rageman.pl
Muzyka

Microcosmos

rok wydania: 1996

wydawca: Auvidis

 

skoro juz tak zabrnelismy na zachodni kraniec Europy, to moze pozostanmy jeszcze w tym obszarze, transportujac sie ciut w lewo, do Francji. a merytorycznie wracamy do soundtrackow.

Mikrokosmosu niestety nie widzialem, ale przewazajaca czesc opini to byly superlatywy, wiec przypuszczam ze rzeczywiscie mamy do czynienia z arcydzielem. moze muzyka samym arcydzielem nie jest, ale to tez jednak rzecz blizsza geniuszu niz rzemieslnictwa. nie wiedzialem czego spodziewac sie po panu Bruno Coulaisie, ktory podpisal sie pod caloscia, ale gdzies w glebi serca wierzylem, ze muzyka ta nie bedzie miala nic wspolnego z holywoodem. i sie nie mylilem. takie soundtracki uwielbiam najbardziej. niby nie ma tu stuosobowej orkiestry, ale paradoksalnie o wiele wiecej sie dzieje niz u hornerow i innych williamsow. przede wszystkim – sporo tu wokali. w jednym momencie zenskich, przewaznie parokrotnie powtarzany motyw to jakby kolysanka wyspiewywana przez dzieciaczka. a raczej „kolysanka”, bo brzmi dosyc zlowieszczo. wprowadza dokladnie taki klimat, jaki mozna sobie wyobrazic panujacy w mikroswiecie – z jednej strony piekno idealnego porzadku tam panujacego, z drugiej strony  horror i brutalnosc odbywajaca sie w ramach tego samego ladu. z jednej strony pszczolki buduja zachwycajacy konstrukcja ul, z drugiej muszki bezlitosnie sa pozbawiane zywota w sieciach pajakow… okej, pewnie moznaby lepsze porownania wymyslec, ale wybaczcie, z biologii ledwo co zdawalem z klasy do klasy.

zreszta taki klimat przewija sie przez caly czas trwania tego niedlugiego, bo ledwie 40minutowego, albumu. ale tak jak „Microcosmos” nie ma ponoc nic wspolnego z filmami przyrodniczymi pokazywanymi w szkolach, tak i soundtrack Coulaisa nijak da sie porownac do tego, co w tych tragicznych filmach mozna bylo uslyszec. tu jest mnostwo emocji, tak jak przeciez mnostwo ich moze byc w codziennym zyciu konikow polnych czy innych szerszeni. wywolywanych przez nie tak typowe, ale jednak „ludzkie” dzwieki. perkusjonalia, flety, klarnet, skrzypce, pianino itepe itede. a takze przez cisze, mnostwo idealnie wplecionej ciszy. to co jest jednak unikalne to ze te wszystkie dzwieki ida w parze z odglosami przyrody. naprawde ma sie wrazenie, ze sie przez te 3 kwadranse przenioslo do lasu i zmalalo do tych parunastu milimetrow. chlupot wody, szelesty jakies, bzyczenie…

Kosmos. w kontekscie jakosci – bynajmniej nie mikro.

 

najlepszy moment: LA NUIT

ocena: 7,5/10

Leave a Reply