rageman.pl
Muzyka

Preisner/Kieslowski

preisner-kieslowski-b-iext3239788rok wydania: 2004

wydawca: MK2 Music

 

wracamy z Francji do Polski… chociaz… hmmm, w sumie tak nie do konca.

Preisnerowe Greatest Hits. tak chyba mozna ten album nazwac. bo choc trudno go uznac za przekrojowy dla tworczosci Pana Zbigniewa, to jednak chyba mozna uznac, ze jest tu wszystko co najlepsze z jego dyskografii. nie odkryje ameryki stwierdzajac, ze Preisner zdecydowanie nalezy do tej grupy kompozytorow filmowych, ktorzy najlepsze rzeczy tworzyli dla konkretnego rezysera. dla niektorych duet Krzysztof Kieslowski/Zbigniew Preisner nalezy wrecz do wzorcowych przykladow takiej wspolpracy, podobnie jak spolka Morricone/Leone czy Badalamenti/Lynch. album ten pomaga zrozumiec dlaczego.

„Dekalog”, „Podwojne Zycie Weroniki”, „Trzy Kolory”. przedzial czasowy – 6 lat. a mimo to calosc brzmi nad wyraz spojnie. ignorant lub czlowiek o bardzo nietuzinkowym guscie powiedzialby, ze koles sie powtarza, jedzie na jednym patencie. wypadaloby stwierdzic jednak, ze Preisner ma wlasny, calkiem rozpoznawalny styl. to samo zreszta moznaby prawdopodobnie powiedziec o tworczosci Kieslowskiego. byc moze prawda lezy posrodku. a byc moze najlepiej by bylo darowac sobie takie pierdolowate dywagacje wobec piekna tej Muzyki.

tak, to slowo najlepiej oddaje istote tego co tu slychac – piekno. ale jakies takie dolujace i przyciezkawe to piekno. wywolujacy zachwyt bardziej podobny do tego, jakie odczuwa sie podziwiajac architekture kosciolow (zakladajac ze kogos ruszaja takie klimaty, pozdro Wiciul!) anizeli to, gdy wchodzi sie np do ogrodu (i znow – zakladajac ze…). w sumie, z tym kosciolem to nieglupie. bo brzydze sie gornolotnymi slowami (przynajmniej staram sie brzydzic), ale jest w tej nucie Preisnera pewien sakralny klimat, niezaleznie czy slyszymy akurat sopranowe popisy, pianino czy gitare. i dotyczy to nie tylko muzyki z „Dekalogu”.

podoba mi sie wypowiedz Preisnera z wywiadu dolaczonego do plyty, z ktorej wynika, ze traktuje cisze jako kolejny dzwiek, kolejny instrument. powoluje sie tez na wypowiedz pisarza Weila, ktory rzekomo kiedys stwierdzil, ze najpiekniejsza muzyka jest cisza, jesli jest „opakowana” w dzwieki. i rzeczywiscie, jest to tez jakis klucz do zrozumienia tego, co sie dzieje na tym albumie. zadnej orkiestry, celebracja pojedynczych dzwiekow, w pelni wybrzmiewajace instrumenty, mnostwo przestrzeni… bajka, jak dla mnie.

daleko mi do zapedow narodosciowych, ale naprawde uwazam, ze polska „scena” kompozytorowy filmowych jest najlepsza na swiecie. szkoda ze tak zajebiscie niedoceniana.

 

najlepszy moment: L’ENFANCE

ocena: 8,5/10

Leave a Reply