie to Raye się dopiero rozkręcała, schodząc finalnie ze sceny po bitych dwóch godzinach. Kłamstwem byłoby stwierdzić, że przepełnionych muzyką. Bo powiedzieć o Raye że jest gadułą to nie powiedzieć nic. Przy czym nie widziałem dawno tak szczerej, bezpretensjonalnej, down-to-earth artystki. Być może nawet nigdy nie byłem na koncercie, gdzie na początku główna bohaterka wieczoru bez jakiegokolwiek skrępowania wyznaje że ma okres i przez to dynamika jej nastrojów może być zwiększona. Przy secie akustycznym popłynęła już w całości, rozdając autografy itp. I dla osób, nazwijmy to postronnych, które wieczór potraktowały w kategoriach zapoznawczych, to już mogło być too much – stałem niedaleko wejścia na salę koncertową i przepływ ludzi z tej sali do pomieszczenia z barem był wyższy niż zazwyczaj. Ale dzięki temu atmosfera koncertu była niemalże domowa, a to już jest doświadczenie, którego nie doświadczysz na żadnym streamie czy z DVD. No i też trzeba odnotować, że chociaż śmieszkowania było od groma, to nie zabrakło też poważnej tematyki, jak np. gwałtu.

By nie było, muzyki też było sporo. Niemal cały debiutancki album oraz wydany wcześniej mini-album „Euphoric Sad Songs”. Oraz cudzesy, na których wypłynęła. O i ile „Secrets” nagrany z Regardem zabrzmiał dość blisko oryginału, tak „Prada” (z casso) w tej wersji wykorzystała w pełni możliwości live bandu – a ten był niemały, bo poza tradycyjnymi instrumentami uwzględniał także dęciaki.

Kolorowy, niemal tęczowy wieczór. I bardzo przyjemny. Jestem przekonany, że ta Pani, o ile znów nie będzie miała pecha z wydawcami, zostanie z nami na długie lata.

(przed Raye wystąpiła wokalistka podpisująca się jako Absolutely; nie było to złe i bardzo możliwe że Ona też jeszcze wiele osiągnie – problem był w tym, że był to mocno bedroomowy sound, który sprawdziłby się słuchany w domu, ale niekoniecznie w pełnym klubie)

 

najlepszy moment: PRADA

ocena: 7,5/10

Leave a Reply