rageman.pl
Muzyka

Rage Against The Machine – Guerrilla Radio

rok wydania: 1999

wydawca: Epic

 

oh, wlasnie sobie uswiadomilem, ze o mej niegdys ukochanej (a moze wciaz?) kapeli, ktora wrecz dala narodziny mej ksywie, pisalem ostatnio az rok temu. a ze wszystkie ich wydawnictwa studyjne omowilismy, a na nowe sie niestety nie zapowiada, zajmijmy sie rarytasami.

dzis omawiana plytka to teoretycznie singiel. choc moze mylic tradycyjne opakowanie… niewazne. tytulowy track zostal jako pierwszy wystawiony do promocji trzeciego dlugograja „The Battle Of Los Angeles”. i daje dobre wyobrazenie o calosci. tradycyjna forma zwrotka-refren-mostek, czytelna produkcja (Brendan O’ Brien), lekko funkowe musniecie, no i przede wszystkim – mega przebojowa rzecz. dla jednych to byla zdrada, jednak wiekszosc, przymulona brzmieniem „Evil Empire”, powitala numer z otwartymi rekoma. nizej podpisany zreszta tez.

ale o wysokiej wartosci wydawnictwa jako calosci swiadczy jeszcze to, co panowie dolozyli bonusowo:

– „The Goast Of Tom Joad”. czyli diametralnie inne podejscie do folkujacej piesni Bruce’a Springsteen’a. zlowieszczy, wwiercajacy sie w banie riff, maxymalny poglos na powolnie snujacym sie wokalu Zacka, dolujacy tekst… klimat a’la sto razy posepniejsze „Bullet The Blue Sky” U2. mozna sie posrac w gacie ze strachu. aha, teoretycznie track znalazl swe przytulne miejsce na pelnowymiarowym „Renegades”, ale tam znalazl sie w ciut innej wersji. te z dzis omawiane plytki mozna znalezc jeszcze tylko na malej plytce z ’98 i jako bonus do VHS’a Rejdzow. powodzenia, heh.

– „No Shelter”. z tym teoretycznie prosciej jest, bo numer byl jednym z promujacych soundtrack do amerykanskiej wersji „Godzilli”. no ale, jak pisalismy jakis czas temu, ow sciezka dzwiekowa nie jest specjalnie warta zakupu… dobra, ale cos o samej piosence. powstala w czasie pomiedzy wydaniem „Evil Empire” i „The Battle…”. i to slychac. klimat kojarzy sie z pierwszym , ale myslenie o kompozycji i przede wszystim brzmienie juz zapowiada to, co bedzie sie dzialo na dlugograju z ’99. kapitalny riff, dobra nawijka Zacka, tekst dissujacy media i ladne wyladowanie energetyczne w koncowce. jaram sie.

no i, last but not least, klasyczny „Freedom” w wersji live. specjalnie nie odbiegajacej od oryginalu. niemniej to jak numer przeznaczony na wszczynanie terroru koncertowego, co slychac nawet z cedeka.

 

najlepszy moment: THE GHOST OF TOM JOAD

ocena: 7,5/10

Leave a Reply