Pogodno – Sejtenik Miuzik & Romantik Loff
wydawca: Noff
okej, a teraz o alternatywce z Polski.
wspominalismy juz przy okazji recenzji Smolika o tym, ze poczatek nowego wieku to byl calkiem niezly czas dla alternatywnego grania w Polsce. teraz niby tez nie jest zle, coraz wiecej fajnych rzeczy sie dzieje w tej kategorii, ale prawie 10 lat temu przynajmniej interesowaly sie tym majorsy. wtedy to Bmg i spolka dostrzegly, ze wcale nie musza byc stratni na wydawaniu rzeczy niekomercyjnych, a dodatkowo znacznie moze to wplynac na powazniejsze postrzeganie ich marek. no i moga miec na sumieniu dobry uczynek, ze nie tylko odpustowych cwaniaczkow promuja, ale tez i Artystow z krwi i kosci. o ile pamiec mnie nie myli, pierwszym i chyba najbardziej udanym takim alternatywnym sublabelem bylo BMG’owe sissy Records (wspomniany Smolik, ale i Scianka czy CKOD), ale i pozostala majorsowa czworka nie pozostawala w tyle. takie Sony, na ten przyklad, powolalo do zycia Noff Records, a pierwsza plyta (o ile dobrze odczytuje numer katalogowy) wydana w nim byl omawiany dzis drugi album szczecinskiego Pogodna.
podobnie jak Scianka, Pogodno juz pierwszym wydanym w Biodrze (swoja droga- niesamowitego nosa mial wtedy Tymon jako wydawca) albumem spowodowal niezly szum medialny. mozna spokojnie powiedziec, ze jesli chodzi o polska alternatywe, to obie te kapele na przelomowie wiekow byly na absolutnym topie. podobienstw zreszta mozna dostrzec jeszcze wiecej – obie po debiucie przeszly do sublabeli majorsow, co jeszcze bardziej wzmocnilo oczekiwanie na ich nastepny ruch. jak to sie skonczylo w przypadku Scianki – wiadomo: „Dni wiatru”, prawdopodobnie najambitniejszy polski album wydany w duzej wytworni.
tu juz jednak zakonczymy porownywanie do zespolu Cieslaka. „Sejtenik miuzik”, choc juz na dobre rozkrecil kariere Pogodna, taka rewolucja jak nastepca „Statku kosmicznego” jednak nie byl. i nie mogl byc. oczywiscie jest to dosyc inna plyta niz debiut, jednak Budyn z kumplami (zupelnie nowymi – obie plyty laczy jedynie osoba lidera) nie poczynili tak totalnego zamachu na wlasny styl jak Scianka.
warto natomiast zapamietac ten wlasnie album Pogodna jako jeden z najbardziej psychodelicznych, transujacych plyt wydanych w III RP. juz otwierajacy calosc „Ogladamy sie” wlasciwie mowi wszystko o tym, jak bedzie wygladalo nastepne 50 minut z hakiem. takze pod wzgledem lirycznym/wokalnym – Budyniowa nawijka i absurd w tekstach jest nie do podrobienia (choc dzis jakos tak mnie natchnelo, ze momentami Budyn brzmi jak Fisz… a moze odwrotnie?). no i, zgodnie z tytulem, sporo tu romantyzmu. „a ty sie o mnie oprzyj, ja na Ciebie wejde”. uh, Bejbe. wracajac do wspomnianej psychodelii – najbardziej pod tym wzgledem rzadza „Dabus”, „Jaz” i „Dmdc”.
z drugiej jednak strony – minusy tej plyty rzucaja sie zbyt w oczy, by ich nie dostrzec. choc – od razu zaznacze – sa to minusy wylacznie w mej subiektywnej ocenie. bo np mi troche przeszkadzaja takie przerwyniki jak „Just 5” czy „Strona b cd”, rozbijaja dramaturgie (choc zamykajacy calosc „song” o rozczulajacym tytule „rozpierdalacz” jest calkiem zabawny). zupelnie niestrawny jest tez dla mnie prawie siedmiominutowy „3 chlopcow”. ja wiem, mialo byc zabawnie, podkresla to garazowosc calej plyty, ale mimo wszystko ja bym wolal jakby takie rzeczy poza probownie nie wychodzily. no i byc moze najwazniejsza kwestia – takie transowe granie na koncert jak znalazl, ale na plycie to mozna byloby to bardziej urozmaicic. nie chodzi nawet o aranzacje – tu akurat jest bez zarzutu (sax w „Wiezy”!), ino bardziej o roznorodnosc w klimacie. dlatego najfajniejszy fragment to troche odstajacy, rozpedzony singiel „Pani w obuwniczym” („Pani w obuwniczym miala taki ruch, ze az sie je buty rozeszly”, wiadmo hehe). choc „Lusterko” tez bryluje w towarzystwie.
w skali lokalnej, polskiej, naszej – plyta conajmniej swietna.
najlepszy moment: PANI W OBUWNICZYM
ocena: 8/10

