Quincy Jones – The Dude
rok wydania: 1981
wydawca: A&M
opowiesci o Q ciag dalszy.
jak juz wspominalismy wczoraj, w latach 80tych Q zrobil sobie przerwe od wydawania plyt pod wlasnym nazwiskiem. ostatnia taka przed 8letnia przerwa wydal w ’81.
„The Dude”. ogarniacie nazwac w polsce plyte „KOLEŚ” tudziez „TYP” (zakladajac, ze „koles” oddaje w najlepszym stopniu znaczenie tego ciekawego angielskiego slowka)? trza byloby byc burakiem z warszawskiego blokowiska. ale na poczatku lat 80tych Quincy naprawde byl KIMS. postac, z ktora licza sie wszyscy. decydowal o sukcesie plyty, do ktorej przykladal reke. midas swiata muzycznej produkcji. a tak swoja droga, zawsze mnie przerazala ta statuetka z okladki tego albumu.
wciaz na swoj sposob jest ewenementem, gdy czlowiek firmajacy album swoim nazwiskiem nie gra na nim ani jednego dzwieku. ba, nawet nie pisze piosenek na nim sie znajdujacym. dlatego tez troche wczoraj przesadzilismy piszac o mizernych umiejetnosciach kompozytorskich Quincy’ego, bo na „Back On The Block” jest tylko jeden numer autorstwa Q. na „The Dude” nie ma zadnych jego piosenek. tylko „produced by” i „arranged by”. a mimo to nikt nie ma watpliwosci, czyj to krazek.
na „The Dude” Q tez pozapraszal niemala liczbe gosci. choc tym razem zestaw przygrywajacy w kazdym z numerow jest raczej staly. z bardziej znanych nazwisk – na gitarze wyjadacz Steve Lukather (Toto), na instrumentach klawiszowych Herbie Hancock i Stevie Wonder, w instrumentalnym „Velas” slychac przede wszystkim belgijskiego jazzmana Tootsa Thelemansa, zas w chorkach jednego z utworow popiskuje niejaki Michael Jackson… obowiazki wokalne zas dzielone sa miedzy Patti Austin i znanego juz nam z „BOTB” Jamesa Ingrama. malo znane nazwiska, ale dzieki czemu jest spojniej i nacisk jest polozony na piosenki, a nie na odgrywajacych je muzykow.
no ale wlasnie – piosenki. znow najfajniejszy na plycie jest cover jakiegos niedocenionego hitu sprzed lat. tym razem jest to „Ai No Corrida”. funkowy killer, parkietowy wymiatacz, deflorujaca sekcja deta i rozbrajajace lepiej niz najlepszy saper chorki.. i znow – nawet jesli nie wiecie ktoz to Quincy, to ten numer znacie na pewno. refren to obowiazkowa nuta kazdych wakacji. no po prostu serce roscie.
a z reszta plyty bywa roznie. o ile dynamiczniejsze kawalki pokroju „Razzamatazz” czy „Turn On The Action” to wciaz konkretna jazda, tak rzeczy typu „Just Once” brzmia jak podpieprzone z szuflady Steviego Wondera kawalki, ktore ten napisal w okresie najwiekszego kryzysu tworczego i przez przypadek zapomnial wyrzucic do kosza. moze kogos ruszaja takie ckliwe r’n’b balladki, wyspiewywane aksamitnym meskim glosem. ja sie nie zalapuje.
niemniej calosciowo to kolejna, pyszniutka plyta z czarna jak smola muzyka. i tez kopalnia sampli. hiphopowa mlodziezy polski – sluchac, bawic sie i uczyc!
najlepszy moment: AI NO CORRIDA
ocena: 7,5/10